Sytuacja polityczna w Polsce zrobiła się tak dziwna, że elity naszego kraju nie muszą się w zasadzie przejmować opinią wyborców. Donald Tusk doszedł już w tym do mistrzostwa. Podnosi podatki, doprowadza do wzrostu cen, zwija służbę zdrowia, cofa inwestycje, a nawet pluje na własny elektorat i na koniec mówi: No chyba nie zagłosujecie na PiS? Taktyka jest skuteczna, bo nadal ma wysokie poparcie. Rząd ma niskie notowania, ale KO prowadzi w badaniach opinii publicznej.
Jeśli chodzi o podejście do społeczeństwa, to po drugiej stronie barykady wygląda to z grubsza podobnie. Też już mało kto wnika w oczekiwania elektoratu. Nie wiem, czy prowadzone są szczegółowe badania na ten temat. Pewnie trudno o takie w czasie, gdy największej partii opozycyjnej zabrano wszystkie pieniądze. W działalności więc większość skupia się na wewnętrznych bojach o to, kto kogo wygryzie w rozgrywkach wewnątrz i międzypartyjnych.
Jest jednak coś, co sprawia, że polscy politycy stają na baczność – głos sojuszników z zagranicy. W niczym tak bardzo nie przejawia się schyłkowość państwa polskiego jak w reakcjach na zewnętrzną krytykę. W wypadku obecnego rządu widać to wyraźnie. Oto jeden z dziennikarzy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” doszedł do wniosku, że Donald Tusk jednak nie przywrócił praworządności i ma mało sukcesów, jeśli chodzi o walkę z prawicowym populizmem. No i połowa narodu już odruchowo czuje wstyd przed Niemcem, że zawiedli oczekiwania. Pojawiają się analizy, a artykuł rozchodzi się w polskich mediach. Wystarczy drobny pomruk Komisji Europejskiej, a już polski premier stoi z kwaśną miną, mnąc czapkę. Tak jakby scena polityczna w naszym kraju była grupą uczniaków w klasie, która natychmiast reaguje, widząc przechodzącego nauczyciela. To już nawet nie jest kraj drugiej kategorii. Nawet nie prowincja. Kraj zniewolony.
Najkrótsza historia wszechświata -TIKW prostym językiem - Tomasz Sakiewicz https://t.co/mOIcmgprng
— Tomasz Sakiewicz (@TomaszSakiewicz) May 31, 2026