Ten film powstał na kanwie prawdziwych wydarzeń. „Spotlight” opowiada o ujawnieniu przez „The Boston Globe” w 2002 roku afery pedofilskiej w archidiecezji bostońskiej. Dziennikarze, za swoją niezłomną pracę otrzymali Pulitzera. Mniej oczywiste jest, że twórcy dostaną Oscara (6 nominacji). Ale to film tak ważny, jak ważna jest niezależność w pracy dziennikarza.

Dziennikarze śledczy gazety "Boston Globe" dotarli do przerażających odkryć. W Kościele Katolickim w Bostonie funkcjonowała od lat 70-tych grupa ok. 70 księży pedofilów. Seria artykułów odkrywających te mroczne tajemnice wstrząsnęła całym Kościołem. Interweniował również Jan Paweł II, który rozpoczął wewnętrzne watykańskie dochodzenie w sprawie molestowań.

Film Toma McCarthy`ego przywołuje czas pracy niestrudzonych dziennikarzy, zmowę milczenia i złożoność potwornej sytuacji. Tłumaczy, jak to możliwe, że tak długo afery były tuszowane. Mamy tu przyzwoicie prowadzoną narrację i świetną obsadę: Mark Ruffalo, Michael Keaton, Rachel McAdams i Liev Schreiber. Jest też kilka mniej prawdopodobnych scen, które bawić mogą dziennikarzy, jak ta, w której redaktor naczelny zaznacza nadmiar przymiotników w tekście. Ale to drobne złośliwości. Jedyną pretensję do twórców filmu można mieć za to, że w filmie nie ma de facto katolika, który chciałby poznać prawdę. Wszyscy wierni i praktykujący w tym filmie najchętniej odwróciliby głowę i zamietli sprawę pod dywan. Jak wiemy, to krzywdzący stereotyp. Każdy, komu zależy na dobru Kościoła Katolickiego, zależeć też musi na prawdzie. To jedyna droga.

Czy ten film szkodzi Kościołowi Katolickiemu? Nie. Kościołowi szkodzą Ci, którzy próbowali psuć go od środka, hańbiąc jego dobre imię i próbując zniweczyć jego nieocenione zasługi w szerzeniu dobra na całym świecie.