​Zagłosuję, bo chcę wrócić do lepszej Polski

Z dr Mirosławą Dulczewską-Miller, na stałe mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, o tym, dlaczego przyleciała do Polski, by wziąć udział w warszawskim referendum, rozmawia Katarzyna Pawlak ("Gaz

Igor Smirnow/Gazeta Polska
Z dr Mirosławą Dulczewską-Miller, na stałe mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, o tym, dlaczego przyleciała do Polski, by wziąć udział w warszawskim referendum, rozmawia Katarzyna Pawlak ("Gazeta Polska Codziennie").
 
Ile godzin trwa lot z Chicago do Warszawy?
Standardowy zapewne trwałby o wiele krócej niż mój, ale nie chciałam lecieć słynnym już awaryjnym dreamlinerem LOT-u, a to oznaczało dwie przesiadki. Łącznie blisko 20 godzin lotu.
 
Leciała Pani 20 godz., by zagłosować w referendum, chociaż odradzają tego publicznie nawet polski premier i prezydent?
Właśnie dlatego przyleciałam. Obserwuję na co dzień, jak funkcjonuje demokracja w Stanach Zjednoczonych, i byłam zszokowana taką postawą polskich władz. Nie tym, że bronią pani prezydent, ale tym, że naruszają demokratyczne standardy. Przy urnie można oddać przecież głos na „tak” albo na „nie”. Planowałam przylecieć do ojczyzny nieco później, by odwiedzić bliskich, pójść na rodzinne groby, ale zmieniłam daty, tak żeby połączyć wizytę z udziałem w referendum.
 
Czy jest Pani wciąż zameldowana w stolicy?
Tak, jestem rodowitą warszawianką i wciąż mam meldunek przy ul. Domaniewskiej. Dowiedziałam się przed wylotem, czy i gdzie mogę głosować. Zagłosuję i tuż po tym, w niedzielę wrócę do Stanów.
 
No właśnie. Weźmie Pani udział w referendum, ale wróci do Stanów. Dlaczego więc Pani głosuje?
Planuję powrót. Mam w USA przyjaciół, świetnie prosperującą przychodnię, ale tęsknię za ojczyzną. Chciałabym wrócić do lepszej Polski. Dlatego zagłosuję.
 
Od 20 lat mieszka Pani jednak w USA. Czy odwiedzając Warszawę, nie dostrzega Pani, że zmieniła się przez te lata? Zwolennicy Hanny Gronkiewicz-Waltz przekonują, że to jej zasługa.
Śledzę na bieżąco sytuację w Polsce. Oczywiście, że dostrzegam zmiany na lepsze, ale przy skali m.in. funduszy unijnych, które są kierunkowane na inwestycje, nie nazwałabym tego sukcesem, ale koleją rzeczy wynikającą z postępu, który obserwuję na całym świecie. Słucham ludzi, dużo rozmawiam i nie słychać pochwał dla pani prezydent, ale krytykę. Nawet teraz, gdy jadę taksówką czy rozmawiam w sklepie ze sprzedawczynią, kiedy pytam, czy idą na referendum, wszyscy przytakują i zaczynają narzekać na panią prezydent.
 
Za co?
Chociażby za ustawę śmieciową, nagrody dla urzędników, niezagospodarowany plac przy Pałacu Kultury, bardzo drogie bilety komunikacji miejskiej. Znajomi w USA uwierzą Pani, że od kilku lat w Warszawie, pomimo ogromnych funduszy, władze nie potrafią wybudować krótkiej linii metra? Uznają, że opowiadam im dowcip.


 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Katarzyna Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo