„Bartek zwycięzca”
Taki jest tytuł opowiadania Henryka Sienkiewicza z 1882 r. To jeden z najbardziej gorzkich utworów noblisty, historia chłopa z poznańskiej wsi, który jako pruski poddany zmuszony jest wyruszyć na wojnę z Francuzami w 1870 r.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Taki jest tytuł opowiadania Henryka Sienkiewicza z 1882 r. To jeden z najbardziej gorzkich utworów noblisty, historia chłopa z poznańskiej wsi, który jako pruski poddany zmuszony jest wyruszyć na wojnę z Francuzami w 1870 r.
Najbardziej zastanawia fakt, że dziecko niegdyś niechciane okazuje się dzieckiem najbardziej kochanym. Przekonał się o tym niejeden raz. Tu zawodzi cała jego socjologiczna wiedza. Nie pojmuje, jak to się dzieje.
Nie można tych zasług nie doceniać. Dzięki coraz śmielszym poczynaniom koalicji rządzącej wielu Polaków odzyskuje dziś jasny pogląd na rzeczywistość i trzeźwe myślenie. Rozpoznaje prawidłową treść pojęć, takich jak państwo, prawo, władza. Zawłaszczonych i zniekształconych przez liberałów i neomarksistów przez wiele dziesiątków lat. Doceńmy to.
Wielkie metropolie przypominają dziś afrykański busz. „Żywioł miejski”, „aktywiści miejscy”, „gry miejskie”, „sztuka przetrwania w miastach” – nazwy te mówią same za siebie. Życie, mimo pozorów, bywa tu ekstremalnie trudne. Miasta bywają groźne, niebezpieczne. Pogłębia się też ich swoisty izolacjonizm.
Moja znajoma Czeczenka jest uchodźcą. Mieszka w Polsce od kilkunastu lat. Jest jedną z najbardziej zapracowanych osób, jakie znam. Haruje od rana do nocy, prowadząc mały biznes, wykorzystując swoją wiedzę i talenty. Jest skrzętna, zaradna i ma wyobraźnię. Zdobyła niezłą pozycję materialną, szacunek i wdzięczność wielu osób. Co jej się w Polsce najbardziej nie podoba?
6 marca rozmawiałam w centrum Warszawy z rolnikami powracającymi z manifestacji. Byli wyraźnie spragnieni rozmowy, choćby kilku słów rzuconych w biegu. Niektórzy dziękowali, że „są tacy warszawiacy”.
Czas niepokoju i zamętu sprzyja rozbudzaniu emocji. Nie zawsze zdrowych. Często nadmiernych. Panowanie nad emocjami nie jest sztuką łatwą. A jednak warto ją praktykować, bo niektóre z nich, gdy ujawnią się szerszej publiczności, a zrodziły się w sercach osób publicznych, mogą budzić zażenowanie.
Śmierć Aleksieja Nawalnego to nie tylko nagły zwrot w decyzjach polityków. Nie tylko przyspieszone repetytorium z historii, przypomnienie innych śmierci, których sprawcy pozostają „nieznani” (czyli bezkarni). To nie tylko okazja do szybkiego rachunku sumienia: czy w obliczu tak jawnego zła naprawdę potrafimy się zdobyć na odwagę, czy zło nas nie paraliżuje? Czy więc w obronie prawdy jesteśmy wystarczająco odważni, spokojni i pewni?
Gdy w połowie grudnia ub. roku w sali obrad Sejmu usłyszeliśmy exposé nowego szefa rządu i miała rozpocząć się debata nad nim, wyżej, na galerii można było zobaczyć dość nieoczekiwaną scenę. Przy balustradzie rozparty Lech Wałęsa, w obcisłym podkoszulku, rozpromieniony, otoczony osobistościami, wśród których wyróżniał się Jerzy Buzek. A z tyłu – górujące nad tym towarzystwem postacie prawosławnego duchownego i protestanckiego pastora. Obie stojące niewzruszenie, niczym kolumny podpierające kapitel, z twarzami pozbawionymi emocji.
Ile to już razy próbowano wcisnąć nam coś starego i lekko cuchnącego w zupełnie nowym opakowaniu! Metoda stara jak świat. Bo i pokusa odwieczna: zrobić coś z niczego. Wzbogacić się, nie mając grosza. Zagwarantować sobie raj na ziemi.
Wystąpienie Donalda Tuska w poniedziałkowej debacie nie miało na celu przekonania kogokolwiek do jakiegokolwiek programu, wyłożenia racji, obalenia argumentów przeciwnika. Nawet nie o wyśmiewanie się i obrażanie premiera Mateusza Morawieckiego tutaj chodziło.
Gdy w latach 1939–1948 w Niemczech trwało racjonowanie żywności, cukier, mięso, papierosy przydzielano na kartki, tylko jeden obywatel – a raczej obywatelka – nie miał do tego prawa. Urzędowe uzasadnienie brzmiało, że ich nie potrzebuje, bo nic nie je ani nie pije. Przysługiwał jej natomiast przydział dodatkowej porcji mydła, gdyż zachodziła konieczność cotygodniowego prania bielizny poplamionej krwią. Należała ona do mieszkanki małej niemieckiej wioski na terenie tzw. Lasu Czeskiego w Bawarii.
Mogłoby się wydawać, że Jan Henryk Rosen, autor fresków w kaplicy papieskiej w Castel Gandolfo, przedstawiających m.in. śmierć księdza Skorupki, niewiele miał danych, by namalować sceny z polskiej historii tak, by zachwyciły Jana Pawła II. Nic zgoła nie zapowiadało kariery twórcy dzieł przepojonych głębokim rozumieniem naszych dziejów.
Historię pisze się dziś w Rosji i Białorusi na nowo. Jej najbardziej wstydliwe, kompromitujące Rosjan karty muszą być zniszczone. Dlatego z kościoła Matki Boskiej Różańcowej we wsi Soły pod Smorgoniami (Białoruś, obwód grodzieński) znika fresk przedstawiający rozgromienie bolszewików w Bitwie Warszawskiej. Paniczna ucieczka sołdatów przed obrońcami Warszawy w 1920 r. nie może gorszyć niczyich oczu.
Nie wiem, czy ktoś bardziej lapidarnie ujął centralne zagadnienie współczesnego świata: jak otrząsnąć się z resztek ciążącej na nas cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej i zafundować sobie szczęśliwy powrót do przeszłości, niż Wiktor Woroszylski, wówczas jeden z czołowych „pryszczatych” (absolwent Instytutu Literatury im. Gorkiego w Moskwie), w tytule swojej książki, popularnej w latach 60. i 70. powieści dla nastolatków „I ty zostaniesz Indianinem”, którą umieszczono na liście lektur szkolnych.
Gdy mężczyźni idą na wojnę, a wojna ta jest wojną sprawiedliwą, wszyscy odczuwamy – oprócz oczywistej troski o ich los – coś w rodzaju ulgi. Spada kamień z serca. Czujemy, że w tym koszmarze wojny wydarza się coś dobrego – nasza cywilizacja zdała egzamin. 20 lutego 2023 r., tuż przed rocznicą napaści Rosji na Ukrainę, Joe Biden, o którym nie tak dawno przecież mówiło się – nawet po naszej stronie – z pewnym lekceważeniem i odcieniem niechęci, przekonał niejednego z nas, że wiele wyobrażeń o marnej kondycji cywilizacji Zachodu i moralnym upadku Ameryki jest nieprawdziwych.
Coraz więcej ludzi ma dziś problem ze zrozumieniem swojego miejsca wśród innych. Dlatego że nie rozumieją, kim są. Jeśli nie wie się, kim się jest, to postrzega się całą rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Nasze czasy niosą piętno tej przypadłości. Żyjemy wśród ludzi, którzy nie są w stanie pojąć tego, co dzieje się wokół nich. Przykłady pijanych i awanturujących się publicznie polityków mówią same za siebie.