Cichaczem i bez pozwoleń ruszyła budowa Nord Stream 2. Nawet ekologom zamknięto usta

Koncern Nord Stream 2 nie czekając na zgodę UE, nie zważając na polityczne zawirowania, ani na brak oficjalnych zezwoleń rozpoczyna budowę kolejnych dwóch nitek niemiecko-rosyjskiego gazociągu

nord-stream.com mat. pras.
Koncern Nord Stream 2 nie czekając na zgodę UE, nie zważając na polityczne zawirowania, ani na brak oficjalnych zezwoleń rozpoczyna budowę kolejnych dwóch nitek niemiecko-rosyjskiego gazociągu. Już w 2019 roku ma nimi popłynąć gaz bezpośrednio z Rosji do Niemiec pomijając zupełnie kraje pośrednie w tym m.in. Polskę i Ukrainę. Co ciekawe tym razem nie protestowali nawet niezwykle aktywni w takich przypadkach ekolodzy.

W rozmowie z portalem niezalezna.pl Stephan Hartmann pracownik Centrum Komunikacji z mediami konsorcjum Nord Stream 2 AG potwierdził, że już w najbliższych dniach do miejscowości Sassnitz zostanie przetransportowana pierwsza partia rur, które posłużą do budowy kolejnych dwóch nitek gazociągu leżącego na dnie Bałtyku i łączącego Rosję z Niemcami. Podobnie jak w przypadku poprzedniego gazociągu (Nord Stream 1) w Sassnitz stalowe rury będą obudowywane betonowym kołnierzem, a następnie przewiezione na wyspę Rugia skąd będą cyklicznie kładzione na dnie morza. We wrześniu Nord Stream rozpoczął dostarczanie podobnych rur na wybrzeżu fińskim. Przeprowadzone zostały ponadto pierwsze badania techniczne i ekologiczne liczącej 1200 kilometrów trasy.

No i rozpoczęli...
Stephan Hartmann przyznał, że za kilka dni pierwsze rury trafią do Sassnitz.

- Ne nazwałbym tego jeszcze konkretnym rozpoczęciem budowy gazociągu, ale potwierdzam, że rozpoczęły się prace przygotowawcze, czyli przygotowanie do kładzenia rur i do ich transportu – powiedział nam rzecznik rosyjsko-niemieckiego konsorcjum.

W trakcie rozmowy przyznał jednak, że co prawda Nord Stream 2 nie posiada jeszcze wszystkich potrzebnych dokumentów na budowę kolejnych nitek gazociągu, ale zarząd liczy na pozytywny finał i na uzyskanie w terminie wszelkich koniecznych zezwoleń administracyjnych.

- Zakładamy, że podobnie jak w pierwszym projekcie (Nord Stream 1) uda nam się w terminie uzyskać wszelkie potrzebne pozwolenia – stwierdził Hartmann i dodał, że według posiadanych przez niego informacji wszystko wskazuje na to, iż budowa kolejnych nitek gazociągu Nord Stream 2 rozpocznie i zakończy się planowo. „Mamy nadzieję, że w 2019 roku popłynie pierwszy gaz z Rosji do Niemiec – zakończył przedstawiciel konsorcjum.   


To już początek budowy
Pracownik spółki-córki rosyjskiego Gazpromu – konsorcjum Nord Stream 2 w rozmowie z portalem niezalezna.pl nazywa obecny stan prac nad budową nowego Nord Stream, któremu nadano numer 2 „pracami przygotowawczymi”, ale nie ulega wątpliwości, że mamy już do czynienia w faktycznym rozpoczęciem budowy krytykowanego nie tylko przez Polskę kolejnego gazociągu łączącego Rosję z Niemcami, którym (według zapewnień przedstawiciela firmy budującej) już wkrótce popłynie rosyjski gaz do Europy z ominięciem krajów bałtyckich, Polski oraz Ukrainy.

W najbliższych dniach rozpocznie się transport do Sassnitz na wyspie Rugia stalowych rur (w sumie 90.000), które zostaną odpowiednio przygotowane do transportu i położenia na dnie Bałtyku. Według informacji biura prasowego Nord Stream 2 pod koniec 2019 roku nastąpi rozruch gazociągu i pierwsze testy szczelności oraz testy ekologiczne.

