We wtorek portal Niezalezna.pl ujawnił wnioski płynące z przeprowadzonych w ostatnich kilkunastu miesiącach symulacji ewakuacji Warszawy na wypadek wojny lub głębokiego kryzysu. Z informacji, którą potwierdziliśmy w trzech niezależnych źródłach, wynika, że sprawna ewakuacja stolicy w podobnym przypadku jest skrajnie niemożliwa.
Jako przyczynę paraliżu, który może grozić stolicy, wskazuje się postępującą elektryfikację miejskiej floty autobusowej, która za sprawą unijnych przepisów i decyzji urzędników stale rośnie.
Sytuacje kryzysowe nie akceptują kompromisów
O możliwe skutki wdrażania za wszelką cenę zero emisyjnych pomysłów w sytuacjach kryzysowych spytaliśmy prezesa Fundacji Konstruktywnej Ekologii ECOPROBONO dr. Grzegorza Chociana.
Nasz rozmówca zaznaczył, że tego typu sytuacje “nie akceptują kompromisów”. - W sytuacji kryzysowej wynikającej z wojny nikt nie będzie załamywał rąk nad emisją gazów cieplarnianych z elektrociepłowni węglowej, tylko bronił tej instalacji, byśmy mieli dostawy prądu i ciepła. Nikt nie będzie się pytał o emisję CO2 z silnika transportera opancerzonego, tylko o jego skuteczność w działaniach na polu walki. Nie będzie analizował, ile tlenków siarki i azotu zostanie wyemitowanych z rakiet i amunicji artyleryjskiej, tylko skupiał się na celności oddanej salwy - wyliczał.
- Czołgi elektryczne, za którymi ma jechać generator prądu, to wizja osoby psychicznie chorej lub cynicznego agenta wpływu namawiającego przeciwnika do stworzenia niewydolnego systemu, który podda się, bo przestanie działać sam, zanim zostanie zaatakowany
- ocenił dr Chocian.
Ideologiczne zwężanie ulic
W kontekście ewentualnej ewakuacji miasta zwrócił uwagę na “zwężanie ulic w centrach miast również z pobudek ideologicznych”. - Przecież centra miast bardzo często są miejscem lokalizacji szpitali, są zamieszkiwane przez osoby starsze wymagające właśnie transportu medycznego lub innych form opieki. Jak będzie wyglądała ewakuacja takiej części miasta, kiedy na środku zwężonej ulicy elektrycznemu autobusowi zabraknie prądu? Ba, może być spalinowy, który się zepsuje i zatarasuje przejazd na zwężonej ulicy. Co wtedy? Chorych będziemy ewakuować elektrycznymi rowerami czy pójdziemy z nimi na pobliski deptak, by się rozkoszować sojowym latte? - zastanawiał się ekolog.
- Jednym z szaleńców klimatycznych, badającym ponadto rzekome naruszanie “praworządności” w Polsce przez rzekomo niepotrzebną Polsce elektrownię w Turowie i Bełchatowie, był komisarz KE - Frans Timmermans. To był wcześniej minister spraw zagranicznych w rządzie Marka Ruttego – obecnego szefa NATO. Ale nawet ten dyplomata terminujący kiedyś w Moskwie potrafił wypowiedzieć zdanie refleksji po ataku Rosji na Ukrainę, że cytuję: “Wojna zmienia wszystko”. Jak rozumiem, również zastępuje eko-ideologię sytych, zblazowanych społeczeństw, niszczących przemysł, w tym zbrojeniowy, w Europie z powodu utraty instynktu samozachowawczego - w kierunku powrotu do systemów bezpieczeństwa powszechnego
- tłumaczył nasz rozmówca.
Powinniśmy obudzić się z hipnozy
Dr Chocian podkreśla, że rozwój zeroemisyjnych technologii “nie musi być wrogiem bezpieczeństwa, o ile takie technologie są tworzone z myślą o ich skuteczności i niezawodności w sytuacji kryzysowej”. - To mają być rozwiązania pomocnicze, alternatywne, awaryjne, a nie po pierwsze chroniące klimat, czego i tak skutecznie nie zrobią. Trzeba tym technologiom postawić zupełnie inne cele. I nie może to być rozliczenie CO2 w ETS, tylko zapewnienie źródła energii na tzw. czarną godzinę, wsparcie systemów rozproszonych, zapewnienie zdolności operacyjnych po zniszczeniu systemów konwencjonalnych - wyjaśnił.
- Ale po pierwsze powinniśmy obudzić się z hipnozy, w którą nas wprowadzili sprytni sprzedawcy dobrostanu “matki Ziemi”, nakazujący nam rozumować wyłącznie tak, iż ekologia to ograniczanie emisji CO2. Cóż to za szkodliwy, antyludzki, bo antyprzyrodniczy absurd! Bo czy bez ograniczania emisji CO2 możemy przeżyć 30 dni? A bez powietrza i czystej wody? Dlaczego inne technologie ekologiczne w ogóle nie są publicznie i tak gorączkowo analizowane w funkcji naszego codziennego bezpieczeństwa? Czy dlatego, że nie stoi za nimi sztab lobbystów od rozliczania CO2 na rynku uprawnień do emisji w EU ETS? A czym będzie ten cały ETS w sytuacji wojny? Ile on będzie wart? Okrągłe zero!
- podkreślił dr Grzegorz Chocian.
Według niego, analizując przydatność zielonych technologii do wsparcia sytuacji kryzysowej, “musimy wyobrazić sobie naszą rodzinę, która została pozbawiona prądu po zniszczeniu linii energetycznych i elektrowni”. - A potrzebuje bardzo dużo energii elektrycznej do normalnego funkcjonowania gospodarstwa domowego, a jeszcze więcej, kiedy mamy np. pompę ciepła. Trzeba wtedy sobie zadać pytanie, czy moje panele fotowoltaiczne albo wiatrak będą produkowały mi prąd, kiedy zostanie wyłączona sieć elektryczna? Bo dzisiaj są zupełnie nieprzydatne, o ile nie mamy własnego magazynu energii i odpowiednio zbudowanej wewnętrznej sieci elektrycznej - tłumaczył.
- Zatem różne technologie OZE mogą być bardzo korzystne, o ile pozwolą tworzyć lokalne, autonomiczne systemy energetyczne z udziałem farm fotowoltaicznych, wiatraków i magazynów energii, biogazowni i biometanowni z modułem produkcji energii elektrycznej itp. To jest możliwe i zalążki logiki takiego działania widać w postaci tworzonych spółdzielni energetycznych, ale to nadal kropla w morzu potrzeb. Nadal nie można ot tak wyprodukować sobie prądu i odsprzedać lub przekazać sąsiadowi w potrzebie. Koniecznie trzeba przyspieszać takie zmiany i zapewniać im finansowanie poprzez logiczne kryteria dostępu i rozliczania środków dotacyjnych z NFOŚiGW i programu FEnIKS. Tylko, aby to zrobić naprawdę, musimy się nareszcie obudzić z klimatycznej hipnozy i zmienić paradygmat naszych działań
- podsumował dr Grzegorz Chocian.