Instytut Pileckiego bronił stalinowskiego oficera
Instytut Pileckiego w mijającym tygodniu opublikował skandaliczny wpis dotyczący udziału Maksymiliana Sznepfa w Obławie Augustowskiej.
"Porucznik Maksymilian Sznepf dowodził jednostką ludowego WP o wielkości 110-160 żołnierzy, która zatrzymała 22 osoby, z których część nigdy nie wróciła do domu. W Obławę zaangażowanych było 45 000 żołnierzy, udział jednostki Schnepfa stanowi jedynie 2 promile tych sił"
– brzmiał wpis.
Następnego dnia Instytut Pileckiego powielił narrację zawartą w tym wpisie, jednak niedługo później oba posty usunął. Czy przyszła refleksja nad wymową wpisów? Niekoniecznie, bo stojąca za nimi nowa rzecznik Instytutu, Luiza Jurgiel-Żyła, w mediach mówiła o później o Sznepfie jako "mniej istotnej postaci w katowaniu Polaków".
Tłumaczenia autorki skandalicznego wpisu. "Zapytałam historyków"
Jurgiel-Żyła zwołała dziś konferencję prasową, na której poinformowała o kulisach opublikowania przez siebie tego skandalicznego wpisu.
"Dostałam ekspertyzę na pytanie opinii publicznej, co się wydarzyło, że tej osoby zabrakło na wystawie. Zapytałam historyków, otrzymałam odpowiedź i stworzyliśmy wspólnie pełne oświadczenie, ale niestety prozaiczna sprawa. X Instytutu nie miał wykupionej opcji zamieszczania pełnego tekstu, więc potrzebowałam takie oświadczenie podzielić na części. Ci państwo, którzy weszli na profil, może zobaczyć kilkanaście części tej wypowiedzi, którą później wkleiłam w całości już bez zmian. W tej pierwszej wersji dołożyłam swoje grosze, na przykład skracając część mówiącą o liczbie. Tam w pierwotnej wersji było napisane, że zostali aresztowani i przekazani, ale tutaj korzystając z uproszczenia napisałam po prostu „zatrzymani”, co jest błędem, ponieważ zatrzymanych było 53 osoby, a 22 osoby aresztowano. Ekspert wziął tą liczbę z strony IPN Przystanek Historia"
– powiedziała.
Dodała, iż "określenie, które było wskazywane jako nieodpowiednie, czyli „nigdy nie wrócili do domu”, to także określenie ze strony IPN".
"Przepraszam za uproszczenie. Intencją tego wpisu było powiedzenie o tym, że wystawa ma mieć charakter historyczny, a nie polityczny. Według wiedzy, którą wtedy pozyskałam, postaci, która była wzmiankowana, nie było w pierwotnej wersji, którą przekazano dyrektorstwu po Magdalenie Gawin. To jest całe tłumaczenie"
– oświadczyła.
Podkreśliła także, że swoją funkcję objęła 15 lipca.
"Pan Jan Gebert nie miał nic wspólnego z tymi wpisami, spadła na niego fala krytyki. Przepraszam za to"
– zakończyła.