Donald Trump - miliarder, który zbudował imperium nieruchomości, a następnie osiągnął gigantyczny sukces w telewizyjnym show, teraz odniósł największy triumf życia - w Cleveland formalnie został republikańskim nominatem dla prezydenta. W najnowszym sondażu szybko odrabia straty i do Hillary Clinton brakuje mu już tylko 7 punktów procentowych.

Trumpowi na liście wyborczej towarzyszyć będzie Mike Pence, gubernator stanu Indiana. To on ma być bowiem wiceprezydentem u boku Trumpa.

Nominację Donaldowi Trumpowi zapewnił jego rodzinny stan Nowy Jork - dzięki tamtejszym republikańskim delegatom miliarder przekroczył próg 1237 głosów potrzebnych do formalnego uzyskania poparcia konserwatystów. Sukcesu gratulował politykowi syn Trumpa - Donald junior - krzycząc na scenie: "Gratulacje, tato, kochamy cię".

Nominat skomentował już swój triumf na Twitterze, przysięgając "ciężko pracować i nigdy nie zawieść" wyborców. Potem zwrócił się jeszcze do uczestników konwencji wyborczej Republikanów poprzez kanał wideo, mówiąc: "To krok do przodu, ale musimy iść dalej".

Ostatnia część konwencji to obraz jedności Partii Republikańskiej, zwłaszcza w porównaniu do początku zjazdu, kiedy niektórzy wyrażali głośno swój sprzeciw wobec nominacji Trumpa. Ostateczne podliczenie głosów delegatów dla poszczególnych uczestników wyścigu o nominację wygląda następująco: Donald Trump 1725, senator z Teksasu Ted Cruz 475, gubernator Ohio John Kasich 120, senator z Florydy Marc Rubio 114.

W walce o fotel prezydenta USA Trump zmierzy się teraz z Hillary Clinton. Dość spora przewaga, jaką cieszyła się kandydatka Demokratów nad Trumpem w sondażach, coraz bardziej się zmniejsza. Wystarczy powiedzieć, że w ubiegłym tygodniu Clinton prowadziła w badaniach opinii publicznej aż 15 punktami procentowymi. Teraz różnica wynosi tylko 7 proc. (43 do 36 dla Clinton). Po demonstracji jedności Republikanów i oficjalnej nominacji dla Trumpa kandydat konserwatystów może liczyć na jeszcze korzystniejsze sondaże.