Dzisiaj rozpoczyna się kolejne posiedzenie Sejmu i zwyczajowo marszałek Ewa Kopacz spotkała się z dziennikarzami, którzy skorzystali z okazji, aby zapytać, dlaczego Sejm nie zajmie się skandalem w dolnośląskiej Platformie Obywatelskiej i korupcyjnych propozycjach. Posłowie PiS domagali się bowiem, aby na tym właśnie posiedzeniu premier Donald Tusk przedstawił informację o bulwersujących wydarzeniach.
Kopacz początkowo próbowała bagatelizować problem: "takich wniosków przed posiedzeniem Sejmu jest bardzo dużo" i zapowiedziała, że odpowie, zgodnie z regulaminem, w ciągu czterech miesięcy.
Nasz reporter dopytywał się dlaczego marszałek Sejmu próbuje zwlekać, skoro ten temat obecnie bulwersuje opinię publiczną.
- Uważam, że w sprawie, w której toczy się postępowanie, bo toczy w prokuraturze, ani Sejm, ani ja, nie chcielibyśmy zastępować tych instytucji, które są przypisane do tego by wyjaśniać takie sprawy - próbowała przekonywać E. Kopacz.
Tłumaczenia marszałek Kopacz brzmią jednak mało przekonująco, bo posłowie wielokrotnie debatowali nad sprawami, którymi równocześnie zajmowali się prokuratorzy i wówczas śledztwo nie przeszkadzało. Wystarczy chociażby przypomnieć aferę Amber Gold. Po jej wybuchu, ujawnieniu nadużyć w wymiarze sprawiedliwości, czy niejasnej roli syna premiera, odbyła się sejmowa debata. Jeśli Ewa Kopacz zapomniała, przypominamy. Działo się to w sierpniu 2012 r., a głos zabierał nie tylko premier, ale również minister finansów Jacek Rostowski i ówczesny minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, a także prokurator generalny Andrzej Seremet.
Wtedy było można, a teraz lepiej nie, bo skandal dotyczy bezpośrednio Platformy Obywatelskiej?
Zobacz naiwne tłumaczenie Ewy Kopacz
