Prokuratura postawi zarzuty kontrolerom lotu ze Smoleńska. Chodzi konkretnie o nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym. - W przypadku złej pogody Rosjanie mieli obowiązek skierować Tu-154 na inne lotnisko - powiedział rzecznik NPW.
Na dzisiejszej konferencji prasowej NPW przedstawiła aktualny stan śledztwa dotyczącego katastrofy samolotu Tu-154 M nr 101 w dniu 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, ze szczególnym uwzględnieniem wniosków wynikających z kompleksowej opinii zespołu biegłych powołanych przez prokuraturę w celu stwierdzenia okoliczności, przyczyn i przebiegu tej katastrofy.
- Działania załogi TU-154 przyczyniły się do katastrofy (...) Tu-154 nie miał prawa przy takiej widzialności zejść poniżej 120 metrów – mówił Ireneusz Szeląg. Prokurator oświadczył, że odejście na drugi krąg nie dawało szansy na uniknięcie katastrofy.
Ponadto Naczelna Prokuratura Wojskowa wskazała, że w opinii biegłych, nieodejście na drugi krąg po sygnale TAWS było „kolejną przyczyną katastrofy”. Biegli stwierdzili, że dowódca „nie miał odpowiednich uprawnień do lądowania w warunkach jakie panowały w Smoleńsku”.
- Załoga doprowadziła do zmniejszonej pracy silników, doprowadziło to do zdarzenia z drzewem – tłumaczył Ireneusz Szeląg.
Naczelna Prokuratura Wojskowa zarzuciła nieprawidłowe działania w wyznaczeniu załogi lotu o statusie HEAD.
Ponadto NPW zarzuca załodze brak uprawnień do lotu w tym dniu. Krytykując nieprawidłowe wyznaczenie załogi lotu z 10 kwietnia 2010 Naczelna Prokuratura Wojskowa podkreśla, że odpowiednie uprawnienia posiadał wyłącznie technik.
- Jako dowódcę załogi wskazano pilota, który utracił ważność uprawnień do tego typu lotów. Jako drugiego pilota wyznaczono osobę, której uprawnienia również zostały zawieszone – tłumaczył Ireneusz Szeląg.
Naczelna Prokuratura Wojskowa zdecydowała o kolejnym przedłużeniu śledztwa do 10 października 2015 roku.
Jednocześnie Ireneusz Szeląg poinformował, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa uruchomiła już procedurę zmierzającą do możliwości ogłoszenia obywatelom rosyjskim zarzutów i przesłuchania ich. Prokuratura odmawia przekazywania szczegółów o zarzutach i dowodach w tej sprawie.
NPW oskarża załogę o liczne nieprawidłowości w tym m.in.: o to, że „dowódca samolotu włączył do lądowania system FMS, który nie jest wystarczająco precyzyjny” oraz o to, że „znacznik wysokościomierza ustawiony był poniżej wymaganej normy”.
Analogicznie do tez zawartych w raporcie Millera biegli powrócili do wątku legendarnej już „pancernej brzozy”, z którą miał zderzyć się samolot.
- Samolot zaczął obracać się w lewo, nie było stabilizacji bocznej. Maszyna utraciła część lewego skrzydła. Wciąż pracujący silnik zasysał gałęzie drzew, na zewnątrz wydobywał się płomień – tłumaczy płk Ryszard Filipowicz.
Wbrew opinii wielu naukowców prokuratorzy wojskowi przekazali, że rozrzut szczątków Tupolewa był normą dla tego typu katastrofy.
- Przeprowadzane badania i ekspertyzy są wystarczające do wykluczenia tezy, że uszkodzenia te mogły powstać w skutek inny, niż zderzenie z przeszkodami i ziemią. Nie znaleziono jakichkolwiek śladów oddziaływania ognia, mogących pojawić się od wybuchu paliwa lub innego materiału. Osmolenia występowały na mniejszych fragmentach, które znajdowały się na miejscu pożaru – tłumaczył płk Ryszard Filipowicz.
Z kolei płk. Szeląg ujawnił, że zgodnie z jego wiedzą, śledztwo smoleńskie nie zostanie zakończone najprawdopodobniej przed końcem 2015 roku. Poinformował on również, że biegli pracują obecnie nad kompleksową ekspertyzą dotyczącą każdej ofiary katastrofy z osobna, uwzględniającej pełną dokumentację na ten temat.