Sznur
Końcówka mojej szkoły podstawowej przypadła na fascynujące dla początkującego nastolatka czasy upadku komunizmu.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Końcówka mojej szkoły podstawowej przypadła na fascynujące dla początkującego nastolatka czasy upadku komunizmu.
Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, lubiący podkreślać, że jest trzecią osobą w państwie, spotkał się w Watykanie z papieżem Franciszkiem. To wydarzenie wpisuje się w schematy polskiej polityki z czasów, gdy politycy każdej opcji, z komunistami włącznie, uważali, że opłaca im się religijność na pokaz.
Pierwsze przekazy medialne na temat Polskiego Ładu wskazywały na to, że mamy do czynienia z falstartem. Jednak choć start programu nie odbył się bez problemów, z których tłumaczyć muszą się dziś politycy Zjednoczonej Prawicy, ogólny pozytywny odbiór zmian pozostaje wyższy od stopnia wyborczego poparcia dla koalicji rządzącej. Wydaje się więc, że to tak mocna krytyka reformy podatkowej była medialnym falstartem. Tymczasem ruszają kolejne fronty medialnej krytyki działań PiS, mające jeden wspólny mianownik – wiarę w krótką pamięć wyborców.
Od kilku dni politycy i sympatycy opozycji żyją tematem podsłuchów, czy szerzej, inwigilacji, jakiej poddane miały być osoby związane z Platformą Obywatelską i po prostu – przeciwnicy obecnej władzy.
Dotąd liberałowie odwoływali się najczęściej do niewidzialnej ręki rynku. Walka klasowa w komunizmie zaostrza się w miarę postępu, w liberalizmie natomiast walka polityczna zaostrza się w miarę braku postępów, co widzimy po zachowaniu Platformy i wypowiedziach Donalda Tuska.
Nie widzę, przynajmniej na tym etapie sprawy, powodów, by nie wierzyć przedstawicielom polskich służb i instytucji w sprawie rzekomego podsłuchiwania i inwigilacji trójki osób za pomocą izraelskiego systemu Pegasus. Z jednej strony mamy bowiem informacje, według których ktoś, nawet nie wiadomo za bardzo kto, miałby szpiegować polityka, adwokata i prokurator, przeciw nim zaś wypowiedzi pod nazwiskiem i, przede wszystkim, pod groźbą przyszłej odpowiedzialności karnej i politycznej.
Z pomysłów PiS na Polskę w 2021 r. ostały się przede wszystkim duże projekty infrastrukturalne na różnym poziomie wcielania w życie, takie jak budowa dróg i obwodnic (w tym Via Carpatia i otwarty już brakujący fragment Południowej Obwodnicy Warszawy), przekop Mierzei Wiślanej, CPK czy polski atom. Jednak ten ostatni przykład każe zadać pytania, czy zrobiono wszystko, co można było zrobić, i czy działo się to w odpowiednim czasie.
Zawetowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy medialnej zostało fatalnie przyjęte przez jego elektorat. Dla wielu wyborców to kolejna pozycja z listy, na której znajduje się też zablokowanie reformy sądownictwa i odebrania stopni wojskowych funkcjonariuszom komunistycznego reżimu.
Według przytaczanego przez Marcina Paladego zestawienia preferencji polskich wyborców, przygotowanego przez portal Politico, nie widać tak naprawdę większych zmian w porównaniu rok do roku. PiS zyskało 2 pkt proc., Koalicja Obywatelska – 3, a tyle samo stracił Szymon Hołownia. Pozostałe uwzględniane przez sondaże Politico ugrupowania zaliczyły równie niewielkie korekty – Lewica 2 pkt proc. w dół, a Konfederacja i PSL po jednym punkcie procentowym w górę. Tak jakby kończący się rok nie obfitował w ważne dla naszej polityki wydarzenia. Tak jakby rząd nie obrywał z każdej strony, Donald Tusk nie wrócił do polityki, a Lewica nie jednoczyła się i nie dzieliła.
