Trwa 34. posiedzenie Sejmu. Czy Platforma dalej będzie paraliżować Sejm?

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

  

Posłom PO udało się wczoraj doprowadzić do częściowego paraliżu obrad Sejmu. Mimo dalszej blokady mównicy Senat przegłosował budżet na 2017 r., a marszałek Marek Kuchciński otworzył 34. posiedzenie Sejmu. Po krótkiej modlitwie za zmarłych niedawno Marię Łopatkową, Janusza Brochwicz-Lewińskiego ps. Gryf, Longina Komołowskiego i Stanisława Hniedziewicza ogłosił przerwę do dzisiaj do godz. 10:00. Na pustej sali pozostali posłowie PO, których nie wspiera już żadna partia opozycyjna.

Wczorajsze posiedzenie Sejmu miało się rozpocząć w samo południe.

- Chcemy normalnie rozpocząć 34. posiedzenie Sejmu, jeżeli posłowie ponownie będą łamali prawo, będą próbowali nam to uniemożliwić i dawali kolejne popisy warcholstwa, to jesteśmy na to przygotowani – zapowiadała idąca na obrady posłanka Joanna Lichocka z PiS-u.

Podobne zdania wypowiadali również inni posłowie partii rządzącej, ale również Kukiz’15. Nie udało się. Posłowie PO postanowili nie dopuścić do rozpoczęcia obrad, blokując mównicę sejmową.

Poszukiwanie kompromisu
Jeszcze wcześniej rozpoczęły się rozmowy w sprawie kompromisu i rozwiązania kryzysu parlamentarnego. Każda formacja miała jednak swój pomysł na zakończenie konfliktu. Posłowie PO i Nowoczesnej nie chcieli przyjąć do wiadomości, że budżet został przegłosowany. Odrzucili również kompromis, który zgłaszał Ryszard Petru zakładający, że Senat przegłosuje poprawki do budżetu, które wrócą do Sejmu i zostaną jeszcze raz rozpatrzone. Posłowie wmawiają sobie, że ciągle trwa 33. posiedzenie Sejmu, które zakończyło się w nocy 16 grudnia ub.r. Dlatego politycy PO zgłosili projekt uchwały Sejmu, która miałaby rozwiązać kryzys i umożliwić odblokowanie Sejmu. Przez praktycznie kilka godzin debatował Konwent Seniorów (marszałek i wicemarszałkowie oraz przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych w Sejmie). Odbyło się kilka tur negocjacji tekstu uchwały, ale ok. godz. 16.30 nadal nie było wiadomo, jaki będzie finał sprawy. Raz konsensus blokowali PO i Grzegorz Schetyna, a raz Nowoczesna i Ryszard Petru. W pewnym momencie marszałek Marek Kuchciński zaproponował tekst uchwały, na który według plotek zgodził się Schetyna, ale nie zgodził się Petru.

Uchwała Kuchcińskiego
„Działając zgodnie z art. 82 Konstytucji RP, który stanowi, że obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne, mając na celu rozwiązanie kryzysu parlamentarnego, dbając o zachowanie spokoju społecznego, Sejm stwierdza, że na 33. posiedzeniu, w dniu 16 grudnia 2016 r., Sejm uchwalił ustawę budżetową na rok 2017. W związku z nietypowymi warunkami i okolicznościami towarzyszącymi obradom pojawiły się w przestrzeni publicznej różne opinie na temat poprawności 3. czytania nad projektem ustawy na rok 2017. Zgodnie z art. 188 konstytucji i zasadą trójpodziału władzy ustalenie zgodności z prawem przebiegu procesu legislacyjnego należy do kompetencji Trybunału Konstytucyjnego” – głosiłby tekst uchwały.

Schetyna po chwili jednak zaprzeczył, że dogadał się z PiS-em.

- Tu nic się nie zmienia. Jesteśmy na stanowisku takim jak rano. Nie ma porozumienia. My uważamy, że tego budżetu nie ma – stwierdził Grzegorz Schetyna.


O rozwiązanie kryzysu apelował marszałek senior Kornel Morawiecki.

- Nie wolno niszczyć polskiego parlamentaryzmu. […] Blokowanie mównicy sejmowej to anarchia i rokosz. […] To wygląda smutno i źle – mówił wczoraj Kornel Morawiecki, marszałek senior, apelując o rozwagę i zakończenie sporu.


Senat przyjął budżet
Tymczasem w Senacie trwały obrady nad budżetem na 2017 r. Senatorowie nie mieli wyjścia, bo zmuszały ich do tego konstytucyjne terminy. Ostatecznie budżet został przyjęty bez poprawek, chociaż politycy PO uznali, że jest on nielegalny i łamie konstytucję. Grzegorz Bierecki zaapelował do senatorów Platformy, aby nie przyjmowali w takim razie pensji i pieniędzy na uposażenia biur.

Jak stwierdził, PiS odda te pieniądze na Caritas i do domów dziecka.
Ostre polityczne wystąpienie wygłosił również marszałek Stanisław Karczewski.

