„Zrzucając czapkę policjanta, tak naprawdę obrażamy nasze państwo. Kobieta, która to zrobiła, jest znana i musi liczyć się z konsekwencjami” – poinformowano na oficjalnym twitterowym profilu polskiej policji.

Około godz. 16.00 na tzw. patelni, przed wejściem do metra Centrum, rozpoczęła się pikieta w ramach czarnego protestu. Pojawili się tam również działacze ruchu pro-life z banerami i nagłośnieniem. Na plakatach mieli antyaborcyjne hasła, m.in.: „Chcą być kochane, nie zabijane”, „Aborterzy zabijają dzieci z zespołem Downa!” czy „Od poczęcia prawa człowieka!”.

To rozwścieczyło uczestniczki czarnego protestu. Same krzyki i próba zagłuszenia jednak im nie wystarczyły – w ruch poszły parasolki, przewrócono też statyw z nagłośnieniem obrońców życia. Aby ostudzić emocje popierających aborcję, do akcji musiała wkroczyć policja. Jedna z kobiet zaczęła wykrzykiwać coś w stronę funkcjonariusza, a po chwili zerwała mu czapkę i rzuciła na ziemię.


Na Twitterze do zdarzenia odniosła się już policja. „Zrzucając czapkę policjanta, tak naprawdę obrażamy nasze państwo. Kobieta, która to zrobiła, jest znana i musi liczyć się z konsekwencjami. Naruszający prawo, w tym agresywna kobieta przy warszawskim metrze podczas protestu, muszą liczyć się z zarzutami. Sprawy trafią do oceny prokuratur” – poinformowano.



W rozmowie z portalem niezalezna.pl potwierdził to również rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji.

Kobieta, która naruszyła nietykalność funkcjonariusza, jest nam znana; ustalono jej tożsamość. Materiały dotyczące zdarzenia trafią do prokuratury. Będziemy wnosić o ukaranie tej osoby. Nie może liczyć na bezkarność każdy, kto narusza nietykalność policjanta. Funkcjonariusze, którzy podejmują interwencję, przywracają porządek, zapewniają bezpieczeństwo jakiejkolwiek manifestacji lub zgromadzenia, mogą, a nawet muszą wiedzieć, że są chronieni przez prawo

– powiedział Mariusz Mrozek.