Pani z Zamku
Wraz z Old Shatterhandem rozumiałem szlachetność wodza Apaczów, z Kmicicem wsuwałem kiszkę w szwedzką armatę, ze szwoleżerami galopowałem pod cesarskim orłem…
Wraz z Old Shatterhandem rozumiałem szlachetność wodza Apaczów, z Kmicicem wsuwałem kiszkę w szwedzką armatę, ze szwoleżerami galopowałem pod cesarskim orłem…
Najgorsze w serialu „Leonardo” jest spłycenie postaci Leonarda da Vinci i sprowadzenie jej do poziomu zwykłego, mydłkowatego facecika.
W niedzielę 25 kwietnia Włosi obchodzić będą Święto Wyzwolenia – na pamiątkę wydarzeń z roku 1945. Na niebie Italii pojawią się słynne Frecce Tricolori – samoloty odrzutowe z kolorowym dymem układającym się we włoską flagę, a w całym kraju odbędą się stosowne uroczystości. To jednak w jakiejś mierze także i… polskie święto.
Ruszyła Albicla. Podchodzę entuzjastycznie do tego projektu. Bo to konkret, a nie „gadanie” i użalanie się. Owszem – światowa przestrzeń internetowa, cyfrowa, medialna jest zdominowana przez wielkie firmy o władzy potężniejszej, niż głowy państw; owszem – Twitter czy Facebook robią co chcą i jak chcą; owszem – to wszystko nie jest łatwa droga, ale… Ale jest! Właśnie trochę na przekór, trochę „pod prąd”, trochę jako odpowiedź na pytanie stawiane przez wielu w stosunku do konserwatystów: „jak wam się nie podoba, to czemu nie stworzycie czegoś swojego?”.
Znakomicie, że prezesem Instytutu Pamięci Narodowej został dr Karol Nawrocki. Ataki na niego, czy próby dyskredytowania, które podejmowano, tak naprawdę właśnie podkreślały to wszystko, co przemawiało i przemawia za tym, iż Nawrocki jest świetnym wyborem na to stanowisko! Pamięć Narodowa – wpisana w nazwę misja instytucji, którą pokieruje – to wartość o którą walczyć wcale nie jest łatwo.
Po raz kolejny, enty już, nie zliczę chyba który, we włoskiej prasie pojawiają się kłamstwa dotyczące Polski. Ostatnio zabłysnął dziennik „Il Fatto Quotidiano” („Fakt codzienny”), który w artykule o niemieckiej sekretarce ze Stutthofu użył terminu (w dodatku wybitego w tytule) „nazistowski polski obóz”. W tekście pojawiło się również określenie „w Polsce” jako oznaczenie miejsca, w którym funkcjonował Stutthof.
- Pamiętają wszyscy słowa Jarosława Kaczyńskiego: „My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”. Słynna fraza była już używana w dziesiątkach kontekstów, a przez opozycję wałkowana, jako coś, co w przestrzeni publicznej nie powinno padać. A niby dlaczego nie? Jeśli jest prawdziwe? - pisze Tomasz Łysiak w felietonie dla portalu Niezależna.pl