Lisiewicz: Obrzydliwe brednie Safjana. Na świadka powołam francuskiego dziennikarza

Sędzia Marek Safjan w wypowiedzi dla Onetu tak streścił napisany przeze mnie artykuł na temat przeszłości jego ojca: „Mechanizm tego rozumowania jest banalnie prosty: skoro w TSUE zasiadają tacy ludzie jak taki 'komuch, Żyd i Niemiec w jednym' czyli ja — to cała ta instytucja musi być ciężko podejrzana. Taki był wydźwięk tego tekstu”. Otóż jest to oczywista brednia: w tekście nie ma ani słowa o żydowskich korzeniach Marka Safjana. Dalej dowiedziałem się, że takie publikacje „rzucające podejrzenie”, że TSUE może działać na zamówienie polityczne są „niezwykle niebezpieczne”. W demokratycznym państwie to zarzut kuriozalny: albo napisałem prawdę, albo nie. Sędzia Safjan nie potrafi wskazać w moim głośnym tekście ani jednego nieprawdziwego zdania. A sugerowanie, że publikacja jest „niebezpieczna” to próba reaktywowania osławionego przepisu ze stanu wojennego o „nawoływaniu do niepokojów społecznych” – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz.

fot. Gazeta Polska Codziennie

Jak poinformował Onet, sędzia Marek Safjan pozwał mnie, jako autora artykułu „Wydał wyrok na Polskę” w Gazecie Polskiej oraz jej redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza. Artykuł ukazał się na łamach GP w lipcu 2021. 

Sędzia domaga się, nazwijmy to wprost, CENZURY, a mianowicie „usunięcia artykułu i zaniechania dalszych publikacji tego tekstu” oraz tego „by sąd nakazał usunięcie tekstu z portali internetowych Niezależnego Wydawnictwa Polskiego”.
W wypowiedzi dla portalu Onet sędzia Safjan nie wskazuje ani jednego nieprawdziwego zdania w moim tekście. Autorka tekstu nieźle gimnastykuje się, by powiedzieć czytelnikom, że Gazeta Polska została pozwana za coś okropnego. Dowiadujemy się od samego sędziego, że był to artykuł „wyjątkowo agresywny i napastliwy” oraz „obrzydliwy na każdym poziomie”.

Zgadzam się, że tekst był obrzydliwy przynajmniej na jednym poziomie: mianowicie traktował o obrzydliwych działaniach Zbigniewa Safjana, ojca Marka Safjana, który w hitlerowskim mundurze służył w walczącym z AK niemieckim Grenzschutzu. A potem, już pod drugiej stronie frontu, doniósł na 21-letniego kolegę Jana Nesslera sowieckiemu dowódcy, w wyniku czego byłego akowca rozstrzelano.

Pisze redaktor Gałczyńska: „tygodnik >>donosi<<, że ojciec profesora był rzekomo >>funkcjonariuszem hitlerowskiego Grenzschutzu<<”. Sprostujmy: nie rzekomo, a na pewno, czego nie kwestionuje nawet Marek Safjan. Pisanie o tym, jak relacjonuje Onet, stanowi według Marka Safjana „niedopuszczalną ingerencję w sferę jego życia prywatnego i rodzinnego”. Tak oczywiście nie jest, bo zarówno zmarły ojciec jak i syn to osoby publiczne. Marek Safjan był prezesem Trybunał Konstytucyjnego i jest sędzią TSUE. Również Zbigniew Safjan był osobą publiczną: członkiem władz PRON oraz władz Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, Komitetu Warszawskiego PZPR oraz autorem scenariusza „Stawki większej niż życie”.

Skoro sędzia Safjan mówi o działaniach obrzydliwych, to trzeba wspomnieć o jego wypowiedzi dla Onetu. Zacytujmy:

„Mechanizm tego rozumowania jest banalnie prosty: skoro w TSUE zasiadają tacy ludzie jak taki >>komuch, Żyd i Niemiec w jednym<< czyli ja — to cała ta instytucja musi być ciężko podejrzana. Taki był wydźwięk tego tekstu

— podkreśla prof. Safjan”.

