Aktywistka Strajku Kobiet otwarcie przyznaje, że akcja napędzana jest nienawiścią. "Jestem na ulicy od 7 lat"

W Strajku Kobiet nie chodzi o walkę o prawa, a głoszenie mowy nienawiści? Takie wnioski można wysnuć po ostatnim wystąpieniu jednej z jego uczestniczek.

Twitter

28 listopada pod domem prezesa Prawa i Sprawiedliwości, pod pretekstem walki o prawa kobiet, zebrali się przeciwnicy rządu z Martą Lempart na czele. Uczestnicy manifestacji - jak to mają w zwyczaju - z wulgarnymi banerami wykrzykiwali równie ordynarne hasła. Znalazł się jednak i czas na dłuższe wystąpienia. Jednego z nich dokonała prezes stowarzyszenia Kongres Świeckości Bożena Przyłuska.   

W sieci pojawiło się nagranie, na którym kobieta oświadcza, że ma "niebinarne dziecko", które chce wyjechać z Polski.

"Ja jestem na ulicy od siedmiu lat, a moje dziecko wyjdzie z tego kraju, bo jest zaszczute, przez tego człowieka, co tam mieszka"

- mówi Przyłuska. Aktywistka Strajku Kobiet przyznaje, że w protestach zaczęła brać udział niedługo po zwycięstwie Zjednoczonej Prawicy w wyborach i czuje nienawiść do prezesa PIS, bo ten "zdemolował jej kraj, zabija jej siostry i rozbija rodzinę".

Wypowiedź Przyłuskiej jest szeroko komentowana przez internautów, którzy w większości stwierdzają, że większą krzywdę wyrządza rodzic, przyzwalając na "niebinarność" dziecka. Szef portalu tvp.info zwraca jednak uwagę na fakt, iż kobieta sama podkreśla, że nie radzi sobie z emocjami.

Jednak szybko doczekał się pełnej "miłości" odpowiedzi.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo