Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans powiedział w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Die Zeit", że sytuacja w Polsce stanowi "fundamentalne zagrożenie dla państwa prawa". Nie wykluczył zastosowania wobec Polski artykułu 7 traktatu unijnego.

"To, co się dzieje w Polsce i na Węgrzech, jest bardzo niepokojące" - ocenił Timmermans w rozmowie z centrowym niemieckim tygodnikiem "Die Zeit", zaznaczając, że Unia Europejska zbudowana jest na wartościach.

UE dobrze funkcjonuje - jak podkreślił - tylko wtedy, gdy "państwo prawa ma szacunek dla demokracji i odwrotnie, gdy demokracja respektuje państwo prawa".

"W Polsce demokracja używana jest obecnie do osłabiania państwa prawa. Sędziowie mają robić to, czego chce polityczna większość" - powiedział wiceszef KE. Ostrzegł, że jeśli w Europie przewagę zdobędzie pogląd, iż "ten, kto ma większość, decyduje o wszystkim", będzie to oznaczało koniec Unii.

"To, co dzieje się w Polsce, stanowi fundamentalne zagrożenie dla państwa prawa" - powtórzył Timmermans w dalszej części wywiadu.

"Chodzi o zasadnicze kwestie. Jeżeli wymiar sprawiedliwości przestaje być niezależny, jeżeli musi stosować się do poleceń rządu, to jest to problem nie tylko dla praw człowieka w Polsce. Wtedy jest to problem także dla europejskiego rynku wewnętrznego"

- zaznaczył wiceszef KE.

Timmermans zapewnił, że "nie odpuści". "Nigdy, nigdy nie zrezygnuję z naszych postulatów. Sposób, w jaki w Polsce traktowani są sędziowie, jest absolutnie niedopuszczalny" - podkreślił.

Eurokrata powiedział, że nie wyklucza uruchomienia artykułu 7. "Najpierw chcę jednak debaty z krajami członkowskimi. Przyjmuję, że omówimy sytuację w Polsce w maju w Radzie Ogólnej UE" - wyjaśnił. "Kraje członkowskie nie powinny przy tej okazji owijać w bawełnę, tak by rząd polski usłyszał krytykę także od innych, nie tylko ode mnie" - powiedział Timmermans.

Procedura opisana w art. 7 unijnego traktatu pozwoliłoby na nałożenie w ostateczności sankcji na kraj naruszający zasady demokracji i rządów prawa. Do podjęcia takiej decyzji potrzebna jest jednomyślność przywódców państw UE.
 

Na razie to tylko akty słowne i próba wywierania nacisku - tak ostatnie wypowiedzi wiceszefa KE Fransa Timmermansa na temat Polski ocenił europoseł PiS, prof. Zdzisław Krasnodębski. 

Według Krasnodębskiego, ogólnie widać wzrost nacisku na Polskę i Węgry. "Pewne opinie zastygły już, są już pewne stereotypy nie do podważenia. Oczywiście jest to tendencja niepokojąca" - podkreślił Krasnodębski. Jak dodał, tendencja ta może się dla nas stać groźna politycznie wtedy, kiedy wśród polityków europejskich zaczną przeważać dążenia do tego, by realizować "Unię wielu prędkości", doprowadzając tym samym do głębokiego podziału w Europie.

Według niego, Timmermans zupełnie zamknął się na argumenty polskich władz i traktuje sprawę naszego kraju ambicjonalnie. "Jest prawdopodobnie też tak, że on chce przerzucić teraz całą sprawę i odpowiedzialność na Radę Europejską. On tam wprawdzie powołuje się na art. 7, ale widać, że Komisja Europejska nie będzie sama do tego parła, tylko, że on chce, żeby rozpoczęła się jakaś dyskusja w Radzie Europejskiej" - powiedział europoseł PiS.