Opozycja przehandluje suwerenność
W marzeniach totalnej opozycji Polska słaba, sterroryzowana przez nieprzychylną część urzędników unijnych, jawi się jako najkorzystniejsza z możliwych sytuacji.
W marzeniach totalnej opozycji Polska słaba, sterroryzowana przez nieprzychylną część urzędników unijnych, jawi się jako najkorzystniejsza z możliwych sytuacji.
Marszałek Senatu obwieścił opinii publicznej, iż spotka się z prezydentem Francji. Uczynił to z wrodzoną sobie gracją: „Odwiedzi mnie prezydent Francji (...). Będę musiał go przekonać, żebyśmy dali jeszcze Polsce szansę”. W tej sytuacji pozostaje postawić pytanie, czy ta „Polska” jest zainteresowana usługami z zakresu polityki zagranicznej, które dość nachalnie oferuje jej marszałek ze Szczecina? Do tej pory bowiem jego samozwańcza aktywność dyplomatyczna przyniosła dość żałosne rezultaty. Zaczęło się od przyjęcia ambasadora Federacji Rosyjskiej.
Silnie aktywne dziś środowiska sędziowskie domagają się, byśmy – jako obywatele – nie mieli nic do powiedzenia w ich sprawie i w milczeniu poddali się ich władzy.
Trudno nie odnieść wrażenia, iż trzecia osoba w państwie przenosi relacje ze swojego szpitala do Senatu. Wedle opisu pacjentów: zero zasad, zero przyzwoitości, bezwzględna walka o swoje.
Każdy, kto dziś włącza się w tworzenie złego wizerunku Polski na świecie, musi mieć świadomość, że robi to, czego życzy sobie władca Rosji.
Okazywanie troski o praworządność wcale nie wymaga od pana marszałka zagranicznych wyjazdów. Jeśli profesor Tomasz Grodzki chce umacniać w Polsce praworządność, niech poważnie, skrupulatnie i z najwyższą starannością odniesie się do stawianych mu zarzutów.
Zabicie nienarodzonego dziecka jako spełnienie marzeń, nowe otwarcie w życiu, ulga czy wręcz realizacja praw obywatelskich – w taki sposób przez ostanie kilka lat lansowana jest aborcja. Z opisów umieszczanych na stronach do niej zachęcających czy publikowanych w mediach wspierających ruch proaborcyjny zabieg jawi się jako najprzyjemniejsza procedura medyczna, jaka w ogóle istnieje, a przeprowadzający ją ludzie to wręcz anioły – wszyscy zawsze uśmiechnięci, pełni empatii i niezwykle opiekuńczy.
Jak represjonowani mają być sędziowie? Będą musieli podać – do publicznej wiadomości – czy byli członkami partii politycznych, w jakich działają stowarzyszeniach, pod jakimi pseudonimami są aktywni w mediach społecznościowych, czyli w przestrzeni publicznej.
Gdy ludzie będący członkami Platformy mówią o wysokich standardach w życiu publicznym, to naprawdę biją rekordy hipokryzji.
Wyobraźmy sobie więzienie. I ludzi niewinnie przetrzymywanych w nim przez całe lata. Różnie traktowanych – raz lepiej, innym razem gorzej. W pewnym momencie coś się zmienia – strażnicy ściskają im ręce i zachęcają do wyjścia, wcześniej otwierają bramy. Próbują nawiązać konwersację z osadzonymi: – Wiele lat spędziliśmy razem, bywało różnie – tłumaczą – ale to był nasz wspólny dom. Wy grabiliście spacerniak i myliście podłogi, my zapewnialiśmy wam bezpieczeństwo i środki do życia. To był taki czas, ale nie wracajmy do tego. Było, minęło – klepią osadzonych po plecach i dodają: – Wybierzmy przyszłość.
Trzy tygodnie temu obejrzałam film „Nieplanowane”. W sali kinowej nie było wolnego miejsca. Na widowni starzy i bardzo młodzi, chyba wręcz licealiści. Od pierwszego do ostatniego kadru było cicho jak makiem zasiał. Trudno było podnieść się z fotela. I nie dlatego, że wyświetlono niesamowite dzieło sztuki filmowej. Nie było ani wyjątkowo dobrych aktorów, efekt pracy operatorskiej także nie rzucał na kolana. „Nieplanowane” poraża prawdą o życiu. I prawdą o biznesie opartym na jego przerywaniu.
Samorządy Białegostoku i Żyrardowa zdecydowały o likwidacji ulic – odpowiednio – pułkownika Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i generała Emila Fieldorfa „Nila”. W pierwszym przypadku radni kierowali się – tak to relacjonują – zarzutami, które ich zdaniem dyskredytują postać słynnego dowódcy 5. Wileńskiej Brygady jako patrona ulicy.
Kolejna kadencja samodzielnych rządów Zjednoczonej Prawicy to wielki sukces. Niespotykany w najnowszej historii. I tym razem nie jest on dziełem przypadku, szczęśliwego zbiegu okoliczności, lecz wielkiej pracy wykonanej pod potężnym wręcz ostrzałem.
Elita skupiona wokół opozycji patrzy na kraj poprzez pryzmat własnego interesu, dlatego nie uczestniczyła w tworzeniu koncepcji, które z jej perspektywy są kompletnie bezużyteczne, bo są nie dla niej, lecz dla „tego kraju”.
Program Prawa i Sprawiedliwości wykracza poza standardowy przekaz partyjnych ofert wyborczych. Jest bowiem nie tylko sprawozdaniem z dokonań mijającej kadencji i propozycją działań na ewentualną przyszłą, lecz także rewelacyjnym opisem postkomunizmu. Tekst, o którym wspominam, tworzy rozdział zatytułowany „Diagnoza. Od postkomunizmu do polskiego państwa dobrobytu” i jest niezwykle wnikliwą analizą trzech dekad III Rzeczypospolitej.
Jest ciągłość propagandowa pomiędzy stalinowskim Związkiem Sowieckim a Rosją Putina, jest też ciągłość w działaniu.
- Podobnie jak były prezes Trybunału Konstytucyjnego, korzystając z "potrzeby chwili", I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf uzurpuje sobie kompetencje do kwestionowania legalności funkcjonowania różnych podmiotów TK – mówi w wywiadzie dla tygodnika "Gazeta Polska" prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. W rozmowie z Katarzyną Gójską i Adrianem Stankowskim prezes TK stwierdza też: "Uważam, że dyskutowanie spraw polskich poza granicami i umożliwianie zewnętrznego ingerowania w kształt naszej niezależności w mojej opinii stanowi zaporę w budowaniu nowej, nowoczesnej tożsamości Polaków zakorzenionej w tradycji i kulturze".