Gdy skończył się komunizm, w 1991 r. odbyło się w Warszawie Spotkanie Polskich Pisarzy z Kraju i Emigracji. Pojawił się na nim starszy pan – pisarz, felietonista i satyryk Tadeusz Nowakowski. Jego mowa była odwrotnością do pozostałych. Apelował:
„Pisarze, dzielcie się! Bądźcie różni! [...] Dzielcie się, bo to ciekawsze, bardziej płodne, bliższe rzeczywistości niż podejrzane ciepełko bijące od tych zbyt rozdętych wspólnot”.
Wezwanie Nowakowskiego trafiło w próżnię. Zamiast dzielenia się, fermentu postawiono na jedność, ową „rozdętą wspólnotę” z „podejrzanym ciepełkiem” związanym z przewalaniem kasy. Dysydentów pozbywano się po cichu. To nie mogło trwać wiecznie, bo sztuczna jedność degraduje każdą twórczość. Im szybciej twórcy spoza nadętego „środowiska” wyprą je i odetną od przywilejów, tym lepiej dla polskiej kultury.