Opozycyjni „eksperci” od obronności mówią wprost: niektóre kontrakty na dostawę broni trzeba będzie zerwać po wyborach!

Spotkanie liderów opozycji zainicjowane przez byłych prezydentów – Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego wbrew pozorom miało nie tylko wymiar polityczno-propagandowy. Bardzo znacząca i niebezpieczna (być może właśnie dlatego nienagłaśniana) była dyskusja partyjnych „ekspertów” od obronności. Z jej przebiegu jasno wynika, że gdyby PiS przegrało wybory, los zawieranych obecnie przez MON kontraktów na dostawy broni dla polskiej armii byłby co najmniej zagrożony.

Uczestnicy konferencji „Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – rola Polski”
YouTube@Super Express 2

We wtorek odbyła się w Warszawie konferencja „Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – rola Polski” zorganizowana przez fundację Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae oraz Instytut Bronisława Komorowskiego. Jak zapewniali inicjatorzy konferencji, jej celem miało być dokonanie oceny konsekwencji „dla bezpieczeństwa NATO i Polski” po rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz „oceny kierunku i zakresu przyspieszonej modernizacji Sił Zbrojnych realizowanej przez obecne władze Rzeczypospolitej Polskiej”.

Pierwszą część spotkania zdominowały wystąpienia byłych prezydentów - Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego oraz liderów opozycji z Donaldem Tuskiem na czele. Do zebranych przemawiał także ambasador USA w Polsce Mark Brzeziński. 

Znacznie ciekawsza od pierwszej części konferencji, która za wyjątkiem wystąpienia Brzezińskiego sprowadzała się do krytyki poczynań rządu oraz mglistych zapowiedzi „naprawy sytuacji” po ewentualnie wygranych przez opozycję wyborach - była druga jej odsłona z udziałem partyjnych ekspertów.

W części tej z ramienia Polski 2050 wystąpił gen. broni (w rezerwie) Mirosław Różański (który m.in. pełnił funkcję dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych w latach 2015-2016), z ramienia PSL Koalicji Polskiej poseł Marek Biernacki (były minister spraw wewnętrznych 1991-2001), Janusz Zemke (wiceminister obrony narodowej 2001-2005), który reprezentował Nową Lewicę, Magdalena Sroka z Porozumienia oraz Tomasz Siemoniak - minister obrony narodowej w rządzie PO-PSL w latach 2011-2015. 

Uczestnicy dyskusji zgodnie kwestionowali zasadność i sposoby podejmowania decyzji dotyczących zakupów uzbrojenia dla polskiej armii.

Mirosław Różański stwierdził, że minister Mariusz Błaszczak „zastawił swoistą pułapkę”, która w jego opinii polega na tym, „że legitymacją do jego (szefa MON) działania jest to, że za naszą granicą jest wojna”.

– Kiedy słyszymy o tym, że ma być zakupiony kolejny sprzęt, dostarczony w siłach zbrojnych, też jestem pytany np. przez dziennikarzy na zasadzie takiej – „czy czołg Abrams jest dobrym czołgiem?”, albo „czy czołg K2 jest dobrym czołgiem?” Trudno odpowiedzieć negatywnie, że to jest zły sprzęt, ale czy o to chodzi? Mam daleko idącą wątpliwość

– zastanawiał się Różański.

Zapewnił jednocześnie, że zaangażowanie Rosji w wojnę na Ukrainie „daje nam (Polsce) czas”. – Rosja dzisiaj, gdyby chciała spojrzeć w kierunku zachodnim, to nie jest to możliwe przez najbliższe lata, niektórzy twierdzą, że nawet do dekady – przekonywał doradca Hołowni.

Marek Biernacki ubolewał, że MON „nie wykorzystuje” fachowej wiedzy wojskowych (w stanie spoczynku). – Wszystkie powinny być ręce na pokład. Powinny być analizy, dokumentacja, dopracowanie całej doktryny wojennej, w oparciu o to, co się dzieje w Ukrainie. Jest zakupiony sprzęt i tej konsultacji nie ma – ubolewał ekspert PSL, oceniając tę sytuację, jako „bardzo niebezpieczną”.

Wojskowy doradca Nowej Lewicy Janusz Zemke politykę zakupową MON nazwał „falą nieszczęść” i zaapelował, aby opozycja nie czekała do wyborów, ale podjęła zdecydowane działania już teraz. Zemke nie doprecyzował jednak na czym te działania miałyby polegać. – To z czym mamy do czynienia dzisiaj, to jest chaos połączony z megalomanią – ocenił.

