Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Katarzyna Gójska,
16.03.2020 18:10

Gdzie zaczyna się zdrada ojczyzny

„Unia nie atakuje Polski, tylko PiS”, „opozycja z Unią bronią Polaków przed działaniami PiS” – to najnowsze wytłumaczenie, jakie większość polityków nie tylko Platformy – z Kidawą-Błońską na czele – lecz także Lewicy oraz ludowców serwuje opinii publicznej jako usprawiedliwienie swojej aktywności, skoncentrowanej na organizowaniu ataków instytucji UE na nasz kraj. Obłuda tych stwierdzeń robi wrażenie – oczywiście żadna z unijnych sił czy agend nie może atakować PiS, bo to tylko partia polityczna. Żeby jej zaszkodzić, czyli doprowadzić swoimi działaniami do zmniejszenia jej popularności społecznej, trzeba po prostu zaatakować Polskę. Nie do PiS adresowane są choćby fundusze na drogi czy te wspierające politykę rolną. One są dla obywateli, zatem jeśli ktoś mówi o ich ograniczeniu, to wprost uderza w interes ich beneficjentów.

Rozszyfrujemy znaczenie drugiego przytoczonego już wytłumaczenia. Obrona Polaków przed Prawem i Sprawiedliwością to w istocie obrona przed ich własnym wyborem. Kilka miesięcy temu odbyły się w naszym kraju wybory, których demokratycznego przebiegu nikt nie kwestionuje. Rzesza obywateli RP w liczbie dającej wedle prawa samodzielną większość w Sejmie wskazała Prawo i Sprawiedliwość – mimo wielu debat w PE nad stanem praworządności, obsesyjnych szarż Timmermansa, straszenia raz wyrzuceniem, innym razem wyprowadzeniem z Unii. Zatem dokonując wyboru składu parlamentu, polscy wyborcy mieli pełną świadomość propozycji programowych złożonych przez partię Jarosława Kaczyńskiego, wiedzieli, iż nie budzą one entuzjazmu w wielu europejskich stolicach, a mimo wszystko uznali, że to właśnie one są dla nich najkorzystniejsze. A skoro tak jest, to działania totalnej opozycji określane skrótowo słowem „zagranica” są w swej istocie wymierzone przede wszystkim przeciwko demokracji w Polsce. Bo to właśnie wolny wybór większości dokonany w wyborach jest źródłem tego, co PO, Lewica i PSL z politykami europejskiego mainstreamu określają mianem „zła”.

Ale poza próbą zakwestionowania demokratycznego wskazania obywateli RP wszystkie te aktywności godzą w rdzeń interesu naszego państwa. W suwerenność. Trudno doprawdy wyobrazić sobie, że zaangażowani w to politycy opozycyjni nie rozumieją gry, w której uczestniczą. Dla znakomitej większości jest ona czytelna całkowicie. Mają świadomość, iż pomoc „zagranicy” – gdziekolwiek na świecie by następowała – nie jest pro publico bono. Zawsze ma cenę. I w tym konkretnym przypadku też tak jest. Walutą, w której zostanie ona uiszczona, będzie suwerenność Polski. Dzisiejsza opozycja w zamian za pomoc w odzyskaniu władzy zdecydowała się zapłacić niezależnością Rzeczypospolitej. Jednym słowem uznała, że to kwestia drugorzędna wobec jej politycznych ambicji. I teraz czas na kluczowe pytanie, które stawiamy wielokrotnie na stronach najnowszego „Nowego Państwa”: czy zgoda na utratę części suwerenności własnej ojczyzny w zamian za pozademokratyczne i zewnętrzne wsparcie w walce o władzę jest przekroczeniem granicy, za którą rozpoczyna się przestrzeń działań określanych jako zdrada? Jeśli nie, to co nią jest?


Tekst z marcowego numeru miesięcznika „Nowe Państwo”. O zdradzie piszą też: Joanna i Andrzej Gwiazdowie, prof. Andrzej Nowak i Dawid Wildstein. Już w sprzedaży!

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane