Na początku spotkania minutą ciszy uczczono pamięć poległych na wschodniej Ukrainie.
Podczas posiedzenia porównano obie tragedie, z 10 kwietnia pod Smoleńskiem i 17 lipca w okolicach Doniecka. Na sali byli obecni Ewa Błasik, żona śp. generała Andrzeja Błasika, Andrzej Melak, Wiesław Binienda, Redbad Klynstra.
- Podobieństwa występują głównie w zachowaniu Federacji Rosyjskiej, a różnicę widać np. w reakcji rządów, mediów i opinii publicznej. Brak właściwej reakcji naszego rządu po 10 kwietnia 2010 r. przyczynił się do tego, że niemal 300 osób musiało ponieść śmierć nad Donieckiem. To zagrożenie wciąż trwa - powiedział Antoni Macierewicz. - Jeśli nie zanalizujemy dobrze zbrodni smoleńskiej, takie sytuacje będą się powtarzać – zaznaczył wiceprezes PiS.
Na prezentacji przedstawiono zdjęcia i fakty obrazujące podobieństwa i różnice wyjaśniania tragedii z 2010 i 2014 roku.
Moskwa zaprzecza faktom
Rok 2010:
Od samego początku Rosja oskarżyła polskich pilotów, a także generała Andrzeja Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Mówiono i pisano o czterech podejściach, nieznajomości rosyjskiego, braku doświadczenia pilotów, a nawet o chaosie i pijaństwie na pokładzie. Samolot miał się rozbić o radiolatarnię, brzozę lub wywrócić do góry kołami po uderzeniu w ziemię. Dla ukrycia prawdy niszczono dowody, fałszowano sekcje zwłok, ekspertyzy dotyczące materiałów wybuchowych i odczyty zapisów czarnych skrzynek. Zmuszano świadków do fałszywych zeznań. Do dziś Moskwa przetrzymuje kluczowe dowody, stanowiące polską własność i oskarża pilotów o tragedię, której sama jest winna.
Rok 2014:
Strona rosyjska nie przyznała się do udzielenia pomocy bojownikom, w tym przekazania zestawów rakietowych BUK. To oficerowie rosyjscy obsługiwali rakiety, które zestrzeliły malezyjski samolot. Rosja próbowała zrzucić odpowiedzialność za katastrofę na państwa inne, zwłaszcza na Ukrainę. W pierwszych godzinach po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu Putin oskarżył Ukrainę za tragedię, bo doszło do niej na ukraińskim terytorium.
Porównano np. wygląd foteli z samolotu rządowego i z malezyjskiego Boeinga 777.
Fotele z tupolewa są w kawałkach, a z boeinga w całości. Warto zwrócić uwagę, że w Boeingu (spadł z 10 km) zachowało się w całości większość ciał.
W okolicach Doniecka fotele spadły z 10 km:

W Smoleńsku mamy niski lot, a fotele są w dużo gorszym stanie:

W konferencji uczestniczył Redbad Klynstra - aktor i reżyser pochodzenia holenderskiego, mieszkający i pracujący głównie w Polsce. Mówił m.in. o stanowisku Holendrów w odniesieniu do katastrofy na Ukrainie i presji, jaką naród wywarł na premierze.
- Społeczeństwo holenderskie jest jeszcze w fazie szoku. Chciałem powiedzieć, w jakim kontekście ta katastrofa się odbywa. Holendrzy od II wojny światowej nie są przyzwyczajeni do śmierci nienaturalnej. Druga sprawa rzuca trochę inne światło na to, w jaki sposób Holendrzy się z tą katastrofą obchodzą. To zwykli obywatele jechali na swoje upragnione wakacje. Z wypowiedzi ludzi wynika, że każdy Holender znał kogoś, kto zna kogoś, kto leciał tym samolotem lub rodzinę tej osoby, ponieważ społeczeństwo jest małe. Właściwie każdy miał taką refleksję, że to mógł być każdy z nas – i to przeraziło Holendrów - zaznaczył Klynstra.
- Holendrzy nie byli wściekli od początku. W swoim pragmatyzmie zakładali, że mogło się wydarzyć coś, co nie musiało być niczyją winą. I dalej idąc taką prostą obywatelską logiką, dopóki śledztwo nie wyjaśn,i co się wydarzyło, nie byli skorzy do tego, żeby kogokolwiek oskarżać. Wściekłość postała wtedy, kiedy okazało się, ze wszyscy, którzy są władni na miejscu katastrofy, żeby pomóc, tego nie robią. Premier i najważniejsi ministrowie w tej sprawie próbowali na początku tonować emocje. Pod presją społeczeństwa premier zreflektował się i wystąpił z konkretnym planem, który nie tyle uspokoił Holendrów, co przedstawił im jasną perspektywę działań. Ten plan zakładał trzy rzeczy. Po pierwsze zabrać wszystkie szczątki ludzkie oraz samolotu z tego miejsca. Premier w rozmowie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem powiedział, że w związku z tymi relacjami (gospodarczymi), które ściśle łączą Holandię i Rosję, prosił o pomoc, by zrobił wszystko, by miejsce katastrofy było bezpieczne i żeby odpowiednie służby mogły zabrać z miejsca katastrofy co trzeba. Drugim punktem tego planu było przeprowadzić śledztwo i wskazać konkretnych winnych, żeby były to konkretne osoby, nawet jeśli byliby to ci,którzy wydali rozkaz, czy nacisnęli guzik. W tej kwestii nie było jeszcze konfrontacji, jesteśmy w Holandii w tym pierwszym punkcie. Trzeci punkt zakładał bardzo wyraźnie, że po realizacji drugiego należy pojmać i osadzić tych konkretnych podejrzanych. Konfrontacja będzie zawsze, gdy ktoś przeszkodzi nam realizować założony plan. Holandii nie obchodzi, co kto myśli o realizacji tego planu, natomiast jeśli ktoś chce pomóc, jest witany z otwartymi rękami - zaznaczył reżyser.
- Ten plan ustalono pod presją społeczeństwa - podkreślił jeszcze raz. - Premier doskonale wie, że to naród jest jego pracodawcą. Musiał szybko działać. W ciągu 24 godzin od tragedii zreflektował się i zaczął realizować wolę narodu – podkreślał Klynstra.