Język Morawieckiego
„Poczekaj, draniu, my cię dostaniem” – te słowa o Stanisławie Kociołku, pochodzące z ballady o Janku Wiśniewskim, przytoczył wczoraj premier Mateusz Morawiecki.
„Poczekaj, draniu, my cię dostaniem” – te słowa o Stanisławie Kociołku, pochodzące z ballady o Janku Wiśniewskim, przytoczył wczoraj premier Mateusz Morawiecki.
Mateusz Morawiecki stoi przed szansą na ostateczne przełamanie stereotypu, który był jednym z fundamentów III RP. Głosił on, że prawica nie zna się na gospodarce, co jest składnikiem jej „nienowoczesności” równie oczywistym jak niechęć do gender.
Raziłoby was, gdyby nad Paryżem albo Rzymem górował sowiecki pałac kultury? A w Warszawie już nie razi? – pytał po wojnie Henryk Józewski, dawny współpracownik Józefa Piłsudskiego. Pisał on: „skala tego sprzeciwu jest miarą polskości każdego z nas”.
Trzy dni temu Pentagon poinformował amerykański Kongres o planach sprzedaży Polsce systemu antyrakietowego Patriot. Wskazał, że chodzi o wzmocnienie bezpieczeństwa Polski, „sojusznika z NATO, który był i jest istotnym czynnikiem politycznej stabilności i postępu gospodarczego w Europie”. Dwa dni później Donald Tusk napisał na Twitterze:
„Wśród gangsterów jest król Żylety na Legii Piotr S. (28 l.) ps. Staruch, czyli polski kibol numer jeden. To oznacza jedno, spokój na EURO 2012 nie jest zagrożony przez zadymiarzy” – pisał 29 maja 2012 r. pewien tabloid. News zatytułowany był „Staruch zatrzymany, wpadł za narkotyki!”. Teraz warszawski sąd prawomocnie stwierdził, że „Staruch” jest niewinny i żadnymi narkotykami nie handlował.
Bundesnachrichtendienst – na tym długaśnym słowie ze szwabskiego szwargotu łatwo połamać język. W skrócie to BND, niemiecki wywiad. Twierdzę, że po kompromitacji owej służby w szpiegowaniu Polski jej szef powinien zostać zdymisjonowany.
Gra w kapsle, których w skrzynkach z przegródkami miałem 3 tys., wszystkie z flagami. Łażenie po drzewach na wysokości II piętra ku przerażeniu rodziców. Mecze na podwórku – bramki z drzew jarzębiny, poprzeczka ze sznurka. Taki był mój pierwszy blok, z naszą klitką.
Trzy wielkie telewizje sterowane przez ludzi powiązanych z dawną komunistyczną bezpieką – tak wyglądał rynek medialny III RP przez większość jej trwania. To z nią dogadywali się zagraniczni inwestorzy. Ci chcący szybkiej kasy i ci budujący wpływy rosyjskie czy niemieckie. A gdzie byliśmy w tym wszystkim my, dziennikarze?
12 dni po objęciu funkcji dyrektora gabinetu Pawła Solocha politruk Mirosław Wiklik reprezentował prezydenta w czasie odsłaniania pomnika rotmistrza Pileckiego. Na komunistach z BBN-u wymuszono czczenie pamięci wroga, ale zwalnianie ich kolegów z wojska to było za dużo.
Joanna Kos-Krauze, autorka filmu o Rwandzie, wykorzystała jego tematykę do mówienia o Polsce, stwierdzając, że to w Rwandzie czuje się lepiej. Jej słowa to „kopiuj-wklej” z sędzi Gersdorf. Filmowcy powinni „być solidarni”, nie mogą „dać się skłócić jako środowisko”, w III RP z kulturą było „fantastycznie”, a obecna Polska „bardzo ją boli” (za Onet.pl)
Media starają się stworzyć wrażenie, że zmiany prezesów sądów wprowadzane przez ministra Zbigniewa Ziobrę spotykają się wszędzie z oporem sędziów. To nieprawda – np. w krakowskim Sądzie Apelacyjnym, gdzie poprzedni prezes siedzi za kratkami z zarzutami działania w zorganizowanej grupie przestępczej, sędziowie nawet przegłosowali… poparcie dla kandydata Ziobry.
Belgijskie służby zatrzymały nie do końca trzeźwego obywatela swojego kraju, bo w samolocie dla żartu krzyczał „Allahu Akbar!”. Z niewiadomych przyczyn samolot został też ewakuowany.
„To już zmierza w kierunku dyktatury. Jestem Niemcem. W latach 30. XX wieku doświadczyliśmy tego. Uważam, że nie wolno dopuścić, aby powtórzyło się to gdziekolwiek na świecie, a na pewno nie w takiej wspólnocie wartości, jaką jest Unia Europejska” – powiedział o wolności słowa w Polsce Frank Überall, szef niemieckiego stowarzyszenia dziennikarzy.
Te negocjacje to był nieładny obrazek. Oto Jarosław Kaczyński negocjuje z prezydentem, żeby ten łaskawie zgodził się na zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Prezes PiS naciska, prezydent stawia opór, w końcu negocjują kompromis, który my, wyborcy PiS i Dudy, mamy przyjąć. Ale przecież nie po to wybieraliśmy Dudę na prezydenta. Wybieraliśmy go po to, żeby jako polityk młody, dynamiczny, rozumiejący nowe narzędzia komunikowania, nadał zmianom nowe tempo, może nawet przeprowadził je głębiej i bardziej zdecydowanie od starszych – Kaczyńskiego czy Macierewicza.