Uchodźcy dziwią się, że mają pracować. Jak wspominają, przecież są gośćmi Angeli Merkel, która ich tutaj zaprosiła. Wobec tego nie wyobrażają sobie, by mieli się czymś zajmować.

Uchodźcy mieli aklimatyzować się w Europie. Nie dość że tego nie robią, to jeszcze jawnie odmawiają współpracy. Niemieccy azylanci odmawiają kolejnych ofert pracy. Oni zwyczajnie są gośćmi kanclerz Merkel. Nie będą więc pracować, ponieważ zostali tu zaproszeni.
 
O sprawie zaalarmował Bernd Pohlers, burmistrz Waldenburga w Niemczech w Saksonii. Trwa kryzys migracyjny, a uchodźcy nie chcą pracować - powiedział na spotkaniu.
 
Pohlers jest zaniepokojony obrotem spraw.

Azylanci odmówili pracownia. Mówią „jesteśmy gośćmi Merkel”

- dodał.

W mieście z początkiem kwietnia ruszył projekt, który aby przeciwdziałać nudzie zachęcał do podejmowania pracy. Lecz do póki uchodźcy nie mogą pracować na podstawie przepisów imigracyjnych w ramach UE, mogą jedynie podejmować pracę jeśli mają ochotę. A takiej nie mają, chyba że zaproponuje się im stawkę co najmniej 9 euro za godzinę.

Urzędnicy wymyślili plan, aby pomóc azylantom stać się bardziej akceptowanymi w ramach społeczności lokalnej. W tym celu tworzone zostały miejsca pracy. Płacono 18 £ za 20 godzin pracy.

Wszyscy mężczyźni z lokalnej społeczności uchodźców, którzy początkowo zgodzili się wziąć udział w tym projekcie odrzucili ofertę. Odkryli, że minimalna płaca a Niemczech to 7,30 £ (€ 8,50).

Następnie stwierdzili, że są gośćmi pani Merkel, a goście nie muszą pracować

– poinformował burmistrz.

Mimo prób mediacji azylanci odmówili powrotu do pracy.

Burmistrz Pohlers podał tę informację do wiadomości publicznej, ponieważ kryzys migracyjny przybiera na sile. Przyznał, że zdaje sobie sprawę z krytyki, jaka może go spotkać za wypowiedziane słowa.