Zemke wyraził obawę, że zapowiedzi ministerstwa obrony dotyczące zakupów uzbrojenia „w ciągu roku przyobleką się w umowy”, a kiedy „za rok” opozycja dojdzie do władzy „czołgi będą stały w garażach a samoloty będą stały w hangarach”. Przekonywał, że stanie się tak, ponieważ „nie będzie logistyki, uzbrojenia i szkolenia” oraz „państwo nie wytrzyma tego finansowo”. – Himarsów – 500, polskich Krabów – 120, koreańskich armatohaubic – 600; przecież nie ma armii świata, która tyle by tego miała. Po co to? – pytał Zemke.

Tomasz Siemoniak ubolewał, że opozycja nie zna szczegółów związanych z negocjacjami ws. zakupów uzbrojenia.

– Nie wiemy nic więcej ponad to, czy prawie nic więcej, co publicznie jest mówione i jest to zdumiewające, ponieważ opozycja reprezentuje miliony wyborców i ma wszelkie przesłanki do tego, żeby myśleć o rządzeniu w najbliższej przyszłości

– wyznał.

Co w związku z tak miażdżącą diagnozą zamierza zrobić opozycja po (ewentualnie) wygranych wyborach parlamentarnych? Jaka będzie przyszłość kontraktów zbrojeniowych zawartych przez rząd Zjednoczonej Prawicy?

Według eksperta Nowej Lewicy, należy sobie odpowiedzieć na pytanie „co z tych programów trzeba będzie koniecznie zrealizować”.

– To jest rzeczywiście poważny dylemat, jakie są tak naprawdę priorytety. (…) Ja nie mogę zrozumieć, także wojskowi, których się o to pytam, po co nam tyle armatohaubic, artylerii rakietowej, jeżeli jeszcze nie tak dawno mówiliśmy, że maksimum, które potrzebuje polskie wojsko, to było 120 Krabów

– zastanawiał się Janusz Zemke.

Marek Biernacki przestrzegał przed konsekwencjami budżetowymi związanymi m.in. z zakupami uzbrojenia. – To spada na opozycję, na nas bardzo trudne zadanie, żeby raz – pokazywać to, ale, żeby też stawić opór, bo naprawdę państwo w swoim budżecie będzie miało duże problemy. (…) Nie możemy dopuścić do tego, że państwo polskie będzie zadłużone w tak fatalny sposób, jak to się szykuje – tłumaczył ekspert PSL.

– Dlatego też ja tu stoję na stanowisku, że myśmy już teraz powinniśmy jako opozycja w tym względzie przedstawić swoich ekspertów, fachowców, którzy będą pracowali wspólnie nad tego typu działaniami, jakie kontrakty są dobre, jakie są kontrakty wadliwe i jak będziemy dalej postępować

– apelował. 

Mirosław Różański nawiązując do słów Siemoniaka, który wskazywał, że opozycja nie zna szczegółów negocjacji dotyczących zakupów uzbrojenia przyznał, że w jego ocenie konieczna będzie weryfikacja umów i kontraktów zawartych przez obecne kierownictwo MON.

Myślę, że następny krok będzie wymagał pewnej odwagi, ale niektóre z tych umów należy zrewidować, bo dzisiaj w umowie o charakterze ramowym nie wiemy tak naprawdę, co jest zapisane, jakie są zobowiązania, jakie są perspektywy, sposób płatności. (…) Myślę, że warto jednak prowadzić taką dyskusję podczas kolejnych spotkań, może w innym wymiarze, ale być przygotowanym na to, żeby móc powiedzieć jednoznacznie: to kontynuujemy, to może należy zweryfikować co do ilości, a niektóre z umów – mówię z całą odpowiedzialnością – może trzeba będzie zerwać

– wyjaśniał doradca Szymona Hołowni.

Tomasz Siemoniak z kolei wyraził obawę, że w przyszłym roku będzie funkcjonowała „świadomie napompowana do niebotycznych rozmiarów wielka lista” zakupów zbrojeniowych, „której żaden rząd” nie będzie w stanie „wypełnić finansowo”. Zdaniem Siemoniaka, bezpieczeństwo Polski zależy „nie tylko i wyłącznie” od posiadania przez armię „sprzętu wojskowego”. 
 

 

 



Źródło: niezalezna.pl, bronislawkomorowski.org, YouTube@Super Express 2

po
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo