O tym, że będzie nadzwyczajny urodzaj, było wiadomo już w sierpniu. Wtedy na targach w Niemczech pytano nas, czy jest jakaś możliwość sprzedania ich ziemniaków w Polsce. Już wtedy niemieccy rolnicy, a także belgijscy i holenderscy, ze względu na perspektywę trudnego rynku mieli wsparcie w postaci dopłat utylizacyjnych od swoich władz. W Polsce wielu zwietrzyło interes i kupowało te zachodnie ziemniaki. W efekcie zalały polski rynek. Nasi rolnicy, pozbawieni wsparcia, w tej chwili znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Nie mają jak sprzedać swoich ziemniaków. Nie mają za co ich zutylizować. Na przykład biogazownie chcą, by im zapłacić za to, że odbiorą od rolników ich plony. Jest dramat – mówi Tołłoczko. Jej firma jest dużym producentem ziemniaków sadzeniaków.
Tołłoczko alarmowała resorty rolnictwa i finansów. Petycję do rządu o wsparcie podpisało ponad 200 rolników, największych producentów ziemniaków w Polsce. W piśmie z 9 kwietnia do ministra rolnictwa producenci ziemniaka domagali się wsparcia m.in. w postaci „skierowania części surowca do zakładów przetwórstwa”, a także wsparcia finansowego (liczonego od areału i zakładającego 40 gr za 1 kg ziemniaka, 60 gr dla sadzeniaków). W kolejnym piśmie do Ministerstwa Rolnictwa z 20 kwietnia informowali:
„W wielu gospodarstwach zalegają ogromne ilości niesprzedanego towaru, od 100 ton do nawet 1000 ton i więcej. Rolnicy nie mają możliwości ich sprzedaży ani zagospodarowania, co prowadzi do narastających strat. W związku z powyższym wnosimy o pilną interwencję państwa oraz uruchomienie wsparcia finansowego dla towaru, którego nie można sprzedać. Obecna sytuacja doprowadziła wielu rolników do skrajnego wyczerpania środków finansowych. Brakuje pieniędzy na paliwo, na rozpoczęcie nowego sezonu, na zakup materiału do sadzenia oraz na spłatę kredytów. W wielu przypadkach rolnicy nie mają środków do życia”.
„Codzienna” ma zapis rozmowy, w której właścicielka jednego z gospodarstw mówi wprost: „Obecnie żyjemy z 800+” i relacjonuje, że nie ma „grama paliwa”, nie ma jak wznowić produkcji.
W piśmie z 15 kwietnia do ministra finansów Tołłoczko prosi o „możliwość spotkania i wysłuchania przedstawicieli branży”. Podkreśla, że wskazane tu daty pism mają kluczowe znaczenie. – Do dziś nie otrzymałam na żadne z nich odpowiedzi. 16 kwietnia z wiceminister rolnictwa i producentami ziemniaka odbyło się spotkanie online. Bez żadnych konkretów. Tymczasem za chwilę będzie to dosłownie śmierdzący problem, bo ziemniaki zaczną gnić. A to są tysiące ton. Brak stabilizacji i przewidywalnych mechanizmów wsparcia stwarza realne ryzyko ograniczenia produkcji i zachwiania bezpieczeństwa rynku. Krach naszych producentów teraz spowoduje załamanie się produkcji polskich ziemniaków w przyszłości. Nie będzie za co jej odtworzyć – mówi Tołłoczko.
– Zwracam się z prośbą o wsparcie ze strony rządu Rzeczypospolitej Polskiej i powołanie wyspecjalizowanej komórki lub zespołu roboczego, zdolnego do szybkiego reagowania i podejmowania decyzji w sytuacjach kryzysowych. Tylko sprawne i skoordynowane działania mogą zapobiec pogłębianiu się problemu i jego negatywnym skutkom gospodarczym oraz społecznym – apeluje za naszym pośrednictwem Agnieszka Tołłoczko w imieniu producentów ziemniaków.