W Szwecji płoną ośrodki dla imigrantów. Wczoraj w nocy nieznani sprawcy podpalili centrum dla uchodźców w Danderyd, a w miasteczku Färingtofta na południu kraju wrzucono do domu dla imigrantów butelkę z łatwopalnym płynem. Na szczęście nikomu się nie stało. Ale skala agresji i sprzeciwu wobec azylantów w skrajnie tolerancyjnej dotąd Szwecji pokazuje, do czego doprowadziło bezmyślne zapraszanie do Europy ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Gazeta "Polish Express" informuje: 

"Wczoraj w Danderyd zostało podpalone przedszkole dla dzieci uchodźców. Pożar został ugaszony jeszcze przed przyjazdem straży. Natomiast w  miasteczku Färingtofta na południu Szwecji, do domu, który został przeznaczony dla uchodźców, nieznani sprawcy wrzucili butelkę z łatwopalnym płynem. Jednak także tutaj pożar udało się szybko opanować".


Nie są to odosobnione przypadki, bo do podobnych incydentów dochodzi od kilku miesięcy. Jak dotąd odnotowano w Szwecji aż parędziesiąt podpaleń budynków i ośrodków dla imigrantów. Doszło do tego, że wydano zalecenia, by nie ujawniać adresów nieruchomości, które mają zająć tzw. uchodźcy - pisze "Polish Express".


Z imigrantami nie radzą sobie już nawet najbogatsze kraje europejskie. W Niemczech bawarska partia CSU, koalicjant ugrupowania Angeli Merkel, już otwarcie krytykuje panią kanclerz i prowadzoną przez nią politykę imigracyjną. W Austrii bardzo poważnie rozważana jest z kolei budowa muru na granicy ze Słowenią. Austriacy, którzy jeszcze niedawno potępiali Węgrów za wznoszenie granicznego ogrodzenia, dziś sami chcą zabezpieczyć się przed napływem kolejnych hord imigrantów.