Polscy najemnicy Putina
Totalność opozycji – przepoczwarzona w totalność podziału społecznego – jest jak kula u nogi dzisiejszej Polski. A wszyscy, którzy pogłębiają to destrukcyjne zjawisko, są jak najemnicy w armii Putina.
Totalność opozycji – przepoczwarzona w totalność podziału społecznego – jest jak kula u nogi dzisiejszej Polski. A wszyscy, którzy pogłębiają to destrukcyjne zjawisko, są jak najemnicy w armii Putina.
W najlepiej pojętym interesie Polski jest przeanalizowanie w świetle kamer polityki rządu Tuska pod kątem współdziałania z Moskwą.
Tomasz Grodzki walczy o swoje dobre imię, usiłując uzyskać wyroki skazujące dla autorów docierających świadków opisujących jego korupcyjne działania, a sam niczym diabeł święconej wody boi się konfrontacji z zeznaniami tych ludzi na sali rozpraw.
Bez względu na to, czy Tusk rzeczywiście zamierza z jakimiś tituszkami wywlekać choćby członków KRS czy sędziów Trybunału Konstytucyjnego z ich miejsc pracy, to sama zapowiedź takich działań powinna wszystkim innym uczestnikom życia publicznego zapalić czerwone światło.
Mężną walkę Ukrainy z rosyjską barbarią należy widzieć jako szansę na umocnienie pozycji Polski na arenie międzynarodowej. To już się dzieje. Jesteśmy sprawczy i przewidujący, dobrze zorganizowani i mieliśmy właściwą ocenę polityki Kremla
Trwająca od początku lat 90. wściekła walka ze wszelkimi postulatami lustracji czy dekomunizacji była tak naprawdę obroną przez Kreml swoich zasobów w Polsce. W obliczu ludobójczej napaści Rosji na Ukrainę trzeba mieć świadomość, że one cały czas w naszym kraju są.
Rosjanie mogą podróżować po świecie, mogą wygrzewać się pod palmami, paradować w markowych ubraniach i trzymać w rękach najnowsze modele smartfonów, a i tak pozostaną barbarzyńcami – zdolnymi do zbrodni tak potwornych, że aż przyprawiających o mdłości.
Jeśli w polskim Sejmie jest jeszcze – w tej kadencji – czas na powołanie komisji śledczej, to właśnie tym powinna się ona zająć – opisaniem, ujawnieniem, skatalogowaniem i wyjaśnieniem działań rządu RP w czasach Tuska i Kopacz wobec Rosji.
Jeśli chcemy pokoju i bezpieczeństwa, wolności i demokracji, to państwo o nazwie Federacja Rosyjska musi upaść. Bo tylko jego upadek da szansę na powstanie tam zupełnie nowego bytu. Tak jak trzeba było zlikwidować III Rzeszę, by dać Niemcom możliwość na oczyszczenie i zmianę, tak dzisiejsza Rosja też musi przejść tę drogę.
Gdyby w sierpniu 2008 roku świat zrozumiał i przyswoił treść wystąpienia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, najpewniej dziś nie mielibyśmy wojny. Bo Gruzja była ostatnim dzwonkiem do odwrotu z drogi wspierania zbrodniczej polityki Moskwy, na którą weszło kilka głównych państw Zachodu, z Niemcami na czele. Tak się jednak nie stało, a po niemal półtorej dekady tego szaleńczego tolerowania rosyjskich zbrodni Europa stanęła na krawędzi wojny, która może zniszczyć to, co udało się zachodniemu światu zbudować po straszliwej II wojnie światowej. Słowa zabitego przez Federację Rosyjską polskiego Prezydenta nie były proroctwem, lecz głębokim i niezwykle trafnym wyciągnięciem wniosków z tego, co działo się wówczas na świecie.
Prezes PiS w wywiadzie dla tygodnika „Gazeta Polska” powiedział, że Niemcy są w Europie niezwykle destrukcyjnym elementem oraz, że Polski nie traktują jak równoprawnego partnera. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na jeszcze wypowiedź wicepremiera Kaczyńskiego, który zwraca uwagę, że „od czasów Bismarcka Niemcy wkraczają co rusz w szaleńczo zbrodniczy stan”. Całość rozmowy prezesa PiS z Katarzyną Gójską i Tomaszem Sakiewiczem w najbliższym numerze tygodnika "Gazeta Polska", dostępnym w sprzedaży od środy 15 czerwca.
- Taka możliwość zawsze istnieje. Choć nie oceniam, by była to dziś opcja bardzo prawdopodobna, ale wykluczyć się jej nie da. Mówię szczerze, jak jest - mówi o możliwości eskalacji wojny poza Ukrainę Jarosław Kaczyński, wicepremier i prezes PiS. Całość wywiadu w najbliższym numerze tygodnika "Gazeta Polska".