Sześć lat minęło od zabójstwa Marka Rosiaka, pracownika łódzkiego biura PiS. Mordercą był Ryszarda Cyba, w przeszłości członek Platformy Obywatelskiej. - To co zrobił Ryszard Cyba było efektem pewnej reżyserii która zaczęła się już 10 kwietnia 2010 - stwierdziła publicystka "Gazety Polskiej" Dorota Kania na antenie TVP Info.

19 października 2010 roku w biurze poselskim PiS w Łodzi Marek Rosiak został zabity strzałami z broni palnej przez Ryszarda Cybę – byłego członka Platformy Obywatelskiej. Napastnik nożem ranił drugiego pracownika biura Pawła Kowalskiego. Za tę zbrodnię został skazany na karę dożywotniego więzienia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rocznica zabójstwa Marka Rosiaka w biurze PiS

O zbrodni sprzed sześciu lat, ale również przemyśle pogardy, którego skutkiem stało się zabójstwo Marka Rosiaka, rozmawiali w programie Michała Rachonia "Minęła 20" dziennikarze Jan Pospieszalski oraz Dorota Kania.

- To co zrobił Ryszard Cyba było efektem pewnej reżyserii, która zaczęła się już 10 kwietnia 2010 - podkreśliła D. Kania.


- Termin seanse nienawiści wymyślił Jerzy Urban wiele lat temu, ale wtedy mieliśmy z nimi do czynienia. To co się działo w mediach, na Krakowskim Przedmieściu, to co się działo w przypadku krzyża. Świadome podsycanie nastrojów. Pamiętamy Donalda Tuska, który się cieszył, że jest taki fajny hyde park w Warszawie - przypominała dziennikarka "Gazety Polskiej".

- To smutny dzień. Patrzę na to z perspektywy wydarzeń, te sześć lat niczego nie nauczyły. Śmierć Marka Rosiaka i próba zabójstwa innego mężczyzny - dodał Jan Pospieszalski.

- Ostatnio byłem na czarnym proteście. Tam były dziewczyny inteligentne, fajnie wyglądające na pierwszy rzut oka. Próbowałem z nimi rozmawiać, do chwili, gdy używałem argumentów, na które nie miały kontrargumentów. One mówiły tylko: „Ale widzi pan, co się dzieje?”. Pytałem: „Co się dzieje”, a one odpowiadały: „No... to wszystko!”. Ludzie są nasyceni jakimś hejtem. To jest rodzaj pobudzenia, który jest w tych ludziach podsycany - tłumaczył.


- Cyba to był członek PO, to był członek rządzącej partii. Próbowano to później jakoś tłumaczyć, ale to był człowiek mentalnie i ideologicznie zbliżony do PO. Wystarczy przypomnieć błękitne marsze i te seanse nienawiści - przypominała Dorota Kania.