Pochodzący z Zambrowa baron PSL nie znosi słów krytyki. Kiedy starosta Edyta Marchelska-Groszfeld polubiła w internecie krytyczny wobec niego filmik, polityk zadzwonił do niej w trakcie posiedzenia zarządu. „Zrobię porządek z twoją rodziną”, „Sprawdźmy, jak twój mąż zrobił karierę" – takie słowa padły z ust urzędującego ministra. Powód tych nerwów był jasny: lokalny radny prześwietlił działalność Krajewskiego i ujawnił, że stowarzyszenie jego żony otrzymało 250 tys. zł ze środków dysponowanych przez polityków PSL.
Arogancja władzy ujawnia się na każdym kroku. Na jedną z sejmowych komisji Krajewski przyprowadził aż 44 urzędników, których zadaniem było klaskanie swojemu szefowi. Z kolei gdy rolnicy zaczęli protestować przed jego domem, oburzony zwołał konferencję prasową, skarżąc się na zastraszanie rodziny. Zapomniał jednak dodać, że w 2020 roku to właśnie działacze PSL – w tym jego dzisiejsi najbliżsi współpracownicy – organizowali identyczne najazdy ciągnikami na posesje polityków PiS, rozrzucając obornik i wieszając obraźliwe hasła.
Jeszcze gorzej wyglądają kwestie merytoryczne i rzekoma pomoc dla polskiej wsi. Minister wielokrotnie mijał się z prawdą w sprawie dopłat do paliwa.
Zapewniał w mediach, że czeka na decyzję z Brukseli, podczas gdy Komisja Europejska nie otrzymała nawet polskiej notyfikacji. Dziś oferuje rolnikom ułamek tego, czego sam głośno domagał się od rządu w 2022 roku. Największą kompromitacją okazała się jednak sprawa umowy z Mercosurem – śmiertelnego zagrożenia dla naszego rolnictwa. Krajewski z rozbrajającą szczerością przyznał, że tego dokumentu nawet nie przeczytał.