Wybory są konieczne
Ci, którzy chcą przełożenia wyborów, wprowadzenia trwającego miesiącami stanu wyjątkowego, skazują Polaków na biedę.
Ci, którzy chcą przełożenia wyborów, wprowadzenia trwającego miesiącami stanu wyjątkowego, skazują Polaków na biedę.
Cały demokratyczny świat płaci właśnie dramatycznie wysoką cenę za tolerowanie istnienia państw totalitarnych. Zaakceptowaliśmy komunistyczne Chiny, uznaliśmy, iż prowadzenie z nimi interesów nam się opłaca i machnęliśmy ręką na wszystkie straszliwe informacje dotyczące realiów życia w tym terroryzującym swych obywateli kraju. Uznaliśmy, że to nie nasz problem. Od kilku tygodni tragicznie przekonujemy się, iż jednak jak najbardziej nasz.
W Polsce toczą się dziś dwie wojny: jedna z epidemią – prowadzą ją rząd i obywatele, a druga o zmianę terminu wyborów, a w zasadzie zmianę wyborów – w niej walczą opozycja i sprzyjające jej media. Cel pierwszego zmagania wydaje się zupełnie oczywisty i nikomu nie trzeba go szczególnie tłumaczyć, chodzi bowiem o uratowanie jak największej liczby Polaków i ochronienie – na tyle, na ile to możliwe – naszej gospodarki.
Niemal cała aktywność opozycji skupia się teraz na walce o przesunięcie wyborów prezydenckich. Argumenty, które padają w tej sprawie, dotyczą – po pierwsze – kwestii epidemiologicznych i koncentrują się wokół pytania: czy w obecnej sytuacji można tak zorganizować proces wyborczy, by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo jego uczestników, ale także zagwarantować jego transparentność i uczciwość?
Władze Rzeczypospolitej wprowadzają bardzo zdecydowane działania, których celem jest spowolnienie wzrostu liczby zarażonych koronawirusem. Walka idzie zatem nie o to, by unicestwić epidemię – bo to nie jest zadanie do wykonania – ale by spłaszczyć krzywą wzrostu zachorowań.
„Unia nie atakuje Polski, tylko PiS”, „opozycja z Unią bronią Polaków przed działaniami PiS” – to najnowsze wytłumaczenie, jakie większość polityków nie tylko Platformy – z Kidawą-Błońską na czele – lecz także Lewicy oraz ludowców serwuje opinii publicznej jako usprawiedliwienie swojej aktywności, skoncentrowanej na organizowaniu ataków instytucji UE na nasz kraj. Obłuda tych stwierdzeń robi wrażenie – oczywiście żadna z unijnych sił czy agend nie może atakować PiS, bo to tylko partia polityczna. Żeby jej zaszkodzić, czyli doprowadzić swoimi działaniami do zmniejszenia jej popularności społecznej, trzeba po prostu zaatakować Polskę. Nie do PiS adresowane są choćby fundusze na drogi czy te wspierające politykę rolną. One są dla obywateli, zatem jeśli ktoś mówi o ich ograniczeniu, to wprost uderza w interes ich beneficjentów.
W sprawie Grodzkiego i oskarżeń o łapówki wody w usta nabrali celebryci, jakże ochoczo manifestujący swój sprzeciw wobec rekompensat dla mediów publicznych wypłacanych w formie obligacji.
Gdyby Joanna Lichocka była z Platformy, to ci, którzy dziś wieszają na niej psy, pisaliby i mówili, że w przebojowy sposób pokazała to, co myślą zwykli ludzie.
W marzeniach totalnej opozycji Polska słaba, sterroryzowana przez nieprzychylną część urzędników unijnych, jawi się jako najkorzystniejsza z możliwych sytuacji.
Marszałek Senatu obwieścił opinii publicznej, iż spotka się z prezydentem Francji. Uczynił to z wrodzoną sobie gracją: „Odwiedzi mnie prezydent Francji (...). Będę musiał go przekonać, żebyśmy dali jeszcze Polsce szansę”. W tej sytuacji pozostaje postawić pytanie, czy ta „Polska” jest zainteresowana usługami z zakresu polityki zagranicznej, które dość nachalnie oferuje jej marszałek ze Szczecina? Do tej pory bowiem jego samozwańcza aktywność dyplomatyczna przyniosła dość żałosne rezultaty. Zaczęło się od przyjęcia ambasadora Federacji Rosyjskiej.
Silnie aktywne dziś środowiska sędziowskie domagają się, byśmy – jako obywatele – nie mieli nic do powiedzenia w ich sprawie i w milczeniu poddali się ich władzy.
Trudno nie odnieść wrażenia, iż trzecia osoba w państwie przenosi relacje ze swojego szpitala do Senatu. Wedle opisu pacjentów: zero zasad, zero przyzwoitości, bezwzględna walka o swoje.
- Wszyscy ci, którzy mówią, że wybory są groźne dla Polaków, powinni zrozumieć, jak groźny jest brak wyborów, bo jego konsekwencją będzie paraliż państwa. Będą potrzebne nowe przepisy – potrzebne do walki z epidemią czy wywołanym przez nią kryzysem gospodarczym, nowe rozwiązania pomocowe, ale nie będą mogły wejść w życie - mówi w rozmowie z Katarzyną Gójską i Tomaszem Sakiewiczem z "Gazety Polskiej" prezydent Andrzej Duda.
- Podobnie jak były prezes Trybunału Konstytucyjnego, korzystając z "potrzeby chwili", I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf uzurpuje sobie kompetencje do kwestionowania legalności funkcjonowania różnych podmiotów TK – mówi w wywiadzie dla tygodnika "Gazeta Polska" prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. W rozmowie z Katarzyną Gójską i Adrianem Stankowskim prezes TK stwierdza też: "Uważam, że dyskutowanie spraw polskich poza granicami i umożliwianie zewnętrznego ingerowania w kształt naszej niezależności w mojej opinii stanowi zaporę w budowaniu nowej, nowoczesnej tożsamości Polaków zakorzenionej w tradycji i kulturze".