Korona cierniowa
Całkiem jakby odżyły czasy Urbana – to on był kreatorem medialnych szyderstw z księży, religii, Kościoła.
Całkiem jakby odżyły czasy Urbana – to on był kreatorem medialnych szyderstw z księży, religii, Kościoła.
Wraz z 80. rocznicą operacji „Market Garden” i bitwy pod Arnhem, w której wzięli udział polscy spadochroniarze, domyka się niejako bitewno-rocznicowa „triada trzech generałów” – Władysława Andersa, Stanisława Maczka i Stanisława Sosabowskiego. Każdy z nich wsławił się walkami na froncie zachodnim, kierując odpowiednio: 2. Korpusem Polskim, 1. Dywizją Pancerną i 1. Brygadą Spadochronową. Dwóch pierwszych generałów cieszyło się sukcesami i zwycięstwami (nawet jeśli ciężko okupionymi), natomiast trzeci z nich musiał przeżyć gorycz udziału w alianckiej porażce. Jednak polskich spadochroniarzy z Brygady pamięta się w okolicach Arnhem czy Driel z największym szacunkiem, jako bohaterów i wyzwolicieli.
Amerykański koszykarz NBA, rozgrywający zespołu Charlotte Hornets, LaMelo Ball, zapłaci karę wynosząca 100 tys. dolarów. Po meczu z Milwaukee Bucks, komentując w telewizji sytuacje na parkiecie, wtrącił w zdanie słówko „no homo” (czyli slangowe określenie znaczące coś w stylu – „bez skojarzeń homo”). Wywołało to prawdziwą burzę i w końcu finansowe, spore jak widać, konsekwencje. W Polsce można by niewielkie mieszkanie kupić za tyle, na ile wyceniono te szybkie, wtrącone w wypowiedź „no homo”.
Bywają symbole, które na stałe potrafią przylgnąć do jakiejś władzy. Szczególnymi są te, które odnoszą się do władzy autorytarnej, takiej, która jest się w stanie utrzymać jedynie przy użyciu siły. Terror Moskali w Polsce pod zaborami najlepiej symbolizowały bat oraz kajdany. Dzisiaj bodnarowcy jako nahajki używają posłuszne sobie media, ale kajdanki są już realne. Zakładane po to, aby upokorzyć, zmusić do uległości. Nie tylko po to, by „podejrzany” nie uciekł.
Na polach bitew dochodziło w dziejach albo do zdecydowanych zwycięstw, albo takich batalii, w których obie strony przypisywały sobie chwałę wiktorii – a generalnie były one na ogół nierozstrzygnięte, zaś uznanie, komu należy się laur, zależało od tego, jakie kryteria się przyjęło. Czy ten, kto stracił więcej żołnierzy przegrał? Czy wygrał ten, który zdobył – w taki czy inny sposób – teren prowadzący bliżej upragnionego celu? Jednak nie zdarzało się, by ten, kto poniósł sromotną klęskę twierdził, za pomocą dobrze skrojonego „PR-u”, że bitwę wygrał.