Zamiast skupić się na cieszeniu się medalem, postanowił w emocjonalnym wystąpieniu zabrać się do recenzowania komentatora z wieloletnim doświadczeniem i ogromną wiedzą sportową, Marka Rudzińskiego – tylko za to, że ten dwa lata temu, podczas igrzysk w Paryżu, skrytykował słaby występ płotkarzy. Szymański całkiem na serio stwierdził, że Rudziński… nie zna się na lekkoatletyce, a do tego swoimi wypowiedziami niszczy sportowe talenty. Cały absurd sytuacji polega na tym, że płotkarze w istocie zaprezentowali się w Paryżu słabiutko, więc Rudziński mógł ich skrytykować. Dziennikarz nie skreślał na przyszłość karier sportowców. Dobrze byłoby, aby ktoś z jego otoczenia lub władz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki uświadomił młodemu zawodnikowi, że jego rolą jest startować i znosić krytykę po słabym występie, a nie wchodzić w buty egzegety, który recenzuje i poucza dziennikarzy, co mają mówić i kiedy wolno im kogoś oceniać, a kiedy nie.