- Przypomnę państwu. Przegraliście wybory i ta świadomość do was nie dociera. Nie rządzicie wy, tylko rządzi większość. Nie pozwolimy na to, by mniejszość stosowała liberum veto w Polsce. Nie ma liberum veto w Polsce. I nie będzie liberum veto w Polsce – mówił wczoraj Stanisław Karczewski, marszałek Senatu. Wypowiedział się też o blokadzie. – Zrobił to Andrzej Lepper, ale on zszedł z mównicy. Wy nie chcecie tego zrobić, a co więcej, blokujecie fotel marszałka. Powtórzę jeszcze raz. To jest niespotykana sytuacja w polskim parlamentaryzmie i historii – mówił Karczewski.


Posiedzenie Sejmu otwarte
Jak ujawnił portal Wp.pl, blokada mównicy była szczegółowo zaplanowana. Co więcej, opozycja o godz. 10 zrobiła próbę generalną blokady. Grzegorz Schetyna sam ustalał strategię i wydawał komendy, instruując posłów, jakie miejsce mają zająć, aby blokada była skuteczna.

Jeszcze po południu wydawało się, że całkiem realnym scenariuszem był ten zakładający użycie siły wobec okupujących mównicę posłów. Ostatecznie nic takiego się nie stało. Marszałek Marek Kuchciński o godz. 19:00 otworzył 34. posiedzenie Sejmu. Po chwili marszałek wezwał do uczenia pamięci zmarłych w ostatnich dniach : Longina Komołowskiego, Stanisława Hniedziewicza, Marii Łopatkowej i Janusza Brochwicz-Lewińskiego. Posłowie odmówili modlitwę „Wieczny odpoczynek”. Następnie marszałek Kuchciński ogłosił przerwę do dzisiaj do godz. 10. Posłowie PO zostali na sali sami.

Nie mogą liczyć też na wsparcie społeczne. Około godz. 17:00 przed Sejmem było jedynie kilkaset osób z KOD-u. Kontrmanifestację zorganizował klub „Gazety Polskiej” Warszawa II. O stawienie się na miejscu zaapelował Adam Borowski, działacz antykomunistyczny i przewodniczący Klubu „GP”.

Współpraca Magdalena Piejko
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niemcy o Merkel w Auschwitz

/ Krystian Maj/KPRM

  

Niemiecka prasa relacjonująca wizytę kanclerz Angeli Merkel w byłym niemieckim obozie zagłady Auschwitz podkreśla wyjątkowe znaczenie tego wydarzenia. Zwraca też uwagę na odradzający się - również w RFN - antysemityzm i konieczność walki z nim.

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że Angela Merkel odwiedziła Auschwitz po raz pierwszy po wielu latach swego urzędowania.

"Nie można jej jednak zarzucić, że zbrodnia, którą to miejsce symbolizuje, nie miała wpływu na jej politykę. Ponad dziesięć lat temu Merkel oświadczyła, że bezpieczeństwo Izraela jest elementem niemieckiej racji stanu. Republika Federalna powstała jako przeciwieństwo dyktatury Hitlera. Wiele cech współczesnych Niemiec czy to w polityce, czy na poziomie społecznym, jest konsekwencją i reakcją na zbrodniczy reżim nazistowski"

- pisze gazeta i chwali Merkel za jednoznaczny apel o walkę z antysemityzmem.

"Antysemityzm ponownie podnosi głowę. Nie tylko w Niemczech. Należy się temu z całych sił przeciwstawić. Lekcja wyniesiona z Auschwitz brzmi: niszczcie zło w zarodku. Tak, jak nie można zapomnieć o obozach zagłady, tak nie wolno tracić z oczu procesów radykalizacji, gdzie na końcu były komory gazowe"

- apeluje "FAZ".

Berliński dziennik "Tagesspiegel" pyta retorycznie, czy członek niemieckiego rządu powinien przemawiać w takim miejscu i relacjonuje wystąpienie Angeli Merkel, która podkreślała, że "cisza nie może być naszą jedyną odpowiedzią", a Auschwitz zobowiązuje do podtrzymywania pamięci.

Pamięć o zbrodniach, nazywanie sprawców po imieniu i godne upamiętnianie ofiar to - według szefowej niemieckiego rządu - obowiązek, który się nie kończy. "Świadomość tej odpowiedzialności jest integralną częścią naszej tożsamości narodowej" - podkreślała kanclerz.

"Tagesspiegel" zwraca uwagę, że kultura pamięci, o której mówiła Merkel, nie jest w Niemczech oczywistością. Przemówienie szefowej niemieckiego rządu jest skierowane do tych osób w Republice Federalnej, które uważają, że nazizm był mało znaczącym epizodem w niemieckiej historii - argumentuje dziennik i przypomina, że oficjalną okazją dla wizyty Angeli Merkel w niemieckim obozie zagłady było 10-lecie istnienia Fundacji Auschwitz-Birkenau, która dba o utrzymanie tego miejsca pamięci.

Monachijska gazeta "Sueddeutsche Zeitung" pisze z kolei, że wizyta Merkel w Auschwitz jest szczególna. "Każda wizyta czołowego przedstawiciela Niemiec (w tym miejscu) jest ważna. Ale to także wyjątkowa wizyta, ponieważ Merkel jest tu po raz pierwszy" - pisze dziennik.

"Po raz pierwszy odkąd 14 lat temu objęła urząd kanclerski, po raz pierwszy w swojej 30-letniej karierze politycznej i po raz pierwszy w życiu" - wylicza "SZ".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl