Samorządowcy piszą list
W listopadzie 2024 r. 9 samorządowców pisze list do premiera Donalda Tuska, by nie likwidować bloków węglowych w elektrowniach i elektrociepłowniach. Grozi to bowiem blackoutem, brakami ciepła sieciowego dostarczanego zimą do mieszkań i drastyczną utratą miejsc pracy. Chodzi o elektrownie i elektrociepłownie w Jaworznie, Łaziskach Górnych i Rybniku w woj. śląskim, Gryfinie, Opolu, Trzebini, Ostrołęce, Kozienicach i Połańcu.
Jakie skutki odniósł apel samorządowców? Prześledźmy to w województwie śląskim. Piotr Kuczera, prezydent Rybnika, klubowy kolega Donalda Tuska, pomija sprawę milczeniem. Inne samorządy są dużo bardziej otwarte na komentarz.
- Na obecnym etapie, nie posiadamy informacji o podjęciu przez administrację rządową decyzji lub działań, które mogłyby zmienić dotychczasowe ustalenia w zakresie transformacji energetycznej. Samorządy nadal wskazują na potrzebę prowadzenia dialogu oraz wypracowania systemowych rozwiązań, które pozwolą przeprowadzić transformację w sposób bezpieczny, odpowiedzialny i społecznie sprawiedliwy
- informuje nas Katarzyna Sikora, kierownik Referatu Prasowego w Wydziale Promocji, Kultury i Sportu UM w Jaworznie.
"Miasto podejmuje wszelkie działania"
- Miasto podejmuje wszelkie możliwe działania w ramach posiadanych kompetencji, aby elektrownia "Łaziska" mogła funkcjonować jak najdłużej, z uwagi na jej znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego regionu oraz lokalnej społeczności - podkreśla Elżbieta Piecha z UM w Łaziskach Górnych. - Jeśli chodzi o ciepło systemowe, korzysta z niego około 10 tys. mieszkańców, a ponadto wszystkie obiekty użyteczności publicznej oraz większość zakładów pracy. Nowa ciepłownia, o której mowa w przestrzeni publicznej, planowana jest do realizacji przez spółkę "Tauron Ciepło".
Służby prasowe grupy "Tauron", który odpowiada za wytwarzanie, dystrybucję energii elektrycznej i ciepła w Śląskiem, w tej sprawie milczą.
Ministerstwo Energii sprawami energii się nie zajmuje
Bardziej zadziwiające jest jednak stanowisko rzecznika prasowego Ministerstwa Energii, natychmiast odsyła do... Ministerstwa Aktywów Państwowych, co nawet w MAP niezwykle dziwi. A minister energii Miłosz Motyka, kwestie zaopatrzenia mieszkańców w energię elektryczną chętnie w mediach komentuje. Departament Komunikacji Ministerstwa Aktywów Państwowych do naszych pytań odniósł się w następujący sposób.
- Dynamiczny przyrost mocy jednostek OZE w ostatnich latach sprawia, że produkcja energii elektrycznej ze źródeł konwencjonalnych jest zastępowana, co wpływa na obniżenie cen energii elektrycznej na rynku hurtowym. W najtrudniejszej sytuacji finansowej, przy aktualnej sytuacji rynkowej, są elektrownie produkujące energię z węgla kamiennego, w szczególności stare jednostki, które mają niską sprawność oraz są wysokoemisyjne. Wiele takich elektrowni nie jest w stanie uzyskać dodatniej marży handlowej. Cena sprzedaży energii elektrycznej bardzo często nie pokrywa kosztów zmiennych jej wytworzenia. Spółki za każdym razem podejmując kluczowe decyzje biznesowe i społeczne, biorą pod uwagę i analizują wszelkie możliwe warianty wykorzystania istniejącej infrastruktury, a także uwzględniają kwestie bezpieczeństwa energetycznego kraju.
