Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Co dalej z PiS? Sakiewicz wskazał na cztery poziomy współpracy. Zdradził też, o co ten spór

- Jeżeli ktoś dzieli partię, wiedząc, że wtedy trudniej jest wygrać wybory, że może to spowodować zmniejszenie w wyniku i zwiększenie szansy na pozostanie przy władzy Donalda Tuska, to też bierze za to odpowiedzialność - bez względu na to już, kto by to nie był - stwierdził prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz. Odniósł się w ten sposób do efektów czwartkowego spotkania między Mateuszem Morawieckim a Jarosławem Kaczyńskim, które - najprawdopodobniej - będzie skutkować opuszczeniem Prawa i Sprawiedliwości przez byłego premiera. Sakiewicz podkreślił jednak, że wciąż "absolutnie otwartą" kwestią jest to, czy skupieni przy wspomnianych wystartują z tych samych list w wyborach parlamentarnych. Podzielił się również nieoficjalnymi informacjami na temat tego, o co tak naprawdę trwa spór w największej partii opozycyjnej.

Czwartek jest ostatnim dniem dla polityków PiS na zastosowanie się do ultimatum w sprawie nie uczestnictwa w stowarzyszeniach o charakterze politycznym. Tego dnia odbyło się spotkanie prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim - szefem stowarzyszenia "Rozwój Plus". Według informacji Telewizji Republika, były premier nie zastosował się do decyzji władz partii. Niedługo po zakończeniu rozmów prezes PiS zwołał pilne spotkanie dla lojalnych członków.

Sprawa otwarta

Sprawę podziału w PiS komentował na antenie wspomnianej stacji jej prezes Tomasz Sakiewicz. Jego zdaniem, pewnie w tej kwestii niewiele się wydarzy, choć przyznał, że "polityka potrafi zaskakiwać". Wskazał też, że na naszej scenie politycznej możliwe są cztery możliwe poziomy współpracy.

"Bycie w jednej partii, bycie w jednym klubie, stworzenie wspólnych list do parlamentu - czyli do Sejmu i Senatu i stworzenie tylko wspólnej listy do Senatu. Prawdopodobnie dzisiaj rozstrzyga się ten pierwszy poziom, czyli bycie w jednej partii. Czy w jednym klubie? Tego nie wiem. Być może również. Natomiast pozostała sprawa jest absolutnie otwarta"

– oznajmił.

"Bierze za to odpowiedzialność"

Sakiewicz podkreślił, że obowiązująca w Polsce metoda D'Hondta "nie promuje partii tylko list". - Czyli skuteczność tego, co się wydarzy w czasie wyborów, będzie zależała od tego, czy będzie wiele list, czy mniej - po prawej stronie. Im mniej list, tym bardziej system D'Hondta promuje tych większych - powiedział.

"Jeżeli ktoś dzieli partię, wiedząc, że wtedy trudniej jest wygrać wybory, że może to spowodować zmniejszenie w wyniku i zwiększenie szansy na pozostanie przy władzy Donalda Tuska, to też bierze za to odpowiedzialność - bez względu na to już, kto by to nie był. Samo doprowadzenie do tej sytuacji jest ryzykiem"

– stwierdził.

Prezes Republiki zaznaczył, że wyborcy PiS głosowali na jedną partię i z nią kojarzyli polityków, których wybrali. - Jeśli ktoś nie chce być w PiS, albo prowadzi do rozłamu w PiS, no to bierze na siebie odpowiedzialność za zawiedzenie tych wyborców. Oczywiście są też wyborcy rozczarowani, którym być może to będzie odpowiadać, co się wydarzyło, ale mi się wydaje, że ta grupa jest jednak nieduża - ocenił.

O co ten spór?

Sakiewicz podzielił się również częścią wiedzy, którą pozyskał z nieoficjalnych rozmów.  - Na pewno spór jest o całość władzy. Na pewno Mateusz Morawiecki jest zainteresowany tym, żeby być liderem partii i wcześniej czy później zostać liderem obozu. Jest człowiekiem stosunkowo młodym. Ta grupa, która tworzyła PiS wokół Jarosława Kaczyńskiego, sam Jarosław Kaczyński ma już swoje lata. Ja mam wrażenie, że Jarosław Kaczyński ma zamiar jeszcze jakiś czas pozostać w tej polityce i jest dosyć sprawny, ale pewnie Mateusz Morawiecki zakłada, że za rok, dwa, trzy, cztery mogą zajść zmiany, a on chce być liderem tych zmian - powiedział.

"Mi się wydaje, że to jest najważniejsza część tej motywacji, że on się nie godzi z tym, że ktoś inny może być namaszczony na lidera partii i nie chce temu komuś podlegać. Więc woli teraz przygotować sobie takie ugrupowanie, które być może samo przejmie tą rolę, albo które będzie potem mogło być tym ośrodkiem, który będzie próbował koncentrować część elektoratu konserwatywnego i centrowego"

– oznajmił.

Jak wskazał, na przyciągnięcie wyborców Konfederacji przez Morawieckiego "nie ma mowy, bo on jest tam bardzo źle widziany". Zaznaczył, że było to jedną z przyczyn wystawienia na front Przemysława Czarnka, żeby zablokować odpływ wyborców w kierunku wspomnianej partii.

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka