Polska odjechała Tuskowi
To ma być kampania poniżania, obrażania, wyszydzania. Ma być prostacka, wulgarna, bo poprzez rozgrzewanie jej do czerwoności Tusk chce demonstrować swą polityczną siłę, dominować nad innymi formacjami opozycyjnymi.
To ma być kampania poniżania, obrażania, wyszydzania. Ma być prostacka, wulgarna, bo poprzez rozgrzewanie jej do czerwoności Tusk chce demonstrować swą polityczną siłę, dominować nad innymi formacjami opozycyjnymi.
Rakieta odnaleziona w okolicach Bydgoszczy stała się pretekstem dla totalnej opozycji i wspomagających ją peerelowskich generałów do nakręcania histerii pod hasłem „Nie jesteśmy bezpieczni”.
Na dziś nawet przychylnie nastawiony do Platformy wyborca nie jest w stanie powiedzieć, co spotka go po tym, gdy ta partia przejmie władzę. Co zrobi z programami społecznymi? Czy będzie rozbudowywać armię? Czy zdystansuje się do wspierania Ukrainy i przyjmie w sprawie wojny optykę Berlina? Czy utrzyma silny sojusz wypracowany przez rząd Zjednoczonej Prawicy?
Jak widać, plan Tuska niewiele uległ zmianie – nadal nastawiony jest na osłabienie Polski w każdym wymiarze, tak by pozostawała na poziomie bezwolnego bytu miotającego się między Moskwą a Berlinem.
Uprowadzanie lub wyniszczające przesiedlanie grup ludzkich czy niemal całych narodów jest elementem każdej agresji rosyjskiego państwa od wieków. Równolegle z atakiem militarnym Moskwa prowadzi działania mające na celu dezintegrację podbijanego narodu lub wprost dokonuje destrukcji znaczącej jego części.
Tusk nie robił z Rosją interesów, on po prostu uzależniał nasz kraj od ludobójczej Moskwy. Dawał i oddawał, nie dostając dosłownie nic. Ale to nie koniec. Świadomie brał udział co najmniej w polityce tuszowania sprawstwa Kremla w przygotowaniu i przeprowadzeniu zamachu na delegację RP lecącą do Katynia.
Jeśli władzę w Polsce przejmie opcja proniemiecka, nastąpi gwałtowny odwrót od polityki zdecydowanej współpracy z Kijowem. Nasze relacje ze wschodnim sąsiadem staną się funkcją decyzji Berlina.
Przewodniczący Platformy nie walczy o zwycięstwo w wyborach, lecz o to, by utrzymać się na stołku we własnym ugrupowaniu.
Wypowiedź Donalda Tuska w odpowiedzi na pytanie o reparacje dla Polski jest wręcz symboliczna. Widać, jak ten temat jest dalece obcy przewodniczącemu Platformy, wręcz niezrozumiały i irytujący. To z tego powodu wypowiadając się o nim, używa tak prostackiego języka – bo nie ma w nim kompletnie wrażliwości na dramat Polski i Polaków, którego sprawcami byli Niemcy.
Fakty dla lidera PO są kompletnie bez znaczenia. On wbrew prawdzie prze do przodu niczym zapłakany Stalin niosący trumnę Kirowa. Tusk wie, jaka jest prawda o śmierciach, którymi rozkręca kampanię wyborczą, jak i czerwony diabeł z Kremla wiedział, jak skończył żywot jego podobno największy przyjaciel.
Polacy, obywatele Ukrainy, nie zadają sobie pytania o to, czy tocząca się w ich kraju wojna ich dotyczy. Wiedzą, że tak. Nie mają także wątpliwości, że w rosyjskich planach jest ona tylko etapem do inwazji na kraj ich przodków – Polskę.
W wojnie przeciwko Rosji walczą ludzie pełni wiary w ideały I RP. One są dla nich powodem do podjęcia walki, dla nich oddają życie.
Takie wnioski – w największym skrócie – płyną z wizyt prezydenta Stanów Zjednoczonych tuż przed pierwszą rocznicą wojny w Ukrainie i oczywiście w Warszawie. Lider amerykańskiego państwa wysłał jasny i bardzo prosty sygnał w kierunku kremlowskich organizatorów ludobójstwa za naszą wschodnią granicą: zostaniecie pokonani, zostaniecie osądzeni, a jeśli przyjdzie wam do głowy atak na któreś z państw Paktu Północnoatlantyckiego, to bezapelacyjnie dostaniecie baty. I to jest bardzo dobra wiadomość.
Rosjanie są dziś co najmniej oddanymi kibicami atakowania Polski przez Brukselę. Każda unijna kara wobec Warszawy to miód na ich serca, każda próba odebrania funduszy daje im nadzieję na lepszą perspektywę niszczenia Ukrainy.
- Wedle naszych wewnętrznych badań – tych ostatnich, które znam, bo najnowsze są właściwie opracowywane – mamy poparcie minimalnie powyżej 40 proc. - powiedział w rozmowie z Katarzyną Gójską i Tomaszem Sakiewiczem dla "Gazety Polskiej" prezes PiS, Jarosław Kaczyński.