Najsłynniejsze prowokacje III Rzeczypospolitej. Jak służby kreują politykę

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Brudna kampania na wyborczym finiszu w Elblągu do złudzenia przypominała prowokacje z minionych lat, za którymi stały służby specjalne. W podobny sposób zachowały się także media, które ochoczo podchwyciły temat i nagłaśniały próbę skompromitowania kandydata PiS – pisze „Gazeta Polska”.

Brak dekomunizacji, lustracji, a co za tym idzie – faktycznej weryfikacji wojskowych i cywilnych służb specjalnych PRL doprowadził do tego, że komunistyczna bezpieka posługiwała się (i nadal to robi) metodami Polski Ludowej w III RP. Całość dopełnia przekaz medialnych dzieci Urbana, które w cynizmie i wątpliwej sztuce posługiwania się manipulacją i kłamstwem prześcignęły swojego ojca.

Wystarczy przypomnieć sprawę śp. Andrzeja Kerna, nieudane próby uwikłania w aferę Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich czy też nieprawdziwe zarzuty dotyczące łamania prawa za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Klasycznymi akcjami służb były afery Olina i Anny Jaruckiej, które skutecznie wyeliminowały dwóch kandydatów na prezydenta: urzędującego Lecha Wałęsę i potencjalnego Włodzimierza Cimoszewicza.

Fałszywe uprowadzenie Agaty

Mec. Andrzej Kern był znanym i cenionym łódzkim adwokatem. W okresie PRL był obrońcą m.in. Grzegorza Palki i Jerzego Kropiwnickiego, późniejszych prezydentów Łodzi. Doradca Solidarności, internowany, nękany przez Służbę Bezpieczeństwa, nigdy nie poszedł na żadne ustępstwa. Współtworzył Porozumienie Centrum – był jednym z najbliższych współpracowników braci Kaczyńskich. W 1991 r. został wicemarszałkiem sejmu i rozpoczął prace nad ustawą, na mocy której można byłoby odebrać majątek byłej PZPR, który przejęła SdRP, będącą w rzeczywistości postkomunistyczną partią z nową etykietą.

Rok później, 29 czerwca 1992 r., TVP nadała dramatyczne wystąpienie wicemarszałka Kerna, w którym apelował o pomoc w uwolnieniu porwanej, a następnie przetrzymywanej 16-letniej córki Moniki. Kilka dni wcześniej dziewczyna uciekła ze starszym o pięć lat chłopakiem Maciejem Maliszewskim, a w ukrywaniu pary pomagała jego matka Izabela Malisiewicz-Gąsior oraz biznesmen i zarazem polityk KLD Janusz Baranowski.

Niemal natychmiast po wystąpieniu wicemarszałka ruszyła dobrze nam dziś znana medialna machina. Jacek Hugo-Bader w „Gazecie Wyborczej” pisze reportaż pt. „Mezalians”, w którym przedstawia „zaszczutych” rodziców chłopaka Moniki Kern, sygnując ich nazwisko jedynie inicjałem. Pojawiają się insynuacje o nadużywaniu władzy przez wicemarszałka. Znana ze „zbrodni PiS” nuta zaczyna brzmieć niemal we wszystkich mediach. W sprawę poszukiwania Moniki angażują się służby specjalne, a ściślej ujmując – były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, a następnie Urzędu Ochrony Państwa Jan Lesiak (kilka miesięcy później został w UOP szefem zespołu zajmującego się inwigilacją prawicy). W sierpniu 1993 r. na ekrany wchodzi film pt. „Uprowadzenie Agaty”, który nawiązuje do historii Moniki Kern i Macieja Malisiewicza. Reżyserem jest Marek Piwowski – według dokumentów IPN zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Krost”, natomiast producentem Lew Rywin – w archiwach bezpieki figurujący jako TW „Eden”.

Wicemarszałek Kern jest skończony jako polityk i osoba publiczna.

– Ta sprawa była największą kompromitacją środowiska medialnego w dziejach III Rzeczypospolitej – stwierdził prof. Ryszard Legutko. Prawdziwe kulisy prowokacji i politycznego wyroku na Andrzeju Kernie pokazał w pełni film Grzegorza Królikiewicza, przyjaciela byłego wicemarszałka. Film został wyemitowany w 2010 r., trzy lata po śmierci Andrzeja Kerna i siedemnaście lat po jego medialnej egzekucji.

Dramat, którego nie było

Siedem miesięcy temu, 20 grudnia 2012 r., Sąd Najwyższy oddalił kasację Janusza Pineiro i Jerzego Klemby – żołnierza wojskowych służb specjalnych PRL, a następnie Wojskowych Służb Informacyjnych. Decyzja SN sprawiła, że ich wyroki: 2 lata i 8 miesięcy więzienia za wyłudzenie ok. 2 mln zł stały się ostateczne. Sprawa dotyczyła bocznego wątku afery FOZZ, a nazwiska obydwu mężczyzn stały się głośne w związku z wyemitowanym w TVP filmem pt. „Dramat w trzech aktach” , który poprzedził reportaż Piotra Pytlakowskiego w tygodniku „Polityka” dotyczący tej samej tematyki. Reżyserami filmu byli Witold Krasucki oraz Grzegorz Nawrocki, którzy za tę produkcję otrzymali w grudniu 2001 r. tytuł Hieny Roku od Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