W nosie mają wszelkie protesty
Nie ulega wątpliwości, że Nord Stream 2 zagraża polskim interesom i bezpieczeństwu energetycznemu naszego regionu. Przypomnijmy słowa prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej, którzy uznali, że Nord Stream 2 nie ma ekonomicznego uzasadnienia i ma charakter wyjątkowo polityczny. Gazociąg, który ma przebiegać po dnie Morza Bałtyckiego, będzie przebiegał w zasadzie równolegle do funkcjonującego już Nord Stream. Podobnie jak pierwszy, również drugi rurociąg będzie przesyłał gaz z rosyjskiego Wyborga do niemieckiego Greifswaldu. Aby niknąć kłopotów z krajami bałtyckimi, oraz z Polską postanowiono położyć rury (podobnie jak za pierwszym razem) jedynie na wodach terytorialnych lub ekonomicznych Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii oraz Niemiec. Tym sposobem budowniczy unikają ewentualnych protestów strony polskiej. Protestujący przeciwko tej inwestycji argumentują, że jej realizacji będzie oznaczała zmniejszenie bezpieczeństwa energetycznego dla całej Unii Europejskiej.

Gdzie są ekolodzy?
Dlaczego pomimo tego, że już samo kładzenie rur na dnie Bałtyku jest wielkim zagrożeniem dla środowiska nie słychać, aby, przeciwko Nord Stream 2 protestowali niemieccy lub polscy ekolodzy. Dlaczego nie są zainteresowani tym, że układanie rur może naruszyć dno morskie, które obecnie stanowi coś w rodzaju niebezpiecznej „bomby chemicznej”. Przypomnijmy, że już podczas budowy pierwszych nitek gazociągu liczne ekspertyzy wskazywały, że Nord Stream może znaczne zagrozić środowisku, bowiem może naruszyć zatopione po wojnie substancje chemiczne i amunicję, leżące na jego trasie. Dlaczego w takim razie ekolodzy milczą?

Jak zamierzają wyczyścić rury?
Ekolodzy milczą i nawet nie pytają koncernu Nord Stream o to, jak zamierza dokonać sprawdzenia i końcowego czyszczenia nowych rur gazociągu przed rozpoczęciem eksploatacji? Kilka lat temu rozpętała się prawdziwa medialna burza, gdy ujawniono, że przed oddaniem pierwszego gazociągu do użytku trzeba go było wyczyścić wlewając w niego 2.3 miliarda litrów płynu z rozpuszczonym preparatem o nazwie Glutaraldehyd, co najprawdopodobniej spowodowało degradację ekologiczną.

Pisały o tym obszernie „Bild Zeitung” w artykule „Gazprom chce trujący rosół wlać do Bałtyku”, hamburski „Der Spiegel” w artykule „Gazprom planuje wypłukać rury mocno trującym środkiem” czy „Tageszeitung” w artykule „Trujący rosół dla Bałtyku”. Tak szybko, jak wtedy wybuchł ten skandal, tak szybko sprawa ucichła (najprawdopodobniej) po tym, gdy ekolodzy dogadali się z konsorcjum, które utworzyło im fundację ekologiczną z wkładem 10 milionów euro na ochronę środowiska, wtedy zamilkli całkowicie.

Nie udało nam się dowiedzieć jakim sposobem dokonano czyszczenia rur pierwszego gazociągu. Nie wiemy jak będzie czyszczony nowy gazociąg, ale można podejrzewać, że również tym razem konsorcjum „Nord Stream” po zakończeniu budowy jeszcze przed pierwszym wpuszczeniem gazu, oczyści położone pod wodą rury substancją chemiczną. Gazociąg najprawdopodobniej będzie przepłukany aldehydem, który następnie zostanie po prostu wpuszczony do Bałtyku. Być może będzie to wspomniany wcześniej preparat zwalczający bakterie i drobnoustroje – o nazwie aldehyd glutarowy. Preparat ten w wodzie jest bardzo toksyczny i zabójczy zarówno dla fauny jak i flory, a w ilości, jakiej być może zostanie zastosowany może spowodować prawdziwą katastrofę ekologiczną.

Pracownicy Nord Stream potwierdzają, że po przeprowadzeniu rutynowej kontroli ciśnieniowej gotowych do eksploatacji rur przy pomocy wody, musi być zastosowany chemiczny środek zapobiegający powstawaniu rdzy, niszczący bakterie i drobnoustroje, ale w bardzo niskim stężeniu. Ponadto konsorcjum zapewnia, że żadna decyzja nie zostanie podjęta bez odpowiednich zezwoleń wydawanych przez kraje przez które przebiegać będzie gazociąg.

 


Źródło: niezalezna.pl

#Nord Stream2 #gazociąg #UE #Unia Europejska #Gazprom

Waldemar Maszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo