Sytuację podkręcił dzisiaj sam Radosław Sikorski, który udał się na wizytę do... wioski Świętego Mikołaja w Finlandii. Marszałek Sejmu zwiedził tematyczny park rozrywki i spotkał się z Mikołajem przy okazji oficjalnego otwarcia honorowego konsulatu w Rovaniemi.
Na konferencji prasowej Sikorski odniósł się do doniesień prasowych na temat tzw. kilometrówek. Przypomnijmy, że z publikacji tygodnika „Wprost” wynika, że w latach 2007-2014, w czasie, gdy Radosław Sikorski pełnił funkcję szefa MSZ, pobierał również środki na na podróże prywatnym samochodem.
- Limit kilometrowy na podróże krajowe jest w Sejmie niewysoki. Wykorzystywałem jedną trzecią tego limitu – tłumaczył Sikorski przekonując, że jeździł prywatnym samochodem, aby oddzielać obowiązki poselskie od ministerialnych.
Jednocześnie Radosław Sikorski tłumaczył, że również politycy opozycji, którzy domagają się teraz odwołania Sikorskiego z funkcji Marszałka jeździli prywatnymi samochodami, choć przysługiwały im auta służbowe.
- W dwa lata tej kadencji rozliczył tyle, ile ja w siedem lat. W czym nie ma nic nagannego, bo jego okręg wyborczy jest jeszcze dalej od mojego. Czasami, tak jak ja, pewnie jeździł samochodem służbowym, a czasami prywatnym. To jest zgodne z przepisami (...) Gdybyśmy tego nie robili, można by nam było postawić odwrotne zarzuty, że korzystamy z transportu ministerialnego do poselskich zadań - tłumaczył Radosław Sikorski.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami posłowie, którzy podróżują własnymi samochodami, za przejechany kilometr dostają 83 grosze.
Na wyjaśnienia Sikorskiego błyskawicznie zareagowali internauci:




