Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Niskie bezrobocie? Powiedzcie to młodym. Opowieści o "20. gospodarce" jak hasła o "zielonej wyspie"

Minister finansów Andrzej Domański zachwycał się ostatnio wskaźnikami Eurostatu, które mówią o niskim, 3-proc. bezrobociu w Polsce. Szkoda tylko, że zarówno on, jak i znaczna część mainstreamowych mediów przeoczyli najświeższe dane europejskiego ośrodka, dotyczące bezrobocia wśród młodych osób w naszym kraju. A to rośnie w niepokojącym tempie, podobnie jak stopa bezrobocia.

Nie jest niczym nowym, że dane Eurostatu pokazują niższe wskaźniki bezrobocia w Polsce niż badania Głównego Urzędu Statystycznego. To dla rządzącej obecnie koalicji wygodna wymówka, by z założonymi rękoma obserwować rozwój niekorzystnego trendu, kładącego się cieniem na życiu Polaków. Tyle że dla instytucji publicznych w naszym kraju, na czele z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, najbardziej miarodajne są w tej sprawie dane Głównego Urzędu Statystycznego. A GUS miesiąc po miesiącu raportuje pełzający wzrost bezrobocia. I właśnie znów to zrobił. W lutym szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1 proc., czyli o 0,1 pkt proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Mamy więc w Polsce blisko milion osób bez pracy: w końcu lutego zarejestrowanych w urzędach pracy było 956,2 tys. bezrobotnych. To wzrost o 22,1 tys. osób w stosunku do poprzedniego miesiąca oraz o 109,6 tys. osób w porównaniu do końca lutego 2025 r. 

Mniej pieniędzy dla bezrobotnych

Po raz pierwszy resort rodziny przyznał to, o czym pod koniec lutego mówiła mi posłanka niezrzeszona Paulina Matysiak w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” (nr 9 z 25 lutego 2026): znacznie obcięto środki na aktywizację bezrobotnych. W oficjalnym żargonie kierowanego przez lewicę ministerstwa brzmi to tak: „Do spadku liczby wyrejestrowań w ujęciu rok do roku przyczyniło się głównie ograniczenie środków z Funduszu Pracy na finansowanie działań aktywizacyjnych. Szacujemy, że w lutym 2026 ok. 5,2 tys. osób bezrobotnych rozpoczęło programy aktywizacyjne, czyli prawie cztery razy mniej niż w lutym 2025, kiedy aktywizację rozpoczęło 19,6 tys. osób”. O jakich kwotach mowa? Przypomnę wypowiedź posłanki Matysiak: „W 2026 r. znacząco obcięto środki na ten cel, realizowany przez wojewódzkie i powiatowe urzędy pracy. A przecież rezerwy Funduszu Pracy, na które składają się pracodawcy, są rekordowo wysokie. Mówimy nawet o 28 mld zł! A na aktywizację zawodową osób bezrobotnych zaplanowano trochę powyżej 2 mld zł. Dla porównania – w zeszłym roku było to 3,6 mld zł”. 

Bezrobocie rośnie, środków na aktywizację zawodową osób bez pracy drastycznie ubywa, ale uśmiechnięta władza doskonale wie, że takie problemy najlepiej rozwiązuje się z pomocą PR-owych sztuczek. Minister finansów Andrzej Domański niedawno ogłosił, że według Eurostatu styczniowa stopa bezrobocia w Polsce to 3,1 proc. – wraz z Bułgarią najniżej w całej Unii Europejskiej. I dodał: „Na koniec 2025 r. w Polsce pracowało 17,35 mln osób, to o niemal 100 tys. więcej niż rok wcześniej”. W tym miejscu powinny zabrzmieć fanfary, gdyby nie drobny szkopuł. Po pierwsze – dane GUS o pełzającym wzroście bezrobocia są bezsprzecznym faktem i w pełni pokrywają się z wciąż nowymi wiadomościami o masowych zwolnieniach, upadku kolejnych przedsiębiorstw i ucieczkach z Polski kolejnych zagranicznych firm. Po drugie – tajemnicą poliszynela jest, że znaleźliśmy się w dość specyficznej sytuacji: choć zwykli Polacy wciąż zarabiają znacznie mniej niż nasi zachodni sąsiedzi, to staliśmy się atrakcyjnym rynkiem pracy dla zarobkowych migrantów z krajów Globalnego Południa. A oni są na tyle tańsi, że graniczy to z wyzyskiem lub opiera się na wyzysku, na który polscy pracownicy i pracownice już by się nie zgodzili. Po trzecie wreszcie, minister finansów przemilczał inne, znamienne badanie Eurostatu. Przemilczał je nie bez powodu: bo pokazuje niebezpieczny dla polskiej gospodarki i obecnej władzy trend. 

