"Nowa"polityka imigracyjna UE w oparach hipokryzji
Kreślę te słowa kilkanaście godzin po przyjęciu przez Parlament Europejski nowej polityki migracyjnej UE.
Kreślę te słowa kilkanaście godzin po przyjęciu przez Parlament Europejski nowej polityki migracyjnej UE.
Debata o rolnictwie w Polsce jest jedną z najtrudniejszych, jakie można prowadzić. Wszystko bowiem jest tam względne. Wszyscy finalnie wychodzą na idiotów, ale też nikt tego nie artykułuje, bo każdy jest równie mądry.
Czy kłamstwo sto razy powtórzone staje się prawdą? Tak najprawdopodobniej uważają rosyjscy oficjele. Żerowanie na tragedii zabitych w ostatnim zamachu w podmoskiewskim centrum Crocus to „norma”, która ma na celu jeszcze większe zohydzenie Ukrainy i Zachodu. Zdaniem niektórych to także początek zakrojonej na szerszą skalę kampanii oczerniania Ukraińców.
Audyty oczywiście niczego nie wyjaśniają, jedynie ułatwiają władzy wstrzymywanie podjęcia decyzji.
Po wyborach samorządowych wygrani czują się niemal wszyscy – nawet Konfederacja, która wykręciła lepszy wynik niż Nowa Lewica. Niewiele brakuje, żeby nawet media sympatyzujące z obecną władzą nazywały lewicę „chorym człowiekiem” koalicji.
Przyzwyczailiśmy się do kolejnych pogróżek Alaksandra Łukaszenki. Ale ostatnio zachowuje się jeszcze bardziej nerwowo niż zwykle.
Jednym z niewysłuchanych przez wyborców ostrzeżeń, jakie formułowano przed wyborami parlamentarnymi była przepowiednia, że koalicja nazywająca się demokratyczną składa się ze zbyt wielu podmiotów, by wszystko to mogło jakoś funkcjonować. Pierwszym objawem wywołanej ta mnogością choroby stała się rotacyjność, zapowiedź, że marszałkowie sejmu i senatu w trakcie kadencji będą się wymieniać. O senacie chyba nikt już nie pamięta, ale emocje wzbudzane przez sejm są wciąż żywe.
Powszechnie wiadomo, że największe zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa stanowią hakerzy z Rosji i Chin. Setki tysięcy operacji dziennie, byleby tylko zdestabilizować infrastrukturę krytyczną państw Zachodu, sączyć dyktatorską propagandę czy wykraść strategiczne dane, które potem posłużą m.in. do bardziej skomplikowanych akcji.
Wielkie metropolie przypominają dziś afrykański busz. „Żywioł miejski”, „aktywiści miejscy”, „gry miejskie”, „sztuka przetrwania w miastach” – nazwy te mówią same za siebie. Życie, mimo pozorów, bywa tu ekstremalnie trudne. Miasta bywają groźne, niebezpieczne. Pogłębia się też ich swoisty izolacjonizm.
Chciał być kandydatem na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej, do której należeli legendarni członkowie jego rodziny. Kiedy zdał sobie sprawę, że nie ma szans na to, aby odegrał w partii poważniejszą rolę, zdecydował się prowadzić kampanię jako kandydat niezależny. Robert F. Kennedy Jr. (RFK) cały czas wierzy, że może być prezydentem USA. Teraz walczy przede wszystkim o to, aby zebrać podpisy i znaleźć się na kartach wyborczych we wszystkich stanach. Na razie jest zaledwie w kilku, ale szanse na realizację planów ma spore. Prawdopodobnie zaistnieje w polityce amerykańskiej, ale prezydentem nie będzie. Może jednak wpłynąć na wyniki.
W porównaniach używanych przez zachodnią prasę, zestawiających TV Republika z konserwatywną amerykańską telewizją Fox News, jest spora doza racji. Do paraleli tej niezbędny jest jednak istotny przypis. Sukces prywatnej prawicowej telewizji w III RP był bowiem rzeczą nieporównywalnie trudniejszą do osiągnięcia niż zbudowanie w USA nawet tak potężnego antyestablishmentowego medium, jakim stał się Fox News.
Ukraińskie władze od początku pełnowymiarowej wojny derusyfikują przestrzeń publiczną. Dotyczy to również artystów. I jak najbardziej można taką strategię zrozumieć. Agresja i nienawiść rosyjska wobec Ukrainy przynoszą tragedie każdego dnia i doprowadziły do ruiny całe miasta.
Duży sukces odniesiony przez obóz patriotyczny w wyborach samorządowych, wynik Koalicji Obywatelskiej zdecydowanie poniżej jej oczekiwań oraz klęska Lewicy nie powinny przesłaniać nam faktu, że głosowanie do Parlamentu Europejskiego, które odbędzie się za dwa miesiące, jest kompletnie inne niż te lokalne, parlamentarne i prezydenckie.
Z komentarzy życzliwych PO publicystów od poniedziałku wybrzmiewa rozczarowanie. Zostali zaproszeni przez swoich przyjaciół na pogrzeb największego wroga, a ten pojawił się na nim, pomachał im ręką, ni to pozdrowił, ni to pogroził, i odjechał w stronę sejmików, które miał definitywnie stracić.
Po objęciu władzy przez rząd Donalda Tuska ucichli uchodźczy aktywiści, którzy po rosyjskiej agresji na Ukrainę atakowali PiS za postawienie muru na granicy z Białorusią, oskarżając o ówczesnych rządzących i służby mundurowe o łamanie praw człowieka, push backi czy wręcz mordowanie migrantów przedostających się tamtędy do Polski.
PiS wygrało dziewiąty raz z rzędu wybory – to fakt. Wynik partii Jarosława Kaczyńskiego do sejmików jest lepszy od sondażowych pomiarów przed głosowaniem. Owszem, daleko prawicy do ideału, na świętowanie jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Natomiast potwierdziło się, że media publiczne, choć były ważnym ośrodkiem przekazu informacji dla konserwatywnych wyborców, to nie są niezbędne, by uzyskać największe poparcie.
W 2014 r. w antypolskim szmatławcu „Nigdy Więcej”, który od lat zajmuje się ku radości Niemców udowadnianiem, że Polacy to naziści, ukazał się artykuł podpisany przez dwóch autorów: Klausa Bachmanna i Adama Bodnara.
Pół roku temu prezydent Joe Biden zwrócił się o przyznanie Ukrainie dodatkowej pomocy w wysokości nieco ponad 60 mld dol. W Izbie Reprezentantów ustawa napotkała na opór ze strony części republikanów.