„Dramat w trzech aktach” został wyemitowany przed kampanią wyborczą do sejmu i w trakcie urzędowania Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości w czerwcu 2001 r. Poszukiwani listami gończymi Klemba i Pineiro twierdzili w filmie, jakoby w latach 90. przekazywali pieniądze z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego działaczom Porozumienia Centrum – partii braci Kaczyńskich. Do nagłośnienia „Dramatu w trzech aktach” ruszyła także lewicowa „Trybuna”. W rządzonej wówczas przez Roberta Kwiatkowskiego TVP nie pozwolono widzom zapomnieć o insynuacjach wobec braci Kaczyńskich. Olga Lipińska w swoim kabareciku umieściła piosenkę, w której śpiewano, że „jadą kaczory, a z nimi forsy pełne wory”. Dopiero kilka lat później okazało się, że nienawidząca lustracji i prawicy Lipińska ma ku temu osobiste powody – według akt IPN jej mąż został zarejestrowany przez bezpiekę jako tajny współpracownik. A ona sama od władzy czerpała spore profity. Także w III RP, dzięki przyjaźni z Jolantą Kwaśniewską, która użyczała Lipińskiej ochrony BOR.

Po upublicznieniu filmu bracia Kaczyńscy skierowali sprawę na drogę sądową, a Janusz Pineiro, który sam po emisji filmu zgłosił się do prokuratury, został aresztowany. Areszt opuścił po dojściu do władzy SLD. Jerzy Klemba, który ukrywał się w Wenezueli, otrzymał list żelazny i po wpłaceniu kaucji przyleciał do Polski tuż przed wyborami we wrześniu 2001 r.

Pineiro i Klemba powtarzali swoje zarzuty przed Sądem Okręgowym w Warszawie w głównym procesie w sprawie FOZZ, gdzie zeznawali jako świadkowie. Według prokuratury, w latach 1989–1990 afera FOZZ spowodowała 350 mln zł strat. Sądy uznały, że straty wynoszą co najmniej 134 mln zł. 

Sąd Okręgowy skazał w 2005 r. Żemka na 9 lat więzienia i 720 tys. zł grzywny; jego zastępcę Janinę Chim – na 6 lat i 500 tys. zł grzywny, biznesmena Dariusza Przywieczerskiego – na 3,5 roku, a trzy inne osoby – na kary do 2 lat więzienia. – Wśród świadków są i tacy, których miejsce było na ławie oskarżonych, obok Żemka – mówił sędzia Andrzej Kryże, uzasadniając wyrok. Dodał, że chodzi o Pineiro, którego zeznania o rzekomym finansowaniu przez FOZZ partii politycznych sąd uznał za mało wiarygodne. W 2006 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie zmniejszył zasądzone kary. Żemkowi wymierzył 8 lat i 5 tys. zł grzywny; Chim – 5 lat i 5 tys. zł grzywny, a Przywieczerskiemu – 2,5 roku. Janina Chim i Grzegorz Żemek opuścili już więzienie, Dariusz Przywieczerski jest poszukiwany listem gończym.

Proces, który bracia Kaczyńscy wytoczyli TVP, zakończył się ostatecznie ugodą dopiero w 2004 r. po zmianie władz TVP – Lech i Jarosław Kaczyński zostali przeproszeni na antenie Telewizji Polskiej.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”

 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Zbierał podpisy pod kandydaturą Andrzeja Dudy. Został pobity i zabrano mu teczkę

zdjęcie ilustracyjne, / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

W sobotę doszło do ataku na wolontariusza, który w Miastku (Pomorskie) zbierał podpisy pod kandydaturą prezydenta Andrzeja Dudy - poinformowali lokalni działacze PiS. Mężczyzna miał zostać uderzony w brzuch, wyrwano mu też teczkę z podpisami poparcia. "Apelujemy i prosimy o zaprzestanie jakichkolwiek aktów przemocy. Nie ma zgody na hejt, który rodzi się w przemoc" - napisali działacze w oświadczeniu.

Informację o zdarzeniu zamieściła na Twitterze Anna Gańska-Lipińska.

"W Miastku pobito wolontariusza (Prawa i Sprawiedliwości), który zbierał podpisy osób popierających kandydaturę Prezydenta (Andrzeja Dudy)"

- napisała.

Opublikowała też oświadczenie lokalnych członków komitetu PiS w Miastku w tej sprawie. Wynika z niego, że do incydentu doszło w sobotę w godzinach wieczornych.

"Jeden z członków komitetu Prawa i Sprawiedliwości w Miastku, Pan Mariusz Tandecki został uderzony w brzuch. Wyrwano mu także teczkę zawierającą podpisy poparcia ww. kandydata"

- czytamy w oświadczeniu.

Działacze PiS potępili też "wszelkiego rodzaju ataki agresji słownej, a przede wszystkim fizycznej".

"Sytuacja, która wczoraj miała miejsce, budzi w nas duży niepokój. Za słowami Szefowej Sztabu Andrzeja Dudy, Pani mecenas Jolanty Turczynowicz-Kieryłło, apelujemy i prosimy o zaprzestanie jakichkolwiek aktów przemocy. Nie ma zgody na hejt, który rodzi się w przemoc"

- podkreślili działacze PiS z Miastka.

Wybory prezydenckie odbędą się 10 maja, ewentualna ich druga tura - 24 maja. Na zebranie wymaganej liczby 100 tysięcy podpisów poparcia komitety wyborcze mają czas do 26 marca. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts