Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz poinformował, że prezydent Karol Nawrocki rozmawiał z prezydentem USA o obecności wojsk sojuszniczych w Polsce „zaledwie przed paroma dniami”. Jak podkreślił, ustalenia z tej rozmowy pozostają aktualne, a Kancelaria Prezydenta pozostaje w stałym kontakcie z Narodową Radą Bezpieczeństwa i Białym Domem.
Przydacz ocenił, że w obecnej sytuacji kluczowa jest „proaktywna postawa Ministerstwa Obrony Narodowej” oraz pilne rozmowy z Pentagonem, ponieważ to Departament Wojny USA wysyła sygnały, które – jego zdaniem – budzą niepokój w Polsce. Skrytykował jednocześnie działania części polityków, zarzucając im skupienie na wizerunku zamiast na realnych działaniach dyplomatycznych.
Potrzebna za to jest pilna zmiana retoryki ze strony Premiera i Marszałka Sejmu. Ona bardzo szkodzi i jest wodą na młyn, tych którzy chcieliby ograniczenia obecności sojuszniczej na wschodniej flance
- napisał Przydacz.
Pan Prezydent rozmawiał z Prezydentem USA o obecności wojsk sojuszniczych w Polsce przed paroma w zasadzie dniami. Ustalenia z tej rozmowy pozostają w mocy. Jeśli będzie konieczność, oczywiście nie wykluczamy dalszych kontaktów w odpowiednim czasie. Także i spotkań na… — Marcin Przydacz (@marcin_przydacz) May 17, 2026
Komentarze pojawiły się po doniesieniach agencji Reutera, CNN i portalu NOTUS. Według tych źródeł Pentagon miał wstrzymać rotację 4 tys. żołnierzy do Polski, rozważać redukcję sił USA w Europie oraz obniżenie rangi dowództwa sił lądowych USA w Europie i Afryce. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oraz MON zapewniają jednak, że decyzje mają charakter logistyczny i nie dotyczą bezpośrednio Polski.
Przydacz przypomniał, że do 2015 r. w Polsce nie stacjonowały większe siły sojusznicze, a od 2016 r. ich liczba wzrosła do ponad 10 tys. Jego zdaniem obecne napięcia w relacjach MON–Pentagon wynikają również z działań politycznych Donalda Tuska i Włodzimierza Czarzastego.