Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich w Pałacu Kultury miał być pokazówką dowodzącą, że zwykli sędziowie popierają „górę”. Udowodnił, że jest odwrotnie – 90 proc. sędziów zostało w domach. – Jest nas tutaj tysiąc i chciałem też zapytać, gdzie jest pozostałe dziewięć tysięcy? – pytał z mównicy sędzia Jarosław Gwizdak. A poziom wystąpień dużej części sędziów był tak kompromitujący, że stowarzyszenie Iustitia zdjęło z sieci ponad 8-godzinną relację filmową z kongresu - pisze „Gazeta Polska”.

Relacja na żywo z kongresu była szokiem dla tych, którzy nie mają na co dzień kontaktu z rzeczywistością polskich sądów. W programach telewizyjnych pojawia się bowiem głównie kilku sędziów, obeznanych z mediami i umiejących manipulować widzami – Andrzej Rzepliński, Andrzej Zoll, Marek Safjan czy Waldemar Żurek.

Tymczasem na nieszczęście dla organizatorów kongresu zaczęli z mównicy przemawiać zachęceni do tego inni sędziowie. I wszyscy mogli przyjrzeć się, z kim spotykają się na salach sądowych zwykli obywatele.

Gersdorf: „nie” dla anarchii i naruszania ładu i porządku

„Nie chcemy, aby państwo dryfowało prosto ku anarchii, nieuchronnie sprzężonego z nią naruszania ładu i porządku publicznego” – to wbrew pozorom nie fragment przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia, lecz Małgorzaty Gersdorf, Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, w czasie kongresu.

Fakt, iż jedna z najważniejszych polskich sędziów nie wyczuwa groteskowości podobnych słów, mówi w zasadzie wszystko o poziomie tego środowiska. Tym bardziej że Gersdorf użyła ich w kontekście jako żywo przypominającym ten z czasów siermiężnego PRL. Mówiła bowiem dalej o owej anarchii:

„Hasła, wznoszone od paru dni przed Sądem Najwyższym przez demonstrantów, którzy otoczyli Sąd Najwyższy namiotami, mogą być tego początkiem i tego bardzo się obawiam. Nie będę powtarzać tych haseł, bo są obrazoburcze”.


Intelektualiści i tytani

Dalej sędzia Gersdorf wychwalała mądrość sędziów, wyraźnie obawiając się, że obywatele z jakichś powodów jej nie dostrzegają:

„Prawnicy, a w szczególności sędziowie, są, czy to się komuś podoba, czy nie, są najlepiej wykształconą, propaństwową częścią narodu”.


Nie ma adwokata w Polsce, który nie zaśmiałby się po tych słowach, znając realia sądowych sal. Dalej było równie podniośle:

„Sędziowie, jeszcze raz powiem, najlepiej wykształcona część aparatu władzy publicznej an block, wykonują tytaniczną pracę na rzecz całego społeczeństwa”.


Obok patosu było też święte oburzenie na krytykę, które pojawiało się co chwilę w wypowiedziach sędziów. „Żadna władza po 1989 r. nie szanowała nas w wystarczający sposób. (…) Sędziowie nie są politykami opozycji. Nie są mafią. Nie są grupą kolesiów, która broni poprzedniego systemu czy własnych stołków i przywilejów” – mówiła Gersdorf. Apelowała też:

„Mamy dzisiaj szansę i okazję, abyśmy wyszli z cienia i pokazali się jako obywatele”.


Jesteśmy kastą, a korupcji nie ma i nie było

No i sędziowie wyszli z cienia, co zakończyło się widowiskową katastrofą. Stowarzyszenie Iustitia zdjęło z serwisu YouTube relację z kongresu, gdy na portalu Niezależna.pl zaczęły ukazywać się filmiki z fragmentami wystąpień sędziów i zaproszonych gości (potem film wrzucono z powrotem, ale jako prywatny, dostępny tylko dla zaproszonych).

Na pierwszym z filmików sędzia Irena Kamińska z Naczelnego Sądu Administracyjnego ogłosiła: „Całe życie broniłam sędziów, uważam, że to jest zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi. I myślę, proszę państwa, że damy radę”. Natychmiast w memach i filmikach pojawiła się definicja kasty: „zamknięta, endogamiczna grupa społeczna, do której przynależność jest dziedziczna”.

Przebiła ją Maria Ślęzak z Krajowej Izby Radców Prawnych, która pochwaliła się, jak okłamuje zagranicznych kolegów: „Z dumą mówię o tym, że w Polsce nie ma i nie było nawet w dawnych czasach, korupcji w sądach”. Gdyby pani radca użyła wyszukiwarki Google, dowiedziałaby się o skazanych za korupcję sędziach z Kościerzyny czy Gdańska.

Ale zdaniem Ślęzak korupcji nie było za Bieruta, w 1976 r. w Radomiu i w stanie wojennym. Zabrzmiało to jak pochwała strażników w hitlerowskim bądź sowieckim obozie za to, że… nikogo nie wypuścili za łapówkę. A to, że wysługiwali się totalitarnej, okupacyjnej władzy? To nie korupcja!

Całość artykułu w tygodniku „Gazeta Polska”