W ubiegłym tygodniu na portalu Niezalezna.pl informowaliśmy o pomocy ze środków powodziowych jaką przyznano przewodniczącej Rady Miejskiej w Nysie oraz asystentce społecznej ministra Tomasza Siemoniaka Jolantcie Tryczo-Warczak. Działaczka Koalicji Obywatelskiej dostała ponad 170 tysięcy złotych choć - jak alarmowali lokalni działacze - jej salon nie funkcjonował zaledwie dwa dni.
Sprawa szybko wzbudziła zainteresowanie szczególnie, że pojawiła się w momencie afery związanej z Karkonoską Agencją Rozwoju Regionalnego, której główną bohaterką stała się (była już) wiceprezes spółki Anna Konieczyńska. Według ustaleń Wirtualnej Polski, działaczka KO rozdając środki z puli pomocy dla powodzian przekazała 4,5 mln złotych przedsiębiorcom z jej bliskiego otoczenia. Jedną z firm prowadził jej mąż, drugą sąsiad, a trzecią właściciel lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.
Tłumaczenie Siemoniaka
Do tematu z Nysy minister Siemoniak odniósł się środę w Polsacie News. Pytany o to, czy jego asystentka wyjaśniła sprawę, odparł, że "nie wie wszystkiego", gdyż "nie zajmował się tym". Stwierdził też, że... "asystenci społeczni nie są jego pracownikami". A poza tym, to już nie korzysta z ich usług.
"Ja zresztą - ponieważ taka sytuacja się pojawiła dwuznaczna wokół słowa "asystent społeczny", postanowiłem zrezygnować w ogóle z asystentów społecznych, bo inne osoby, niemające nic wspólnego z żadnymi powodziami, biznesami itd. też tutaj podlegały jakimś atakom"
– oznajmił.
Zapewnił, że Powiatowy Urząd Pracy sprawę "zbadał i uznał, że jest w porządku, zgodna z przepisami". Powołał się też na oświadczenie Tryczko-Warczak, w którym ta przekonywała, że środki się jej należały.
Starostą powiatu nyskiego też działacz KO
Przypomnijmy, że zgodnie z dokumentami Stowarzyszenia Nysa Patrzy o przyznaniu środków zadecydowało Starostwo Powiatowe w Nysie. Nim kieruje Daniel Palimąka, wieloletni polityk Koalicji Obywatelskiej, który również był asystentem Siemoniaka. W rozmowie z portalem "O!Polska" powiedział:
"Nie uczestniczyłem w procedowaniu tej pomocy. Nie widziałem żadnej listy beneficjentów ani wnioskodawców i nawet o nią nie prosiłem. Program realizował Powiatowy Urząd Pracy [który podlega pod starostwo powiatowe - przyp. red.]"
Dyrektor PUP w Nysie zapewnił, że we wniosku firmy Trytko-Warczak znalazły się zdjęcia i dokumenty rzeczoznawcy. Dodał, że "aby otrzymać pomoc, każdy musiał spełniać określone kryteria".