No więc to są właśnie obrzydliwe brednie. W moim artykule nie było ani pół słowa o żydowskich korzeniach Marka Safjana. Co więcej, od lat głoszę tezę, że nie ma nic bardziej szkodliwego, niż głoszenie przez margines prawicy antysemickich bredni, degradujących dla niej samej. A Gazeta Polska będąc zwolennikiem dobrych relacji z Izraelem, wielokrotnie nazywana była przed środowiska bliskie Konfederacji filosemicką. Jeśli takie brednie jak powyżej wygaduje sędzia, podważa zaufanie do siebie oraz wydawanych przez siebie wyroków wśród ludzi, którzy wiedzą, jaka jest prawda.

W moim tekście pisałem prawdę ale, jak ujął to Safjan, była to publikacja „niezwykle niebezpieczna”. Dlaczego? Oddajmy głos, obszernie, sędziemu:

"- To był tekst przeciwko całemu wymiarowi sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wymowa tego artykułu była taka, że sędziowie TSUE mieliby rzekomo wykonywać jakieś polecenia czy zamówienia polityczne - prawdopodobnie niemieckie, sądząc po kontekście publikacji - że realizują jakieś bliżej nieokreślone interesy niemające nic wspólnego z argumentacją prawniczą. Rzuca to podejrzenie na sąd europejski i niezależnie od absurdalności takich twierdzeń komuś mogło jakieś ziarno podejrzeń zakiełkować. I o to chyba w tej publikacji chodziło — wskazuje sędzia Safjan”.

Dalej:

„- Ten artykuł to był punkt wyjścia do atakowania całego europejskiego wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji uzasadniania, dlaczego można nie wykonywać wyroków TSUE, co dzisiaj konstatujemy z najwyższym niepokojem – mówi”.

I jeszcze:

„W obecnej sytuacji, gdy rządzący wprost mówią, że nie będą wykonywać nieodpowiadających im wyroków TSUE - a przecież wykonywanie orzeczeń stanowi bezwzględny obowiązek każdego państwa członkowskiego - tego rodzaju publikacje, z sugestiami na temat całego unijnego wymiaru sprawiedliwości są niezwykle niebezpieczne”.

Przede wszystkim dziękuję sędziemu za dowartościowanie mojego tekstu, naprawdę nie wiedziałem, że niczym słynna „siódemka” ułanów Beliny, która zaatakowała imperium rosyjskie, byłem zagończykiem, który w podobnym stylu stanął na czele „ataku na cały europejski system sprawiedliwości”. Natomiast wynika owego tekstu jasno, że są sprawy, o których nie można pisać, np. o sędziach TSUE, bo są niebezpieczne „mogło jakieś ziarno podejrzeń zakiełkować”. 

Nie wiem na ile lat chciałby w takim razie wsadzić sędzia Safjan za kraty dziennikarza „Liberation” Jeana Quatremera, za to co napisał ostatnio o powiązaniach sędziów TSUE, bo o ile ja winny jestem „kiełkowania ziarna podejrzeń”, to Quatremer zrzucił na TSUE bombę atomową pisząc o „handlu wpływami między innymi przewodniczącego TSUE sędziego Koena Lenaertsa oraz ważnych unijnych urzędników związanych z EPL”. Rzecz jasna zamierzam powołać w tej sprawie redaktora Quatremera na świadka, gdyż jego ogromna wiedza o TSUE może być niezwykle przydatna dla polskiego sądu.

No i jeszcze na koniec sędzia Safjan: „Pokazując mnie w todze sędziego TSUE na tle oficerów hitlerowskich, którym także jako fotomontaż dorobiono żaboty sędziowskie, zamierzano stworzyć symboliczny obraz zepsucia zaistniałego w Trybunale Sprawiedliwości”. Zgadza się, na okładce znaleźli się „oficerowie hitlerowscy”, ale nie był to Hermann Göring ani nawet Reinhard Heydrich, a Hans Kloss i Hermann Brunner, postacie współtworzone przez Zbigniewa Safjana, co – przyznają Państwo – nieco łagodzi budowany przez sędziego nastrój grozy.

Piotr Lisiewicz
 

 


Źródło: niezalezna.pl

#Marek Safjan

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo