O roli Andrzeja Jeziorka (wysoko postawionego syrektora Agencji Produkcji Telewizyjnej) w wyprowadzeniu pracowników TVP (ze stratą dla tej instytucji) do firmy zewnętrznej i jego relacjach z pracownikami, pisaliśmy na portalu niezalezna.pl w dwuczęściowej analizie (część 1, część 2)
Jak się okazuje, bezpardonowy styl działania dyrektora TVP względem pracowników nie bierze się znikąd. Na swoim prywatnym profilu na Facebooku Jeziorek wykazuje się równie agresywnym językiem, a przy okazji regularnie zaspokaja się w swojej nienawiści do „religii smoleńskiej”, (tak nazywa ludzi, którzy nie przyjmują rządowej wersji zdarzeń).

Ktoś nieznający Andrzeja Jeziorka nigdy by się nie domyślił, że przegląda profil człowieka na wysokim stanowisku w ważnej państwowej instytucji. Co i rusz można natrafić na atak na Kościół, temat Smoleńska czy Prawo i Sprawiedliwość. W jednym z wpisów Jeziorek, komentując debatę w USA między Barackiem Obamą a Mittem Romneyem, nie mógł się powstrzymać od stwierdzenia, że w Polsce opozycja to „paranoicy”, którzy chcą podpalić kraj. Jeziorek mimo pełnionego stanowiska nie tylko nie kryje się z poglądami, ale też z nieskrywaną nienawiścią regularnie atakuje opozycję.


Opisując politykę w USA, Jeziorek automatycznie przechodzi na polskie podwórko i jednoznacznie sugeruje, że opozycję należałoby zmarginalizować:
Zazdroszczę im [Amerykanom] tego że w życiu publicznym, które kształtuje umysły większości społeczeństwa nie miejsca dla ludzi walących bez opamiętania i bez wstydu poniżej pasa. Oczywiście nie oznacza to, że ich nie ma. Oni są, ale mimo wolności słowa i wszystkich wad demokracji, to społeczeństwo zepchnęło ich na margines życia publicznego i póki co nie stanowią żadnej znaczącej siły. Sądzę, że retoryka, jaką uraczono nas na Placu Trzech Krzyży, to na "Ziemi Lincolna" wypchnęłaby takich ludzi na głęboki poltyczny "niebyt" do czasu, aż zrozumieliby, że obowiązkowa jednomyślność i brak tolerancji nawet dla głębokich różnic wcześniej czy później kończy się totalitaryzmem - pisze Andrzej Jeziorek.

Parę lat temu – jeszcze zanim „wyczyszczono” telewizję publiczną z jakichkolwiek, choć w części niepoprawnych elementów – wystarczyło zaprosić nieodpowiedniego gościa do studia, by wylecieć z pracy. By dowiedzieć się, jakie dzisiaj standardy panują w „odpolitycznionej” TVP, wystarczy oddać głos dyrektorowi Jeziorkowi.

Czy jednak na opłacanie takich ludzi powinny iść nasze podatki i pieniądze z abonamentu?