Odkąd pamiętam Święta Bożego Narodzenia (Wielkanoc też, ale w mniejszym stopniu) powszechnie były uważane za czas dobry, rodzinny i ciepły – „choć grudniowy” od razu irytująco dośpiewuje ukształtowana w PRL podświadomość muzyczna – a więc kojarzący się dobrze.
Chciałem na Święta napisać neutralny felieton o choinkach, które z roku na rok są z nami coraz dłużej, najpierw stawiane nieprzyzwoicie wcześnie przez handlowców, a potem trzymane przez ludzi najdłużej, jak się da.
Kreml oczekuje od Zachodu wolnej ręki nie tylko w kwestii Ukrainy, lecz także całej Europy Środkowo-Wschodniej, należącej po II wojnie światowej do strefy wpływów Moskwy.
Gdy kilka dni temu pojawiła się informacja o odejściu grupy parlamentarzystów z klubu Lewicy, wywołała niemałe poruszenie nie tylko wśród lewicowych komentatorów. Zainteresowanie tematem nie wyniknęło jednak z racji dużych politycznych skutków tego zdarzenia, choć utrata przez Nową Lewicę senatorów jest wydarzeniem dość istotnym. Jednak najbardziej zajmującym opinię publiczną aspektem sprawy jest dość zaskakujący kierunek migracji zbuntowanych parlamentarzystów. Skonfliktowana z Włodzimierzem Czarzastym grupa, której najbliżej jest do Koalicji Obywatelskiej, postanowiła stworzyć koło… Polskiej Partii Socjalistycznej. Dlaczego właśnie PPS? Tego nie wie chyba nikt, z nimi samymi na czele.
Sprawa politycznych nadużyć w relacjach TSUE i polityków Europejskiej Partii Ludowej, zgodnie z przewidywaniami, zainteresowała tylko kilka europejskich tytułów prasowych i część polskiej klasy politycznej. Stara Europa udaje, że nie ma żadnego problemu. Tę ostatnią umiejętność ma przecież doprowadzoną do perfekcji.
Z okazji 40. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego padło w naszej przestrzeni publicznej wiele ważnych i mocnych słów. W odpowiedzi na nie pojawiło się też trochę słów zakłamujących rzeczywistość i pamięć, mających tłumaczyć i usprawiedliwiać cudzą zdradę i własne zaprzeczenie wcześniejszym ideałom.
To nie jest najlepszy czas dla Europejskiej Partii Ludowej. EPL już w ostatnich wyborach do PE wypadła słabiej niż zazwyczaj, choć zachowała swą pozycję największej siły politycznej tego gremium. Polityka europejska jednak się zmienia, choć nie jest to proces jednokierunkowy. Nawet odwrotnie, można dopatrzyć się w nim, o zgrozo, pewnej dialektyki. Jeśli porównać wyniki wyborów do parlamentu Europejskiego z 2014 i 2019 roku widać osłabienie chadecji i socjaldemokracji, przy dużym wzroście znaczenia liberałów i trochę mniejszym, lecz również znaczącym, zielonych.
Wygląda na to, że skandal z udziałem unijnego wymiaru sprawiedliwości oraz polityków największej frakcji Parlamentu Europejskiego zainteresowanie budzi głównie w Polsce.
Zachowanie Marty Lempart podczas niedawnego najścia jej grupy na warszawską siedzibę Prawa i Sprawiedliwości wzbudziło wiele pytań o dalszą obecność tej feministycznej liderki w polskiej polityce. Niektórzy zdążyli już nawet ogłosić jej koniec, inni ostrożniej ograniczyli się do pytania, czy to już…? Na oba odpowiedź jest przecząca.
Zwrot „wielka chwila dziennikarstwa” przykleił się już na zawsze do Bartosza Węglarczyka, jednak szef Onetu nie jest jedynym, którego kolejne zawodowe kompromitacje lub tylko kontrowersyjne wypowiedzi są słowami tymi podsumowywane.
Ponieważ Barbara Kurdej-Szatan finalnie rozstała się nie tylko ze swoimi serialami, lecz także kontraktem reklamowym z Play, podniosły się z lewej strony glosy o polskiej wersji „cancel culture”, czyli kultury wykluczenia.