Środki unijne pokrywają 6–7 proc. naszych wydatków, po odjęciu składki. To ledwo uzupełnia straty, jakie ponosimy w wyniku zniesienia ceł. Oczywiście mamy z tego korzyść, bo mamy wspólny rynek, ale państwa UE mają korzyść identyczną. Gdyby te pieniądze zostały w naszej gospodarce, bilans byłby naprawdę pozytywny, chociaż bez wielkich cudów. Problem w tym, że w samej dziurze VAT-owskiej traciliśmy niemal tyle, ile zyskiwaliśmy na UE. Kontrakty z pieniędzy UE, na przykład na budowę dróg, też powodowały ogromny wypływ pieniędzy i bankructwa polskich firm. Co Unia ma z tym wspólnego? To, że tworzyła i tworzy warunki polityczne oraz prawne, by tak znowu było. Bez niepodległości Polski i możliwości dbania o nasze interesy „dobroczynność” UE jest zupełną fikcją.