"Ludzie tracą pracę, ale tu, nie ma z kim rozmawiać"
Marek Mrozkowiak, przewodniczący Krajowej Sekcji Elektrowni i Elektrociepłowni NSZZ "Solidarność" dla "Niezależnej":
- Energetyka to najważniejsza gałąź gospodarki, nie ma obecnie ważniejszej gałęzi przemysłu. Jeśli chcemy wyprodukować jakikolwiek przedmiot musimy mieć najpierw prąd, by uruchomić maszynę. Energetyka w Polsce jest połączona z górnictwem. Nie ma górnictwa - nie ma energetyki, i odwrotnie. To jak postępuje z nami rząd Donalda Tuska, decydując o nas, bez nas jest karygodne. Elektrownie węglowe są zamykane zostają zastąpione gazowymi. Do jednostki gazowej jest potrzebna mniejsza obsługa, mniejsza liczba etatów. Potrzeba wsparcia i osłon dla zwalnianych pracowników, ale ich nie ma. To jest tak - jak powiedział Piotr Duda, szef "Solidarności": - "nie ma z kim rozmawiać". W trakcie takich rozmów coś by się udało załatwić. Nie ma rozmów, nie ma szans na szukanie rozwiązań. Największa w Polsce jest elektrownia "Bełchatów", na węgiel brunatny. Zamknięcie takiego zakładu będzie oznaczało bezrobocie strukturalne w promieniu wielu kilometrów. Zatrudnienie daje sama elektrownia i liczne firmy kooperujące z nią. Podobnie jest w Gryfinie, w elektrowni "Dolna Odra", gdzie po zamknięciu bloków węglowych już teraz w 2026 r. wiele osób straci pracę. Usłyszałam od polityków, że "prąd jest z gniazdka, a ciepło z kaloryfera", ale tak nie jest. Żeby prąd był w żarówce musi zostać najpierw wyprodukowany, żeby w kaloryferze znalazło się ciepło - podobnie. W lutym 2024 r. przekazałem pismo z pięcioma pytaniami na temat przyszłości elektrowni minister przemysłu, pani Marzenie Czarneckiej. Prosiłem o pilną odpowiedź, nie mam jej do dzisiaj. A to, co mówi minister energii, pan Miłosz Motyka, też ma się nijak do rzeczywistości - mówi nam Marek Mrozkowiak, przewodniczący Krajowej Sekcji Elektrowni i Elektrociepłowni NSZZ "Solidarność".
"Nam grozi blackout, więc energię będą nam sprzedawać Niemcy"
Marek Gróbarczyk, były minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej i były wiceminister infrastruktury w rozmowie z niezalezna.pl wskazuje, że takie decyzji otwierają przestrzeń dla niemieckiej energetyki.
- Elektrownia "Dolna Odra" powinna mieć strategiczne znaczenie dla Polski. A nie ma. Elektrownie węglowe nie podlegają przede wszystkim wahaniom związanym z szaleństwem źródeł odnawialnych czy chociażby innych energii - jak gaz. "Dolna Odra" ma również kotły gazowe, ale to węgiel stanowi element niezwykle istotny, który nie podlega światowym zagrożeniom dostaw. Mamy własny węgiel, możemy z niego produkować energię elektryczną, nie bojąc się zagrożeń ze Wschodu. I w tym momencie powstaje decyzja rządu Donalda Tuska o likwidacji bloków węglowych. To przeczy zdrowemu rozsądkowi, owszem te bloki wymagają modernizacji, ale były przewidziane do likwidacji w latach 2032-34, a rząd Donadla Tuska przyspieszył ten proces. Likwiduje je w 2026 r. To ewidentne działanie na szkodę bezpieczeństwa państwa polskiego, bezpieczeństwa energetycznego. To jest bezpośrednio powiązane z decyzjami berlińskimi. W Niemczech jest nadprodukcja energii elektrycznej, w okresach szczytowych, więc rynek zbytu tworzy się u nas
- przyznał były minister.
"Będą niepokoje społeczne"
- W Gryfinie, Bełchatowie, Kozienicach, Łaziskach Górnych, gdzie działają przeznaczone do zamknięcia elektrownie, są hermetyczne, niewielkie rynki pracy. Rząd powinien rozpocząć od zawarcia umowy społecznej, zabezpieczenia pracowników, nie robi tego jednak. Jeżeli dziś, ktoś się chce pozbyć ludzi bezkosztowo, bez perspektyw na jutro, to oznacza to duży niepokój społeczny i musi budzić opory NSZZ "Solidarność"... - podsumowuje z rozgoryczeniem Marek Mrozkowiak.