Gen. Polko: Bez planu dla polskiej zbrojeniówki triumfują lobbyści i dziwne układy

Rozstrzyga się przetarg na dostawę 70 śmigłowców dla polskiej armii.

Dmitry A. Mottl; commons.wikimedia.org/wiki
Rozstrzyga się przetarg na dostawę 70 śmigłowców dla polskiej armii. Według nieoficjalnych informacji MON wybierze ofertę Francuzów. - Stoi to w sprzeczności z tym co głosił polski minister obrony, że będziemy stawiać na polski przemysł, na polski biznes - mówi portalowi niezalezna.pl gen. Roman Polko były dowódca GROM.

Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" napisała, że "Ważą się losy wartego miliardy złotych przetargu na 70 śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii. Według naszych informacji do testów został zakwalifikowany francuski Caracal, którego producent dopiero zamierza zbudować montownię w Łodzi"Choć w przetarg wystartowały też dwie rodzime firmy: Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu oraz Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego "PZL-Świdnik". 

- Szczerze mówiąc widzę w tym brak strategicznego myślenia. W końcu polska zbrojeniówka związała się z amerykańskim koncernami, są produkowane śmigłowce Black Hawk. Tutaj można się było dogadać, żeby też w zamian nastąpił dla nas konkretny offset, technologie, tak aby naszą zbrojeniówkę uzdrawiać. Informacja o prawdopodobnym zakupie francuskich śmigłowców stoi więc w sprzeczności z tym co głosił polski minister obrony, że będziemy stawiać na polski przemysł, na polski biznes. Nie widać tutaj działań naprawczych, mających na celu konkurencyjność polskiego przemysłu zbrojeniowego - mówi Polko.

Generał pytany z czego wynika taka polityka polskiego rządu, wyjaśnia: - Z braku szerszej wizji. Jeśli nie ma systemu pozwalającego realizować szerszy plan dla polskiej zbrojeniówki, zapewniający jej to, że kluczowy sprzęt jak śmigłowce będzie realizowany w Polsce - bo też można na tym dobrze zarobić  -  to jeśli tego brakuje to triumfują jacyś skryci lobbyści, dziwne układy. Nasza zbrojeniówka robi też zakupy drożej niż warty jest tego kupowany sprzęt, który jak się później okazuje, ma jakieś braki. Brytyjski attaché kiedyś powiedział mi, że jeśli kupujemy od naszych kooperantów samoloty, to dobrze jak byśmy sprawdzili czy mają skrzydła - mówi. 

- Często ludzie nie do końca kompetentni zajmują się przetargami na sprzęt wojskowy. To nie jest łatanie dziur na „tu i teraz”, ale przecież wejście w konkretny system obsługi i doposażenia. Trudno sobie wyobrazić abyśmy mieli w naszej armii kilkanaście typów śmigłowców, bo to strasznie podrożyłoby ich eksploatację. Myślałem, że jak współpracujemy z Amerykanami to wejdziemy po prostu w sprzęt, który jest już sprawdzony, niestety tak nie jest - podkreśla były dowódca GROM-u.

 

Źródło: niezalezna.pl,m.wyborcza.biz

JW
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo