Blask i cień na polskim sierpniu
Dopiero po 1989 roku powstańcy warszawscy odzyskali należne im, w procesie wychowawczym kolejnych pokoleń, miejsce.
Dopiero po 1989 roku powstańcy warszawscy odzyskali należne im, w procesie wychowawczym kolejnych pokoleń, miejsce.
Igrzyska olimpijskie w Paryżu, pomimo kilku pięknych momentów, zostaną zapamiętane jako impreza straconych szans, w której Biało-Czerwoni zaprezentowali się mizernie. Dopiero 42. miejsce w klasyfikacji medalowej to wynik wstydliwy. Kibice liczyli na więcej. Płomień olimpijski nie przestał się jeszcze palić, gdy rozpoczęła się ogólnonarodowa dyskusja o przyczynach mizernego występu Polaków. Jak to zwykle bywa przy porażkach, rozpoczęło się też pilne poszukiwanie winnych z polityczną sieczką w tle.
Nie od dziś nie mogę zrozumieć ścieżki myślowej, którą podąża Donald Tusk w podejmowaniu swoich ruchów.
Uwolnienie Marcina Romanowskiego wydawało się największą jak dotąd kompromitacją resortu i quasi-prokuratorów Adama Bodnara. Okazuje się, nie pierwszy zresztą raz, że ludzie ci nie chcą i nie potrafią się zatrzymać.
Zamiast pokazu siły Zachodu igrzyska olimpijskie, mimo pochwał progresywnych mediów, okazały się raczej pokazem francuskiej prowincjonalności i jałowości naszych zachodnich sporów politycznych.
„Pomieniali chuligana na Luisa Corvalana. Gdie najdiom my taku blad, cztoby Lońku pomieniat?” – głosiła moskiewska czastuszka z 1976 r., gdy Rosja wydała Zachodowi chuligana, czyli Władimira Bukowskiego, za chilijskiego komunistę Luisa Corvalana. Zaś Lońka z wierszyka to Breżniew, którego za żadną bladź wymienić się nie dało i który nadal gnębił obywateli.
Świątki przydrożne przeżyły nawet komunę, podciągnięte do kategorii naiwnej sztuki ludowej.
104 rocznica uratowania Polski przed „czerwoną Rosją”, a Europy przez zalewem komunizmu jest godna obchodzenia, ale nie jest jedyna, która warto tego dnia przypomnieć. Oglądanie zdjęć ze zdobytymi sowieckimi sztandarami w rękach polskich obrońców ojczyzny napawa duma i wdzięcznością dla tych, często bardzo młodych, naszych rodaków, którzy wtedy uratowali Rzeczypospolitą. Warto jednak wspomnieć też tych, którzy wcześniej czy później walczyli i ginęli za Polskę.
Ciekawa to taktyka, żeby kompromitację, którą dokleja się nam trochę z przyzwyczajenia, a trochę na podstawie domysłów, przykryć kompromitacją już całkowicie naszą – naszą w stu, a może i dwustu procentach. Tak właśnie zrobiła „Wyborcza”, której dostało się odpryskami ze starcia, które Stonoga przegrał ze Stanowskim.
W Polsce jest wiele problemów do rozwiązania. Od 1 kwietnia do 9 sierpnia 2024 r. Komenda Główna Policji odnotowała 225 utonięć. W całym roku znów zginie około 2 tys. osób z powodu wypadków drogowych. Kolejnych kilka tysięcy straci życie w wyniku samobójstw.
Tylko 10 medali – w tym tylko jeden złoty – i 42. miejsce w klasyfikacji medalowej to dorobek Biało-Czerwonych na paryskich igrzyskach. Przed nami znalazły się takie „potęgi” sportowe, jak Gruzja, Azerbejdżan, Uzbekistan, Indonezja czy Filipiny.
Zanim nastąpią trzy debaty telewizyjne między byłym prezydentem a obecną wiceprezydent, republikanie już prowadzą trzy do zera. Dwa z tych trzech goli padły w dwóch tzw. swing states, czyli stanach, w których sympatie wyborców zmieniają się dość często. To Michigan i Georgia.
„Kancelaria Sejmu zwróciła się do Policji o usunięcie płotu z ul. Wiejskiej. Po siedmiu latach barierki znikną spod Sejmu. Sejm Otwarty zamiast Sejmu Twierdzy” – pisał w listopadzie zeszłego roku Szymon Hołownia. Tweet zestarzał się dramatycznie szybko.
Sprawa Pawła Rubcowa vel Pablo Gonzaleza, a wcześniej rozbicie rosyjskiej siatki szpiegowskiej planującej wysadzanie pociągów z pomocą dla Ukrainy, pokazała, jak bardzo istotnym narzędziem dla bezpieczeństwa RP był system Pegasus.
Ukraina używa już pierwszych samolotów wielozadaniowych F-16. Wołodymyr Zełenski w wywiadach nie podał liczby otrzymanych od Zachodu myśliwców, ale „The Economist” pisze o 10 maszynach, a do końca roku ma być kolejnych 10, docelowo – 79.
Od dawna monitoruję rosyjskojęzyczną część internetu i przyznam szczerze, że coraz mniej informacji tam zawartych jest mnie w stanie zaskoczyć. Przeczytałem jednak wypowiedź jednego z przedstawicieli rosyjskiej Cerkwi prawosławnej dla agencji RIA Novosti i ponownie muszę stwierdzić, że skala absurdu nie ma górnej granicy.
Kto widział płacz trenera Julii Szeremety po jej awansie do finału igrzysk olimpijskich, ten wie, że tu nie było fałszu, tylko ciężka praca wbrew przeciwnościom. Dziewczyna urodzona w Chełmie, której rodzice mają gospodarstwo rolne ze stadniną koni i sklep, absolwentka liceum im. Marii Konopnickiej w Lublinie, jest po prostu sobą i nie udaje nikogo innego.
W mediach społecznościowych pełno jest zdjęć, filmów, spekulacji i doniesień o ukraińskiej ofensywie w Rosji, konkretnie w obwodzie kurskim. Jest też mnóstwo oświadczeń, przy czym, co najciekawsze, właściwie nie ma komunikatów ze strony ukraińskiej.