Rośnie bezrobocie wśród młodych 

O czym mowa? O zdecydowanym wzroście bezrobocia wśród młodych – osób do 25. roku życia, które nie uczą się i chciałyby znaleźć zatrudnienie. Wynika to z tego samego badania Eurostatu, na które powoływał się Andrzej Domański. Rynek pracy jest coraz bardziej niełaskawy dla młodzieży. We wskazanej wyżej grupie bezrobocie w Polsce wynosi obecnie 12,5 proc. I jest czterokrotnie wyższe niż w całej populacji! Choć ten wskaźnik nie wypada wciąż najgorzej w europejskiej skali (siódmy najwyższy w UE), to ekonomiści zwracają uwagę, że nieustannie rośnie. Wskaźniki są nieubłagane: przed niecałym rokiem bezrobocie w grupie wiekowej do 25. roku życia wynosiło 10,9 proc. Już rok remu eksperci ostrzegali, że to jeden z najbardziej niepokojących wskaźników dotyczących naszego rynku pracy, społeczno-gospodarczej przyszłości i demografii. A choć trend się umacnia, szefowi resortu finansów z niewiadomych przyczyn umknął. Otwarte zostanie pytanie, czy równie łatwo przymkną na to oczy młodzi ludzie i rodzice, zmartwieni, że ich synowie i córki mają poważne problemy ze znalezieniem pracy w uśmiechniętej Polsce. 

Warto zatrzymać się na moment przy kwestiach, które budzą zaniepokojenie analityków. Bez trudu da się połączyć kilka kropek: bezrobocie – migracja zarobkowa – spadek potencjału gospodarczego – znikanie kapitału ludzkiego – wyludnienie – katastrofa demograficzna. Słyszę czasem argument, że młodzi ludzie nie wiedzą, co to znaczy, gdy naprawdę jest źle. Starsze pokolenia, łącznie z moimi rocznikami, chętnie przypominają lata 90. i początek XXI w. jako najtrudniejszy czas. Tylko że dla młodych to już nie jest żaden argument: oni mierzą się z wyzwaniami „tu i teraz”, a otaczający ich świat błyskawicznie wystawia rachunki za każde życiowe niepowodzenie. Roczniki przyzwyczajone do znacznie wyższego poziomu konsumpcji niż pokolenie X i milenialsi obawiają się, że bez łatwo dostępnej i lepiej płatnej pracy staną się życiowymi przegrywami. Doskonale też wiedzą, że jak najszybciej trzeba postarać się o własne mieszkanie, choćby najmniejsze, żeby pracować na siebie, a nie na cudzy kapitał. 

Coraz więcej Polaków nie stać na własne mieszkanie

W powyższej sprawie przyszłość nie rysuje się w zbyt jasnych barwach. Jeśli wierzyć opublikowanemu niedawno raportowi „Living 2040”, opracowanemu na podstawie danych Eurostatu (kolejny kamyczek do ogródka ministra finansów!) przez Open Format we współpracy z portalem Nieruchomosci-online.pl), przybywa w Polsce osób, których nie stać na kupno własnego mieszkania czy mieszkanka: „rośnie grupa osób, które pozostają w najmie nie tyle z wyboru, ile z konieczności, wynikającej z ograniczonej dostępności kredytu i wysokich cen mieszkań”. Autorzy raportu zwracają co prawda uwagę, że różne formy najmu stają się dla młodych Polaków i Polek coraz bardziej atrakcyjne, ale podkreślają, że i dla nich na ogół mieszkanie własnościowe jest najbardziej pożądane. Łatwo spostrzec, że im bardziej niełaskawy będzie dla młodych rynek pracy, tym bardziej będą skłonni wędrować za pracą tam, gdzie da się zarobić na wkład hipoteczny. Albo utkną na życiowych mieliznach, coraz bardziej rozwścieczeni na otaczającą rzeczywistość.

Sytuacja społeczno-gospodarcza w Polsce jest dziś taka, że politycy rządzącej koalicji potykają się nawet o raporty, na które chętnie się powołują. Niby jest coraz bardziej super, ale wystarczy bliżej przyjrzeć się rzeczywistości, by dostrzec nadciągające społeczno-gospodarcze wyzwania. Ponad dekadę temu Platforma Obywatelska i opiniotwórcze, mainstreamowe ośrodki jak mantrę powtarzały hasła o zielonej wyspie. Teraz elity III RP zabawiają się opowieściami o 20. gospodarce świata. Nie są jednak w stanie realnie podejść do wyzwań, które da się wyczytać nawet ze znanych im analiz.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej