„Ksiądz nienawiści”, „dołączył do faszystów” tak dziennikarze "Gazety Wyborczej" określili księdza Jacka Międlara za to, że zgodził się wystąpić na jednym z antyimigranckich manifestacji we Wrocławiu. Mieszkańcy Wrocławia i internauci z całej Polski, oburzeni agresywną nagonką dziennikarzy solidaryzują się atakowanym księdzem.

– W naszym sercu jest ewangelia w naszym sercu jest Jezus Chrystus i w naszym sercu są te wartości, dla których każdy z nas jest gotowy oddać życie, za Polskę i za chrześcijaństwo. Musimy w pierwszej kolejności zapewnić bezpieczeństwo dla swoich rodaków, dla swojej rodziny, dla tych, którzy wyrośli z naszego dziedzictwa, którym na imię Polska i chrześcijaństwo - mówił podczas jednej z cotygodniowych wrocławskich manifestacji sprzeciwiających się sprowadzaniu do Polski emigrantów obcych kulturowo ks. Międlar.


Obecność księdza na manifestacji organizowanej przez narodowców wywołała aplauz zgromadzonych (wśród których byli także mieszkańcy Wrocławia o innych od organizatorów poglądach) i niechęć dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Ci ostatni przez cały tydzień domagali się od kurii, nauczycieli i proboszcza parafii św. Anny w której pracuje ksiądz zdecydowanej reakcji na jego zaangażowanie w marsz.

Redaktor Jacek Harłukowicz zatytułował swój tekst w wrocławskim wydaniu "Gazety Wyborczej" „Kapłan nienawiści”. Sformułowanie to powtórzył w całej serii artykułów wymierzonych w wyświęconego kilka miesięcy temu księdza.

Dziennikarze zmanipulowali też jego wypowiedź. Sformułowanie „będą nas nazywali faszystami” przerabiając na  „nazywają nas faszystami”, które wyciągnięte z kontekstu służyło dziennikarzom do manipulacji jakoby ksiądz Jacek przyznawał się do swoich „faszystowskich” poglądów. Współpracownicy księdza Jacka są oburzeni zachowaniem dziennikarzy, którzy przez cały tydzień nękali ich telefonami wypytując o różne szczegóły jego posługi.

- Jest dokładnie odwrotnie niż napisali to dziennikarze „Gazety Wyborczej”, ksiądz Jacek Międlar interesował się sprawą budowania dialogu między religijnego od dawna, współpracował z nami jeszcze zanim był księdzem i dobrze zna tą tematykę -  komentuje sprawę ataków na młodego księdza dyrektor biura regionalnego Pomoc Kościołowi w Potrzebie ksiądz Rafał Cyfka.


Z kolei jeden z wrocławskich księży, który nie chciał wypowiadać się pod nazwiskiem, komentuje sprawę krótko: "Ksiądz Jacek jest kapłanem i jego rolą jest być przy ludziach".

- Ksiądz wielokrotnie dokładnie punktował, że nie możemy karmić się nienawiścią, że muzułmanie są naszymi braćmi, ale według ewangelii w pierwszej kolejności powinniśmy bronić najpierw swojego domu i swojego dziedzictwa – opowiada jedna z wiernych parafii w której pracuje ksiądz Jacek.


Wczoraj wieczorem w ramach solidarności z księdzem kibice zorganizowali wspólne wyjście na msze wieczorną z jego udziałem. Dzięki stronie internetowej „Cała Polska w obronie księdza Jacka Międlara”, którą poparło prawie 7000 internautów sprawa nabrała charakteru ogólnopolskiego.

- To dziennikarze „Wyborczej” chcą wzniecać nienawiść i to tutaj, między Polakami  – komentuje sprawę jeden z internautów na stronie wydarzenia. Historyk, publicysta i prezes fundacji „Łączka”  Tadeusz Płużański przywykł już do specyficznej nomenklatury dziennikarzy „Gazety Wyborczej”.

 Nazewnictwo, którego użył red. Harłukowicz nie jest nowe, wszyscy którzy walczyli z komuną znają je z dawnych czasów. Księżmi, którzy mieli według komunistów siać nienawiść byli zarówno ksiądz Popiełuszko, biskup Czesław Kaczmarek, ksiądz Niedzielak i ksiądz Zych, zamordowani za swoje poglądy. Gazeta Wyborcza po raz kolejny nawiązuje do takich właśnie wzorców – komentuje sprawę Płużański.