- Wyniesiono komputer, aby dostać się do szuflad, szafek, rozwiercano zamki. Bez mojej wiedzy. Czego boi się p. Maciej Graniecki (szef Biura TK)? - napisał na Twitterze prof. Kamil Zaradkiewicz. Wcześniej profesor przyznał, iż nie został wpuszczony do swojego biura w budynku TK i nie może odzyskać dokumentów oraz rzeczy osobistych z biura.

W niedzielę portal tvp.info ujawnił kolejne maile sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Platformę Obywatelską. Z korespondencji wynika, że jeszcze zanim PO zaproponowała poprawkę do projektu uchwały – która pozwalała na obsadzenie większej liczby miejsc w TK kandydatami Platformy – prezes Andrzej Rzepliński, wiceprezes Stanisław Biernat i sędzia Piotr Tuleja doskonale zdawali sobie sprawę z konsekwencji działań podejmowanych przez rząd PO-PSL.

Były dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego dodał: 

Kilkakrotnie od 1992 r. uniemożliwiało w najwyższych instytucjach publicznych wstępu urzędnikom do ich gabinetów. To metody z lat 40.-50.




Prof. Zaradkiewicz pod koniec kwietnia został poproszony o rezygnację ze stanowiska. Wcześniej otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach, a awantura wywołana przez prezesa TK rozpętała się po stwierdzeniu, że:

- Każdy sąd, a TK jest sądem, tyle że specyficznym, musi orzekać wg reguł, które ustala ustawodawca. To są chociażby reguły czysto formalne, przepisy dotyczące składów orzeczniczych. 

W związku z prawdopodobnym opróżnieniem gabinetu prof. Zaradkiewicz w piśmie do prezesa TK żąda wydania rzeczy osobistych.