Szef "Newsweeka" dokonał wczoraj spektakularnego medialnego samobójstwa. Zarzucił portalowi Niezalezna.pl, że reklamuje ukraińskie dziewczyny do wzięcia. Pech chciał, że Tomasz Lis wytknął nam tzw. reklamę śledzącą, która pojawia się u użytkowników... na podstawie historii ich przeglądarek. Akcja wyśmiewająca Lisa za tę wpadkę była wczoraj hitem internetu - nic dziwnego więc, że dziennikarz nie wytrzymał napięcia i wyładował się na naczelnym naszego portalu.

Oto wczorajsza historia w skrócie: słonecznym popołudniem Tomasz Lis wszedł na portal niezalezna.pl i dostrzegł tam reklamę, która zwróciła jego uwagę. „Ukrainian Single Women” („ukraińskie singielki”) - głosił duży napis na czerwonym tle. Naczelny „Newsweeka” natychmiast pochwalił się swoim znaleziskiem na Twitterze. I dokonał - jak to mówi młodzież - samozaorania. 

Pech chciał bowiem, że Tomasz Lis natknął się na tzw. reklamę śledzącą. Konkretne bannery pojawiają się u użytkowników na podstawie historii ich przeglądarek. Gdy ktoś np. szukał sprzętu elektronicznego, wyświetlą mu się reklamy zachęcające go do kupna podobnych artykułów. Jakie strony internetowe oglądał więc wcześniej naczelny „Newsweeka”?



Momentalnie w sieci popularność zyskały wpisy z hasztagiem #ReklamyLisa. Stały się one wczoraj hitem internetu. O kompromitacji naczelnego "Newsweeka" napisał nawet plotkarski portal Pudelek.

Nieoczekiwanym beneficjentem wpadki Lisa stał się zaś portal Niezalezna.pl.
Setki ludzi wchodziły bowiem na naszą stronę, aby sprawdzić, czy wyświetlą im się roznegliżowane Ukrainki. Niestety, użytkownikom Twittera pojawiały się reklamy wakacji, garnków, samochodów, książek i gier komputerowych - w zależności od tego, czego wcześniej dany internauta szukał w sieci. 

















Sytuację skomentował też Grzegorz Wierzchołowski, redaktor naczelny Niezalezna.pl. Podziękował Tomaszowi Lisowi za świetną akcję promocyjną naszego portalu, prosząc o powtórzenie całej operacji. Dodał, że następnym razem "mogą być nawet Rosjanki":



Tomasz Lis nie wytrzymał chyba nerwowo tej sytuacji (albo nie wytrzymała jego żona), bo od razu zablokował naczelnego Niezalezna.pl na Twitterze. Na szczęście z wpisów innych internautów dowiadujemy się, że "ban" od Lisa otrzymały wczoraj w nocy dziesiątki innych osób: