Dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego prof. Kamil Zaradkiewicz został poproszony o rezygnację ze stanowiska. Jeszcze wczoraj informowaliśmy, że otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach.

To sytuacja doprawdy przedziwna, bowiem jeszcze 20 kwietnia Kamil Zaradkiewicz pojawił się na antenie TVP Info 20 kwietnia. Mówił wówczas o tym, że orzeczenia wydawane przez Trybunał Konstytucyjny nie zawsze muszą być wiążące i ostateczne.

- Każdy sąd, a TK jest sądem, tyle że specyficznym, musi orzekać wg reguł, które ustala ustawodawca. To są chociażby reguły czysto formalne, przepisy dotyczące składów orzeczniczych. Konstytucja w wypadku żadnego sądu, ani Sądu Najwyższego, ani innych sądów, w tym Trybunału, takich reguł nie ustanawia. Ani konstytucja, ani żadna ustawa nie rozstrzyga, nie wskazuje organu kompetentnego, który miałby to rozstrzygać w sposób wiążący – tłumaczył Kamil Zaradkiewicz zaledwie na kilka dni przed wydaniem zakazu wystąpień w mediach.

Tymczasem, jak informuje TVP Info, okazuje się, że już następnego dnia Zaradkiewicz został poproszony o rezygnację ze stanowiska. Ponadto dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego nie otrzymał premii należnej po piętnastu latach pracy. Pozostałym osobom na kierowniczych stanowiskach w TK premie wypłacono.

Jak ustalił portal niezalezna.pl Kamil Zaradkiewicz został wezwany 21 kwietnia przez grupę dziesięciu sędziów, którzy w sali narad oznajmili mu, że „utracili zaufanie” do jego osoby.



CZYTAJ WIĘCEJ: Nerwy Rzeplińskiego. Jeden z dyrektorów TK dostał zakaz publicznych wypowiedzi